Agaty Zejfer słucha się z wielką przyjemnością. O kosmetologii mówi rzeczowo, konkretnie, ciepłym, spokojnym głosem. Słowo „zabieg” pada z jej ust równie często, co „człowiek”. Stworzyła autorski model pracy, oparty o wartości, które ceni – harmonię, rozwój, samoświadomość. Wybrała niełatwą drogę w skomercjalizowanej branży, ale chodzenie na skróty nie jest w jej stylu. Na wszystko, co dziś ma, ciężko zapracowała. Sama. Konsekwentnie, krok po kroku realizowała swoją wizję i zbudowała własną, unikalną markę. Jej motto brzmi: piękno rodzi się z harmonii.

 

okładkaCV Agaty Zejfer rozwiewa ewentualne wątpliwości, co do doświadczenia, czy kwalifikacji, jakie mogą się pojawić w związku z jej młodym wiekiem. Jest absolwentką Akademii Medycznej w Poznaniu, dyplomowanym kosmetologiem. Wcześniej zdobyła licencjat. W czasie studiów pracowała w gabinetach – m.in. dr Ireny Eris. Kosmetologię poznawała więc równolegle – w teorii i praktyce. Tempa edukacji nie zwalnia. Nieustannie się szkoli, w planach ma doktorat. Rok temu rozpoczęła studia – psychologia kliniczna – na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS. Z jednej strony ambitna, z drugiej pełna pokory. – Trzeba się nieustannie uczyć, rozwijać, doskonalić i pracować nad sobą – uważa.

 

Zainteresowanie kosmetologią przyszło już w liceum. Agata Zejfer zmagała się wówczas z atopowym zapaleniem skóry (AZS). Leczenie było żmudne, osłabiające organizm, na dłuższą metę szkodliwe, więc na własną rękę szukała rozwiązania problemu. Stosowała odpowiednią dietę, sięgała po naturalne kosmetyki, czytała o mądrym dbaniu o urodę i… tak jej zostało. Najpierw wyleczyła siebie, teraz pomaga pacjentom. Rozważała studiowanie psychiatrii, bo interesował ją człowiek – jego emocje, umysł. Wybrała kosmetologię. Postrzega ją jako dziedzinę pomocną w procesie dbania o dobrą jakość życia i jeden z jej ważnych elementów, wpływający na zadowolenie z wyglądu, a tym samym większe poczucie własnej wartości. – Liczy się harmonia ciała, umysłu i duszy – mówi.

 

Od początku miała określoną koncepcję pracy, wynikającą z życiowej filozofii. Pracując w ośrodkach SPA, przekonała się, co ją nie interesuje: stawianie ilości ponad jakość, powierzchowny kontakt z klientami, brak indywidualnego podejścia, stosowanie modnych zabiegów o krótkotrwałych efektach. Raziło ją nieprzestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa i higieny. Wiedziała, że gabinet poprowadzi zupełnie inaczej, po swojemu.
– Nie interesowało mnie konkurowanie z innymi – podkreśla. – Myślę, że na rynku jest miejsce da każdego. Niestety, wielokrotnie zdarzało mi się, że ktoś mnie kopiował, korzystał z moich wpisów na blogu, inspirował się stroną. Obserwowałam to i nadal obserwuję, ale utwierdza mnie to w przekonaniu, że warto robić swoje i daje energię do działania.

 

Zamiast długiej listy zabiegów, najpierw proponuje klientom długą rozmowę. O trybie życia, odżywianiu, problemach, stresie. Zanim przystąpi do działania, wysyła ich na specjalistyczne badania, szeroko diagnozuje. Sama dobiera im kuracje, nie realizuje doraźnych zamówień, ani zachcianek. Cierpliwie tłumaczy, że o ciało troszczyć się trzeba codziennie, kompleksowo, a jednorazowe zabiegi nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. Przy tej asertywnej postawie urzeka skromnością i miłym usposobieniem.

Jest szczera, stanowcza, lubi stawiać sprawy jasno, choć robi to w niezwykle uprzejmy i ujmujący sposób: – W pracy i w życiu stosuję zasadę czystych intencji – mówi z uśmiechem. – Bardzo poważnie podchodzę do swojej pracy, poświęcam jej mnóstwo pracy i energii.

 

Głęboko wierzy, że warto świadomie wpływać na wszystkie sfery codzienności – od zdrowego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, przez systematyczną pielęgnację ciała po estetyczne otoczenie. Sama stosuje te zasady – gotuje, ćwiczy jogę. Pasjonuje ją urządzanie wnętrz. Prowadzi blog kosmetologiczny, współpracuje z cenionym, wiodącym magazynem branżowym LNE, jest ekspertem. Uwielbia podróżować. – Dbam o balans między pracą a prywatnością – podkreśla. – To samo radzę pacjentom.

