Stracił nogę, kiedy był dzieckiem. To jednak nie przeszkodziło mu w ukończeniu kilkunastu maratonów, w tym trzech nowojorskich. Józef Szczeblewski, mieszkaniec Manowa, bez wysiłku fizycznego nie wyobraża sobie życia, a swoją sportową pasją, energią i determinacją skutecznie zaraża innych. W maju tego roku postawił sobie wyzwanie: przebiec z Koszalina na południe Polski.

 

Dom

Manowo. Na podwórku przed domem pana Józefa biega kilka psów. Szczekają, żeby zwrócić na siebie uwagę i nastawiają łby do głaskania. Mieszkanie biegacza jest na piętrze. Kilkanaście schodów 61-latek pokonuje w ekspresowym tempie. W schludnym i jasnym wnętrzu rzucają się w oczy medale, puchary, statuetki i dyplomy. Kolekcja jest imponująca. – Najbardziej cieszę się, kiedy na biegach podchodzą do mnie ludzie i mówią, że skoro ja mogę uprawiać sport to im nie wypada siedzieć na kanapie – mówi z uśmiechem mężczyzna.

 

izabela rogowska -17

Wypadek

Pan Józef nogę stracił jako dziecko. Miał wtedy niecałe dwa lata. Był sierpień 1957 roku. Feralnego dnia był pod opieką babci. Zasnął na torach kolei wąskotorowej, po których kursował pociąg. Pojazd uderzył go w twarz zderzakiem i zmiażdżył stopę. Ponieważ lekarze bali się, że w ranę wda się gangrena, podjęli decyzję o amputacji nogi aż za kolano. – Nigdy nie użalałem się nad sobą. Wręcz przeciwnie, niezłe było ze mnie ziółko – śmieje się mężczyzna i dodaje: – Mimo że nie miałem protezy, pomagałem rodzicom w gospodarstwie. Rąbałem drzewo, a jak trzeba było to brałem kosę i szedłem w pole. Opierałem się o kulę i starałem się kosić zboże.

 

Biegiem przez Stany

Trzydzieści lat po wypadku, w 1987 roku pan Józef zaczął biegać. Z protezą i przy pomocy kul pokonywał długie dystanse. Ma na swoim koncie, między innymi trzy maratony nowojorskie. Dzięki udziałowi w nich zwiedziłem prawie całe Stany Zjednoczone i otrzymałem nagrodę z rąk samego Mohameda Ali – wspomina 61-latek. Oprócz tego, dwa razy ukończył morderczy, stukilometrowy supermaraton. Przebiegnięcie tego dystansu zajęło mu zaledwie 17 godzin i 48 minut. Pan Józef wziął też udział w 24-godzinnym biegu. – Czasami czuję się jak odludek, bo wciąż nie mogę przekonać osób niepełnosprawnych, żeby zaczęły biegać – mówi i dodaje: – Sport dla osób niepełnosprawnych jest bardzo ważny. Uprawiany regularnie sprawia, że można przenosić góry.
Pan Józef wie, co mówi, bo aktywność fizyczna jest obecna w jego życiu od wielu lat. Oprócz biegania pan Józef grał w tenisa, skakał w dal (swojego czasu ustanowił nawet rekord świata -4,26 m.), rzucał dyskiem i gdyby nie kontuzja to reprezentowałby Polskę na Olimpiadzie w Seulu.

 

Wyzwanie życiagłówne

Ponad rok temu w głowie Józefa Szczeblewskiego zrodziła się z pozoru szalona myśl.
Stwierdziłem, że skoro zwiedziłem biegiem Stany Zjednoczone to pora teraz na Polskę – mówi mężczyzna. Dystans wyznaczył sobie solidny, bo liczący 777 kilometrów. Startował z Koszalina, a metę miał mieć w Ustrzykach Dolnych, najniżej położonym punkcie w kraju. Poprzeczkę zawiesił sobie bardzo wysoko, ale nie bez powodu. – Chciałbym pokazać ludziom, że niepełnosprawność nie przekreśla marzeń o uprawianiu sporu i zachęcić napotkanych biegaczy, żeby się do mnie przyłączali, chociażby na krótkim odcinku – podkreśla pan Józef.

 

Sportowiec liczył też, że uda mu się zebrać pieniądze na nową protezę, bo ta której obecnie używa lata świetności ma dawno za sobą, a nowa gwarantowałaby mu możliwość uczestnictwa w kolejnych biegach długodystansowych. Jej koszt to ponad 50 tys. złotych. Mężczyzna wyruszył spod koszalińskiego ratusza 13 maja tego. Towarzyszył mu znajomy, który jechał samochodem, wioząc bagaże i inne niezbędne rzeczy. 61-latek szacował, że każdego dnia przebiegnie średnio około 40 kilometrów. Na początku wszystko szło jak z płatka. Wyprawę śledziła prawie cała Polska, a o postępach w biegu donosiły lokalne dzienniki, portale internetowe i radiostacje znajdujące się w miastach, przez które przebiegał pan Józef. Na trasie czekali też na niego biegacze, którzy towarzyszyli mu w podróży. Niestety, po tygodniu biegu, na odcinku Bydgoszcz-Brzoza sportowiec skręcił nogę i musiał przerwać wyprawę. Jednak zapewnił, że po powrocie do zdrowia będzie kontynuował bieg, a skoro tak powiedział to słowa na pewno dotrzyma.