Reklama popularnych jogurtów, prezentacja renomowanej uczelni czy komunikat, którego słuchają pasażerowie Pendolino. Co łączy te nagrania? Wszystkie powstały w Koszalinie.
I swoich głosów do wielu z nich użyczyli koszalinianie.

Dwa niewielkie studia nagrań z pokojem realizatora dźwięku pośrodku. Na ekranie dużego monitora w biurze pulsują w kolorach tytuły zleconych materiałów. Przy każdym jeden z trzech komunikatów: na szaro materiały już przygotowane, na zielono – te, które są w trakcie realizacji, na czerwono – oczekujące w kolejce.
Kilku wyluzowanych facetów wpatrzonych w ekrany komputerów. Nic z atmosfery korporacji, choć dla wielkich korporacji Mikrofonika pracuje, realizując zamówienia na szczególny rodzaj usług.

Lektor 6

My w Onecie

– Kiedy powstawaliśmy 16 lat temu, byliśmy jedną z pierwszych w kraju firm świadczących medialne usługi on-line. Naszym naturalnym środowiskiem był od początku Internet – tłumaczy Tomasz Bartos, założyciel i jeden ze współwłaścicieli Mikrofoniki. – Założyliśmy, że nasi klienci będą pracować z nami na odległość i że będziemy świadczyć usługi z Koszalina. I tak jest do dziś.

Początki Mikrofoniki sięgają 2001 roku. Dla Internetu to czasy jak z mroków średniowiecza. Nie było sztywnych łączy. Zaledwie kilka lat wcześniej wystartowały portale Onet i Wirtualna Polska. Komunikowanie się za pomocą mejla było absolutną nowinką. – Dziś Wirtualna Polska jest naszym klientem – dodaje pan Tomasz. – A dzwoniąc na infolinię Onetu słucha się głosu koszalinianki Joanny Lewandowskiej-Wołoszyn, który zresztą także my nagraliśmy. Jesteśmy dumni, że funkcjonujemy w tak doborowym otoczeniu.

Ich sposób na biznes to po prostu dostarczanie nagrań głosowych do reklam, prezentacji, audycji promocyjnych. Pomysł, jak to zwykle bywa, podsunęła potrzeba. – Byłem realizatorem dźwięku w nieistniejącym już Radiu Północ. Kiedy przygotowywaliśmy reklamy, dżingle, konkursy czy komunikaty radiowe, czuliśmy, że brakuje ludzi obdarzonych dobrym głosem. Podejrzewaliśmy, że podobny kłopot ma kilkaset funkcjonujących w tym czasie w Polsce innych rozgłośni – wspomina Tomasz Bartos.

W Koszalinie byli czytający aktorzy, byli ludzie radia (didżeje, reporterzy), którzy z doskoku użyczali głosu do reklam. Wielu z nich to dziś czołowi lektorzy, z których usług korzysta Mikrofonika. Jak choćby wspomniana Joanna Lewandowska-Wołoszyn, popularny radiowiec Marcin Kieca czy Julita Lachowska, niegdyś lektorka radiowa, dziś nauczycielka świetnie sprawdzająca się także w roli konferansjera. – Jesteśmy dumni, że zaczynała z nami także koszalinianka Ola Kostka, dziś gwiazda telewizji – prezenterka pogody i laureatka Telekamery 2016

W rozgłośniach brakowało wtedy lektorów i początki były amatorskie: spiker czy reporter prezentował na antenie wiadomości, następnie czytał prognozę pogody, a potem słychać go było w reklamie. To właśnie w zmianie tych warunków Mikrofonika upatrzyła swoją szansę.

Z czasem branża zaczęła się profesjonalizować. Dziś w największych miastach – w Warszawie czy Krakowie – jest grupa lektorów, którzy od rana do wieczora przemieszczają się od studia do studia czytając teksty reklam, spoty czy ścieżki dialogowe filmów.

Niektórzy swoim głosem firmują całe kampanie reklamowe. Tomasz Knapik, jeden z czołowych polskich lektorów współpracujących z Mikrofoniką, jakiś czas temu podpisał kontrakt na reklamę piwa Tyskie i dlatego nie usłyszymy go w innej reklamie.

lektor 2

Czytać dwie godziny bez zająknięcia

Tomasz Bartos pamięta radiowe przesłuchania sprzed lat kandydatów na lektorów. Zgłaszało się wielu ludzi, którym wydawało się, że mają dobry głos. Innych namawiali znajomi albo rodzina, żeby zgłosili się na przesłuchania. – Dziewięćdziesiąt procent ludzi odpadało, bo czytanie tekstu jest specyficzną sztuką. Nie wystarczą predyspozycje, niezbędne jest wyczucie rytmu, rozumienie roli słowa, utożsamianie się z jego treścią.
Tej profesji trzeba uczyć się latami. Młodzi zaczynają od krótkich tekstów. Lektor z dużym doświadczeniem jest w stanie z marszu wejść do studia i bez zająknięcia przeczytać listę dialogową dwugodzinnego filmu. To robi wrażenie!