4955

Nowy gabinet mieści się w starej kamienicy przy ulicy Piłsudskiego. Przy wejściu czuć zapach kawy z pobliskiej kawiarni. W środku: nowoczesność, nabierająca smaku w charakterystycznych wysokich kamienicznych wnętrzach. Stonowane kolory, dużo światła, na suficie gabinetu – bajkowe rysunki. Podczas rozmowy okazuje się, że otoczenie odzwierciedla osobowość właścicielki: perfekcjonizm, skrupulatność i zdecydowanie, ale przełamane nutą romantyzmu, do którego Agata Zejfer z uśmiechem się przyznaje.

Połączenie nietypowe, choć wpisujące się w ważną dla Agaty zasadę równowagi. Jej zachowanie sprawia, że gabinet to unikalne miejsce, jednocześnie profesjonalne i przyjazne, oferujące nowoczesne zabiegi, ale promujące duchowy, holistyczny wymiar dbania o ciało i umysł. Ponadto dowód na to, że zawsze warto iść własną drogą, na własnych zasadach.

 


 

Bezpieczeństwo, skuteczność, inspiracja
Rozmowa z Agatą Zejfer

 

Otwierając gabinet, miała pani określoną koncepcję pracy. Czy musiała ją pani jakoś zweryfikować przez ostatnie dwa lata?

Życie zweryfikowało mnie pozytywnie. Okazało się, że kierunek, w jakim idę, nie jest zły, a moje wartości pozostały bez zmian. Od samego początku chciałam wypracować formułę pracy polegającą na rozszerzonej diagnostyce, spersonalizowanych zabiegach. Miałam wizję i małymi krokami do niej dążyłam. Stopniowo, element po elemencie mogłam rozwijać ofertę. Zaczęłam jeszcze w gabinecie w Unieściu, potem przeniosłam się do Koszalina, a teraz w nowe miejsce. Cały czas pogłębiam kompetencje podczas szkoleń, warsztatów, współpracuję z najstarszym i najbardziej cenionym magazynem branżowym LNE.

 

Wizja, którą pani realizuje – nacisk na relację z klientem, holistyczne podejście do dbania o urodę – narodziła się już w momencie zainteresowania kosmetologią?

Zanim zdecydowałam się na kosmetologię, rozpatrywałam studiowanie psychiatrii. Ostatecznie inaczej poukładałam ścieżkę edukacji, ale pozostała we mnie chęć zajmowania się ludźmi w sposób kompleksowy, czyli skupienia nie tylko na problemach skóry. To przecież tylko jeden z narządów ciała. Stąd moje zainteresowanie psychologią i przekonanie, że również ten aspekt jest w pracy niezwykle istotny. Wierzę, że ciało jest świątynią, trzeba się nim dobrze opiekować w sposób systematyczny. Zawsze byłam przeciwna praktyce polegającej na wykonywaniu zabiegów raz na kiedyś. Uważam, że to bezcelowe.

 

Czy realizacja takich założeń była trudna?

Na początku tak. To było wyjście z nowym, niepopularnym podejściem, ale okazało się, że pacjenci tego chcą. Czują opiekę, bezpieczeństwo i wierzą w powodzenie terapii opartej na harmonii ciała i ducha. Sama staram się trzymać równowagę między prywatnością a życiem zawodowym. Wiem, że jeśli chcę kogoś uszczęśliwi, sama muszę być szczęśliwa.

 

Co dla pani jest ważne w relacji z pacjentem?

Najważniejsze, by bazą pracy było zaufanie, które nie zawsze buduje się od pierwszej wizyty. Nie ukrywam, że jestem bardzo szczera, staram się od razu wydobyć z pacjenta jak najwięcej informacji, bo to podstawa skuteczności naszych dalszych działań. Czasem okazuje się, że wcale nie muszę mu zrobić dziesięciu zabiegów, a czasem że potrzeba ich dużo więcej. Każdy pacjent ma u mnie kartę, na bieżąco ją uzupełniam.

 

Jak wygląda pierwsza wizyta?

Mam w ofercie dwa rodzaje konsultacji – trychologiczną i kosmetologiczną. Podczas jednej i drugiej przeprowadzam szeroki wywiad na temat zdrowia, trybu i higieny życia, przyjmowanych leków, oczekiwań. Musimy zgrać nasze wizje i rozplanować harmonogram działań – omówić, co zrobić, by dojść do satysfakcjonujących efektów. Stąd pogłębiona diagnostyka: analiza pierwiastkowa, morfologia, do tego zalecenia pielęgnacji domowej oraz niezwykle istotny element terapii – suplementacja, gdzie bazuję na wiedzy z dziedziny mikroodżywiania. Jest dla mnie niezwykle istotne, by łączyć wszystkie elementy z zabiegami, które stanowią jedynie 30-40 procent całego procesu. Za mało, by skutecznie poprawić wygląd.

