Półki z pozycjami dotyczącymi diet zajmują w księgarniach kilka metrów. Niemal wszyscy się odchudzamy, albo zamierzamy odchudzać, w najlepszym razie szukamy dla siebie mądrego i adekwatnego sposobu odżywiania. I oto jest. Bestseller „New York Times’a” z – dla wielu czytelników retorycznym – pytaniem w tytule: „Wiecznie głodny?”. Okładkowych zachęt jest więcej, dorobek autora imponujący, a rekomendacja rozwiewa ewentualne wątpliwości, co do zakupu: „Ostania książka o diecie, której będziesz potrzebował!”

 

Ludwig_Wiecznie_glodnyDavid Ludwig jest: doktorem medycyny, profesorem pediatrii Harvard Medical School i zdrowego żywienia Harvard School of Public Health, endokrynologiem w Boston Children’s Hospital, wybitnym ekspertem w zakresie badań nad otyłością, zwłaszcza u dzieci. W skrócie „pogromcą otyłości” znanym w Ameryce wzdłuż i wszerz.

Wieloletnie doświadczenie, badania i obserwacje pozwoliły mu sformułować teorię, która stawia na głowie to, co dotąd słyszeliśmy o dietach, zwłaszcza redukcyjnych (ograniczających kalorie). Profesor uważa, że nie są zdrowe, bo prowadza do insulinooporności, rozlegulowują organizm i przede wszystkim: nie pozwalają nam jeść tego, co lubimy. A to błąd. Możemy, wystarczy wyeliminować ze znanych diet i jadłospisu rzeczy szkodliwe. Do dyspozycji – w postaci książki – mamy program składający się z trzech faz i dietę, która leczy przyczyny otyłości, bez głodzenia się, liczenia kalorii i dobrego znajomego wszystkich odchudzających się, czyli efektu jo-jo.

„Większość diet wymaga ograniczenia kalorii. Ta nie. Wiele każe znosić głód. Ta nie. Niektóre trzeba łączyć z wyczerpującymi ćwiczeniami fizycznymi. Nie w tym przypadku”. Brzmi zachęcająco. Kilka pierwszych stron książki to świadectwa uczestników programu pilotażowego, którego wyniki wpłynęły na teorię sformułowaną przez dra Ludwiga, w obszerniejszej liczbie pojawiają się na kolejnych stronach wydawnictwa. W największym skrócie chodzi o to, by zamiast liczyć kalorie, skoncentrować się na komórkach tłuszczowych. A potem przejąć kontrolę nad ciałem.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to teoria. Rozprawia się z mitami na temat odchudzania i błędami, jakie popełniamy opierając się na nieprawidłowym rozumieniu procesu jedzenia. Wykłada – od strony naukowej – jak funkcjonuje organizm, od czego i dlaczego tyjemy. Szeroko charakteryzuje składniki odżywcze (węglowodany, tłuszcze, białka, cukier, sół, probiotyki i dodatki do żywności) oraz ich wpływ – zły lub dobry – na organizm.

Część druga „Program odchudzający” to, jak nazwa wskazuje, praktyka. Omówienie zasad rewolucyjnego programu, jego kolejnych faz oraz proste przepisy dostosowane do każdej z nich.

Faza pierwsza: tzw. obóz treningowy umożliwiający zapanowanie nad zachciankami i uruchomi proces utraty wagi. Faza druga: przeprogramowanie komórek tłuszczowych bez głodzenia się. Trwa od kilku tygodni do pół roku, czasem dłużej, aż do osiągnięcia upragnionej wagi. Faza trzecia: dieta dopasowana do potrzeb, pozwalająca pozostanie przy niższej wadze. Fazy poprzedza siedmiodniowy okres przygotowawczy, w czasie którego należy uregulować sen, zmniejszyć stres, przyszykować sprzęty kulinarne, zrobić zakupy.

„Wiecznie głodny?” to poradnik z prawdziwego zdarzenia. Przystępny, metodyczny, praktyczny. Trzeba przyznać, że książka ma wiele przydatnych elementów: tabel, tabelek, wykresów, spisów. Zawiera przykładowe jadłospisy, listę spraw – i produktów do wcześniejszego przygotowania. Ponadto porady: co zamówić w restauracji (z podziałem na kuchnie świata!), barach szybkiej obsługi, co wybrać w barze sałatkowym lub na wynos. Są też wskazówki co do sposobu przyrządzania potraw (mycie, obieranie, dzielenie na części) i obróbki termicznej (ile minut dany produkt smażyć, piec, gotować). Na koniec – przepisy. Na śniadania, obiady, kolacje, desery, sosy, przekąski, desery. Nieskomplikowane, z dostępnych powszechnie produktów, dla osób średnio i w
ogóle niezaawansowanych w sztuce kulinarnej. Zajmują 100 stron, 1/4 całości.

Atutem książki jest na pewno podbudowa medyczna i naukowa. Autor nie jest domorosłym teoretykiem ani cudownie odchudzonym celebrytą. Nie częstuje mądrościami i banałami, nie każe zaopatrzyć lodówki w produkty, których nazw nie jesteśmy w stanie powtórzyć. Karierę zawodową zaczął jeszcze w latach 90., kiedy dietetyka – jako nauka – dopiero raczkowała. Przez dekady obserwował nie tylko narodziny i rozkwit epidemii otyłości w Ameryce, ale też krótsze lub dłuższe życie rozmaitych diet i teorii żywieniowych. W swojej pracy skupia się na znalezieniu przyczyn tycia i proponowaniu rozwiązań dalekich od wyrzeczeń. Nie namawia do liczenia kalorii, a wręcz krytykuje nadmierne temu liczeniu przyznawane zasługi. Dowodzi, że diety niskotłuszczowe, wykluczające nigdy nie kończą się dobrze, prowadzą nie tylko do strat w organizmie, ale też zamiast pomagać, nasilają frustracje, demotywują. Książka, jak każda mądra dieta, namawia do zmian nawyków żywieniowych, świadomego jedzenia, poznania dobrych zasad komponowania posiłków. Wystarczy szesnaście tygodni, uważna lektura, zastosowanie do zaleceń, by sprawdzić, czy skutecznie.