Ale zdarza się, że nawet ci najlepsi – z idealną dykcją i techniką opanowaną do perfekcji – nie są w stanie złapać schematu reklamy.

Bywa, że lektor po wstępnym przeczytaniu tekstu sam rezygnuje, uznając, że to nie dla niego. Zdarza się, że wycofuje się po nagraniu 5-6 wersji. Po prostu nie ma dnia.

Bywa i tak, że odmawia, uznając, że przekaz jest sprzeczny z jego sumieniem. Marcin Kieca w ciągu roku użycza głosu do 1400 tekstów. – Z założenia nie czytamy erotyków, czy komunikatów dla sex-telefonów – oznajmia. – Czasem odmawiam też, gdy tekst jest przesiąknięty ideologią, która budzi mój sprzeciw. Niedawno nie zgodziłem się na przeczytanie tekstu zleconego przez polityków, który brzmiał bardziej fantastycznie niż historie z powieści Stanisława Lema.

Czasem czytanie jest wyczerpującym zajęciem. Marcin Kieca wspomina zlecenie sprzed kilku lat. Trzeba było nagrać 20 lektur szkolnych w bardzo krótkim czasie. Co najmniej trzy godziny pod rząd zaangażowanego czytania i to codziennie. To był wyczyn!

Są inne teksty przy których można się spocić. – Reklamę dla Mediaexpert czyta się wysiłkowo. Słowa wyrzuca się z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Po nagraniu trzech spotów wychodzę ze studia mokry – dodaje lektor.

W gruncie rzeczy jednak to bardzo ciekawy zawód. Nie ma w nim rutyny, człowiek stale dowiaduje czegoś nowego. – Można na przykład dowiedzieć się, czym zajmuje się Narodowy Bank Polski albo jakie są zasady funduszy europejskich – przyznaje, śmiejąc się, Tomasz Bartos.

Mikrofonika-0176-28-04-17

Uśmiecham się, kiedy słyszę siebie

Mikrofonika od początku swojego istnienia buduje krąg klientów i współpracowników. Jej chlubą jest przede wszystkim baza lektorów, którzy mogą przeczytać zlecony tekst. To największy kapitał firmy. – Prowadzimy stronę internetową banku głosów. Współpracujący z nami lektorzy różnią się doświadczeniem i językiem, którym się posługują – wyjaśnia Tomasz Bartos. – Od tego zależy cena nagrania.

Kilku lektorów mieszka w Koszalinie. Wspomniany Marcin Kieca czyta reklamy dla Universal Music, słychać go także w spotach dla Empiku i TVN-24. – To sztandarowy pomorski głos – oceniają w Mikrofonice.
Sam pan Marcin przyznaje, że do swoich realizacji podchodzi w sposób zawodowy, czyli bez większych emocji. – Czasem uśmiechnę się, kiedy słyszę siebie w Carrefourze albo w sklepie z elektroniką – przyznaje.
Annę Jesionowską widzowie telewizji słyszą m.in. w reklamach popularnych jogurtów. Czasem na nagrania przychodzi z nią także syn i córka.

– To często zajęcie wielopokoleniowe – tłumaczy Tomasz Bartos. – To się dzieje w naturalny sposób. Dziecko zna studio, bo często przyjeżdża z rodzicem – lektorem. Kiedy klient chce, by w reklamie wystąpił młody człowiek, nie trzeba daleko szukać.

Z koszalińską firmą współpracuje także co najmniej 300 osób z różnych miast kraju i z zagranicy. – To jest hermetyczne środowisko. Doświadczeni lektorzy muszą się do nas przekonać. A potem polecają naszą firmę swoim młodszym kolegom. Mamy sygnały, że stawiają nas w dobrym świetle.

Od Stokrotki po miesięcznik „Znak”

Na dobrą opinię Mikrofonika pracuje od lat. – Bardzo dbamy o rzetelność rozliczeń i staramy się być uprzejmi. Pewnie dlatego ludzie wiążą się z nami na dłużej – uważa Tomasz Bartos.

Konkurencja oczywiście nie śpi. Podobne liczące się banki głosów są w Polsce co najmniej trzy. Co jakiś czas pojawiają się też kolejne małe firmy, ale z reguły po kilku, kilkunastu miesiącach słuch po nich ginie. – Nie wystarczy zdobyć jakieś zewnętrzne fundusze. Trzeba pielęgnować kontakty. Trzeba być solidnym i dbać o terminy. Trzeba po prostu znać się na tej robocie!

Warto też mieć jakieś hobby. Tomasz Bartos, akustyk i radiowiec z zamiłowania, uwielbia stare mikrofony. W studiu urządził nawet wystawę najciekawszych egzemplarzy. Prowadzi stronę oldskulowych mikrofonów. To także przyciąga klientów.

Na ich brak firma raczej nie narzeka. Przez kilka lat byli odpowiedzialni za całą kampanię sieci handlowej Stokrotka. Dla Komfortu przygotowywali reklamy i udźwiękowienia. Na zlecenie firmy Neckerman realizowali serię spotów promujących wyjazdy zagraniczne. Przygotowują nagrania dla Narodowego Banku Polskiego i dźwiękową promocję tygodnika „Wprost” i miesięcznika „Znak”. Nowy klient to kanał telewizyjny TVN HGTV.