 

Pacjenci są zaskoczeni tak niekonwencjonalną metodą pracy?

Rzeczywiście, na początku mojej praktyki osoby, które do mnie trafiały pytały: „po co tak, dlaczego?”. Obecnie są świadome, jak pracuję, przygotowane i oczekujące takiego podejścia. Ale dla mnie ważni są też ci klienci, którzy nie spodziewają się wspomnianego przebiegu pracy, a poddają się mu. Pozwalają się edukować, naprowadzać. Wszystkim powtarzam, że powinni być świadomi: na etapie zakupu kosmetyków, czytania etykiet, domowej pielęgnacji, suplementów i korzystania z zabiegów nie w sposób komercyjny.

4980

Co ma pani na myśli?

Kosmetologia jest dziedziną popularną i łatwo dostępną. Również intratną. Najczęściej jest tak, że pacjent przychodzi do gabinetu i oznajmia, jaki zabieg chciałby wykonać, a kosmetolog tę prośbę realizuje. U mnie jest to niemożliwe. Oferta gabinetu jest dostępna na stronie internetowej, więc wiadomo, co w ogóle mogę zaproponować, ale ostatecznie ja decyduję, co wykonam. Oczywiście spotykamy się w połowie drogi między moim doświadczeniem, propozycją a oczekiwaniami czy możliwościami finansowymi klientów.

 

Brzmi odważnie i stanowczo.

Rzeczywiście, pracuję w zupełnie inny sposób niż większość gabinetów. Mam tym większą ogromną satysfakcję, że moi pacjenci cenią sobie niestandardowe zasady, a ja mogę rozwijać się zawodowo w kierunku, jaki obrałam, tak jak zaplanowałam i chcę. Nie musiałam iść na kompromis, skróty, rynek nie wymusił na mnie wprowadzenia zabiegów powierzchownych, choć miałam obawy, że będzie to konieczne. Nie jest i z tego się cieszę.

 

Można powiedzieć, że jest pani dla klientów także motywatorem i opiekunem?

Bardzo bym chciała. Wypisałam ostatnio sobie wartości, jakie przyświecają mi w prowadzeniu gabinetu. Na pierwszym miejscu znalazło się bezpieczeństwo. Dla mnie absolutny priorytet. Stąd właśnie szczegółowy wywiad zdrowotny, bym miała pewność, że mogę podać komuś wybrany preparat. Po drugie: skuteczność, czyli umiejętność realnej poprawy komfortu życia pacjentów. Trzeci: inspiracja – do dbania o siebie mądrze, systematycznie i ciągle, w każdej sferze życia.

 

Pani oferta skupia się na zabiegach dotyczących pielęgnacji twarzy i włosów, natomiast mniej jest zabiegów na ciało, a przecież są one niezwykle popularne.

Jest to absolutnie świadomy wybór. Mam wiedzę na temat kobiecego ciała, tego jak funkcjonuje, więc wiem, że cellulit to rzecz naturalna i nie chcę na siłę z nim walczyć. Powtarzam pacjentkom, że poza dbaniem o siebie, powinnyśmy również umieć akceptować niedoskonałości oraz rzeczy od nas niezależne. Cellulit wiąże się z obecnością estrogenów, więc niemal wszystkie się z nim zmagamy. Moim zdaniem z ciałem lepiej jest pracować dietą i wysiłkiem fizycznym.

 

Jest w ofercie pani gabinetu również mało popularna jeszcze, a w Koszalinie dotąd niedostępna, trychologia. 

Tak, posiadam kompetencje analityka trychologii. Zainteresowanie pojawiło się, gdy sama miałam problemy z włosami, zresztą podobnie było z kosmetologią – walczyłam z atopowym zapaleniem skóry. Jest mnóstwo osób, które mają problemy z włosami. To, jak wyglądają, czy wypadają, jest spowodowane problemami ze skórą głowy, więc leczenie powinno należeć do kompetencji kosmetologa. Znaczną część mojej pracy stanowią terapie trychologiczne.

Co może pani zaproponować pacjentom w kontekście trychologii?

