Trzecia i czwarta edycja Good Vibe Festiwal odbyły się właściwie siłą rozpędu i entuzjazmu Mateusza Prusa, który postanowił nie porzucić autorskiego projektu powołanego do życia w 2013 roku pod skrzydłami Centrum Kultury 105 i realizować go na własną rękę. Wygląda na to, że tegoroczna edycja (14-17 czerwca Kołobrzeg/Koszalin) stanowi nowe otwarcie dla imprezy. Znakomity line-up, prestiżowy patronat artystyczny i świetna frekwencja – oto bilans małego jubileuszu festiwalu, który nie powinien się udać.

 

Hirek Wrona: – Wszystko się zgadza: świetny czas, ludzie, miejsca. Jestem zaskoczony cudowną atmosferą. Nie ma dystansu między artystami a publicznością. Teatr Variete Muza jako miejsce koncertowe – doskonałe, do tego klimatyczny klub festiwalowy JazzburgerCafe. W Krakowie nie ma takiego! Dawno się tak nie uśmiałem i nie nagadałem z oryginalnymi ludźmi, stojąc przez pół nocy w deszczu (śmiech). Już namawiam znajomych na przyjazd w następnym roku i sam na pewno się tu zjawię. Dziwi mnie tylko, czemu miasto nie wspomaga organizacyjnie tak pozytywnej, energetycznej i spontanicznej imprezy? Myślę, że festiwal w przyszłości może być marką Koszalina.

EABS

EABS

O Good Vibe Festiwal Hirek Wrona dowiedział się z listu Mateusza, który nie ukrywa, że dziennikarz to jego autorytet muzyczny. List był szczery i widać przekonujący, bo Hirek nie tylko zaproszenie do Koszalina przyjął, ale też zapowiadał koncerty, zagrał set w JazzburgerCafe i poprowadził program w Polskim Radiu Koszalin. Wcześniej promował artystów GVF w swojej „trójkowej” audycji. Do tego wszystkiego przekonała go – jak mówi – przede wszystkim muzyka: – Nie dla przypadkowego odbiorcy, ale ludzi którzy chcą posłuchać nowych dźwięków – uściśla. – Nie przesadzę mówiąc, że w Koszalinie tworzy się historia muzyki. O wykonawcach, którzy tu w tym roku zagrali, już się mówi, a za 5 – 10 lat będą gwiazdami. Nasłuchałem się w życiu i wiem, że Marek Pędziwiatr z EABS za jakiś czas będzie równie ważny jak dziś Leszek Możdżer, a kiedyś być może nawet Michał Urbaniak. Super, że właśnie w Koszalinie możemy widzieć tych wykonawców na początku drogi.

Bitamina

Bitamina

Wśród argumentów, dla jakich Hirek Wrona zgodził się artystycznie patronować przedsięwzięciu, jest sam Mateusz. – Wysyła tak dobrą energię, że nie mogło się to wszystko nie udać – podkreśla. – Jest uparty i z tego powodu będzie mu w życiu bardzo źle. To człowiek z mojej „sekty”, czyli idealista, który idzie przez świat, wierząc, że dobro zwycięża. Tak pewnie kiedyś będzie, ale droga czeka go ciężka. Cóż, dołączyłem do jego fanklubu.

Moo Latte

Moo Latte

Jaskółką dobrych zmian było wsparcie finansowe, jakiego udzielił festiwalowi w 2016 roku Leszek Kołecki, właściciel Cafe Mondo, prywatnie miłośnik jazzu. W 2017 Mateusz uzyskał dodatkowo partnera w postaci Fundacji Nauka dla Środowiska, dzięki czemu udało się zdobyć niewielki grant z Urzędu Marszałkowskiego oraz wsparcie kilka instytucji, m.in. MEC Koszalin. Wciąż jednak budżet festiwalu jest nieproporcjonalnie mały w stosunku do jego jakości artystycznej. Ma jednego organizatora, świetną oprawę graficzną, nie ma biura festiwalowego, ani kilkuosobowego zespołu. Mateusz Prus sam dba o jego logistykę, promocję, przebieg, choć podkreśla, że nie byłoby to możliwe bez „dobrych duchów”, przyjaciół i znajomych, a finalnie GVF jest synergią ich działań, często za uścisk ręki.

Sotei

Sotei

Trudno w to uwierzyć, patrząc na efekt. Sala Filharmonii Koszalińskiej podczas inauguracji festiwalu 15 czerwca była pełna. Frekwencja dopisała też w Kołobrzegu i podczas koncertów w Teatrze Variete Muza. Wśród publiczności – nie tylko koszalinianie. Wiele osób przyjechało tu z Polski, a nawet z zagranicy, zachęconych kapitalnym line-upem. Na otwarcie (w Koszalinie, dzień wcześniej w Kołobrzegu) zagrał siedmioosobowy EABS, wchodząca gwiazda i objawienie jazzu, partner sceniczny Michała Urbaniaka ze świetnym koncertem pod znakiem albumu „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)”. Kolejnego dnia: koszaliński Waash, klimatyczny duet Sotei, ekscentryczny Flue, a ostatniego: eklektyczny, multiinstrumentalista Moo Latte i energetyczna Bitamina. Wykonawcy z pogranicza jazzu, hip-hopu, funky, soul i elektroniki, uczestnicy kultowych polskich festiwali. Koszt biletów na wszystkie koncerty podczas czterodniowej imprezy: 50 zł. Dla karnetowiczów w prezencie designerska siatka HO:LO. Dla wszystkich – nowe, świeże brzmienia z najwyższej półki. Muzyczna pigułka dobrej muzyki i świetnej energii, po które nie trzeba już jechać do wielkich miast.

Waash

Waash

Mateusz Prus: – Żadne moje obawy się nie ziściły, w tym największa o frekwencję. Świetnie sprawdził się Teatr Variete Muza, zespoły zagrały super koncerty. Mam mnóstwo sygnałów, że ludzie są zadowoleni. Nie dociera to wszystko do mnie. Kiedy stałem na scenie Filharmonii, widząc pełną salę, chciało mi się płakać i śmiać zarazem. Poczułem, że festiwal został doceniony. Chciałbym na przyszły rok zawalczyć o dobrego sponsora strategicznego. Byłoby wspaniale, gdyby była to firma lokalna. Póki co, cieszę się, że udało mi się zrobić coś niezależnego i udowodnić, że jak się chce, to wszystko się uda.