 

„Teraz zrobię pauzę”

Co 4-5 zlecenie dotyczy nagrania w obcym języku. Z reguły zamawiają je polskie firmy, które zabiegają o zagranicznego klienta. I tak powstaje reklama, która ma trzy czy cztery wersje językowe.

Bywa – choć coraz rzadziej, że polskie firmy z oszczędności decydują się na to, by zagraniczny tekst czytali Polacy, którzy w jakimś stopniu opanowali obcy język. – I często kończy się to klapą, bo jeśli na przykład Włoch słyszy Polaka, który po włosku próbuje zachęcić do kupna jakiegoś produktu, to ogarnia go pusty śmiech.
Kilkudziesięciu cudzoziemskich lektorów, 20 różnych języków – taką bazę Mikrofonika stworzyła przez kilkanaście lat. I są to z reguły osoby czytające teksty w swoim narodowym języku. – Nigdy nie mieliśmy z tego powodu jakiejś reklamacji – podkreśla Tomasz Bartos. – Choć zdarza się, że zagraniczny lektor odmawia przeczytania tekstu jeśli jest niepoprawnie napisany.

Ta branża rządzi się dość sztywnymi zasadami. Im mniejszy kraj, im mniej liczna jest nacja, która mówi w danym języku, tym stawki są wyższe. Szwedom czy Norwegom na przykład płaci się 10 razy więcej niż Polakom. – Bardzo drodzy są Czesi. Rosjanie też mają wysokie stawki. Niemieccy lektorzy mają związek zawodowy, więc poniżej ustalonej gaży nie można tam zejść.

Przygotowanie klipu w obcym języku bywa wyzwaniem. Bo jak zmontować tekst czytany po węgiersku albo chińsku? Nie wiadomo gdzie kończy się zdanie, gdzie jest akapit albo spójnik. A montaż robią przecież Polacy – chłopaki z Koszalina! – Zagraniczni lektorzy mają tego świadomość. I często w tekście umieszczają instrukcję po angielsku: „teraz zrobię pauzę” albo „zaczynam nowe zdanie”. Porozumiewanie się po angielsku jest podstawą.

Muzyka z windy nie przejdzie

Są kraje, w których zawód lektora nie jest znany. Tak jest na przykład w Japonii. Dlatego, kiedy dziennikarze jednej z japońskich stacji telewizyjnych odwiedzili Polskę, ze zdziwieniem odkryli, że pasażerowie Pendolino, czyli prestiżowego polskiego pociągu, słuchają zapowiedzi i komunikatów nagranych przez ludzi, którzy czytają zawodowo. I że towarzyszy temu odpowiedni, doskonale im znany podkład muzyczny.

– Pomysł zapowiedzi w Pendolino jest od początku do końca nasz. Uważaliśmy, że tekst powinna czytać Julita Lachowska z Koszalina. Przygotowaliśmy kilka koncepcji, przesłuchaliśmy wiele propozycji, ale w końcu klient poparł naszą wizję. Przekaz miał być ekskluzywny, ale nie snobistyczny. I Julita świetnie się w tym sprawdza – ocenia Tomasz Bartos. – W kwestii muzyki też nie mieliśmy wątpliwości. Uznaliśmy, że jako podkład najlepsza będzie muzyka Szopena. Nie jakaś muzyka z windy. Tylko Szopen!

Japońscy reporterzy poprosili o kontakt z popularnymi lektorami, których słychać w polskiej TV, by zrobić dla swoich widzów reportaż o tym egzotycznym zawodzie. Udało się ich skomunikować z Jackiem Brzostyńskim, legendą w lektorskim świecie: – Przy okazji okazało się, że Brzostyński interesuje się japońskim jazzem. Miał o czym z nimi pogadać. Fajny zbieg okoliczności – kwituje Tomasz Bartos.

 

Zostajemy w Koszalinie

Panowie z Mikrofoniki często słyszą, że powinni ulokować swój biznes bliżej stolicy. – Dobrze nam w Koszalinie. Jest taniej i spokojniej. A wszystko można załatwić przez Internet – mówi Tomasz Bartos. – Mamy satysfakcję. Nie bazujemy na wielkomiejskich układach, całą swoją pozycję zdobyliśmy dzięki ciężkiej pracy.

Czasem tylko żal, że zleceń z Pomorza nie jest zbyt dużo. Co jakiś czas nagrania zleca telewizja kablowa Gawex. Radio, które mieści się piętro niżej, zamawia spoty, ale poprzez pośrednika z Wrocławia. – Przygotowywaliśmy nagranie dla Politechniki Koszalińskiej, zlecenie przyszło jednak z Zielonej Góry – dodaje pan Tomek.
Ale to się z czasem zmienia. Lokalne firmy coraz częściej zgłaszają się same, a i Politechnika od niedawna również wie do kogo może pisać.

W Mikrofonice marzą o tym, by lokalne media promowały się lokalnymi glosami, wskazując chociażby Radio Koszalin. – Mamy już nawet wybraną lektorkę.