Oczywiście diagnostykę – analiza pierwiastkowa, badania krwi, także wymazy ze skóry głowy plus badanie trichoskopem pozwalające ocenić stan skóry. Później proponuję zabiegi oparte o preparaty trychologiczne, mezoterapię igłową, karboksyterapię oraz pielęgnację domowa. Wielu pacjentów trafia do mnie z gabinetów lekarskich, które oferują leczenie krótkie i intensywne, u mnie trwa ono dłużej. Terapia trwa od 3 do 6 miesięcy, ale efektywność jest bardzo wysoka.

 

Zabiegi to jedno, ale dla pacjentów ważne jest też otoczenie. Jak sądzę, dla pani również.

Bardzo staram się dbać o oprawę wizyty, a więc przyjemną muzykę, nastrój. Chcę, żeby pacjent czuł się maksymalnie „zaopiekowany”. Chodzi o spersonalizowanie procesu terapeutycznego. Bardzo dużo rozmawiamy, pytam o obserwacje, odczucia. Pracuję na dobrych preparatach, jestem na bieżąco z rynkiem i wybieram to, co najbardziej skuteczne, nie kierując się marką czy popularnością. Produkty i urządzenia testuję na sobie, więc jeśli już coś wprowadzam do gabinetu, jest sprawdzone. W najbliższym czasie będą to certyfikowane suplementy, niedostępne w aptekach. Chcę również zająć się szerzej zagadnieniem flory bakteryjnej jelit, bo to kluczowa rzecz dla organizmu. Poświęcam mojej pracy wiele czasu. Studiuję karty pacjentów, zastanawiam się, co jeszcze mogę zaproponować, zmodyfikować. Bardzo dużo czytam, wspieram się literaturą specjalistyczną, prowadzę bloga i tematyczny profil na portalu społecznościowym. To rozwija i gabinet, i mnie. Nie kopiuję, korzystam własnej wiedzy i doświadczenia.

 

Do tego rozpoczęła pani studia psychologiczne.

Tak, jak wspomniałam wcześniej, od zawsze chciałam zawodowo zajmować człowiekiem. Kosmetologia wydała mi się idealną ścieżką jako dziedzina otwarta na łączenie wielu elementów. Gdybym wybrała medycynę, byłabym ściśle ukierunkowana, a moja praca bardzo określona, a tego bym nie chciała. Psychologia to dwa w jednym – dla mnie i w relacji z pacjentami. Uważam, że umiejętności psychologiczne mogą być przydatne każdej osobie i cudownie byłoby, gdyby każdy miał do nich dostęp. Uczy dobrej komunikacji, asertywności, a z tego można korzystać na polu zawodowym i prywatnym.

 

Jakie cechy powinien mieć według pani kosmetolog?

Przede wszystkim powinien być nastawiony na to, by służyć pacjentowi. Doceniać możliwość wpływania na jego życie, poprawiania jego jakości. Trzeba stawiać dobro pacjenta nad materialne korzyści. Powinien nieustannie się uczyć, dążyć do samorozwoju. No i pokora, zdecydowanie się przydaje.

 

Takie podejście jest trudniejsze?

Nie wiem, czy jest trudniejsze, bo nie wyobrażam sobie pracować w inny sposób, ale wiem, że daje mnóstwo satysfakcji. To dla mnie ważne, by się spełniać, pracować nad sobą. Żeby pomagać ludziom, sama muszę mieć wiedzę. Choć nie wiem wszystkiego i nie boję się do tego przyznać. Jestem ogromnie wdzięczna pacjentom, że są w takiej sytuacji wyrozumiali.

 

Rozmawiamy w nowym gabinecie, w starej kamienicy. Jest tu niezwykle spokojnie, cicho. Rozumiem, że miejsce wybrała pani nieprzypadkowo?

Uwielbiam stare kamienice, wysokie pomieszczenia. Jestem romantyczką i marzyłam, by mieć gabinet w tego typu wnętrzu. Ma ogromny potencjał. Chciałabym, żeby pacjenci czuli się tu dobrze, przyjemnie, może czymś się zainspirowali. Myślę, że warto świadomie budować miłe otoczenie w domu, pracy. Estetyka jest ważna. Wkładam mnóstwo serca w dopracowanie szczegółów aranżacji. To będzie dodatkowy aspekt odprężenia, wedle mojego motta: piękno rodzi się z harmonii.

 


Agata Zejfer
Studio Kosmetologii
ul. Piłsudskiego 4, 75-500 Koszalin
(+48) 886 764 058
studio-kosmetologii.pl
kontakt@studio-kosmetologii.pl

 

Oferta Studia Kosmetologii Agata Zejfer:
Trychologia
Analiza pierwiastkowa
Suplementacja
Peelingi medyczne
Mezoterapia igłowa
Karboksyterapia