Są jak doskonale skonstruowany mechanizm. Praca każdego zazębia się z zadaniami innych. Komuś, kto nie poznał od środka zespołu Firmus Group, trudno byłoby uwierzyć, że tak nieliczne grono osób jest w stanie przygotowywać i prowadzić tak złożone inwestycje na takim poziomie profesjonalizmu.

Sprężyną w tym zegarku jest Stein Christian Knutsen – Norweg, który kilkanaście lat temu zamieszkał w Mielnie, bo uznał, że to będzie jego miejsce na Ziemi. Nic dziwnego, że nazwisko prezesa powraca w każdej rozmowie z ludźmi Firmusa, a jego sposób myślenia wyznacza styl działania całego zespołu.

 

Z perspektywy lat

Sabina Pietras czuje się Firmusową weteranką. Rozpoczęła pracę w 2000 roku i wciąż pozostaje filarem księgowości. Ma w pamięci nie tylko rozwój przedsięwzięć biznesowych, ale i historię ludzi pracujących w Firmus Group. O współpracownikach mówi: – Każdy coś sobą reprezentuje, wnosi swoje kompetencje, doświadczenie, zaangażowanie. Wspólnie to jest bardzo mocna załoga, siła firmy. Stąd na własne życzenie chyba nikt nie odszedł. Jeśli były jakieś roszady personalne, to wynikały one – co naturalne – z niedopasowania do oczekiwań pracodawcy.

Pani Pietras podkreśla jeszcze jedno, co szczególnie widać jej zdaniem podczas nieformalnych spotkań: – Ludzie czują się z sobą dobrze, ciągnie ich do siebie nawzajem. Zwornikiem jest prezes Knutsen. On ma ogromny autorytet. Zna się na tym, co robi i jasno określa, co chce osiągnąć. Ale najważniejsze, że ma zdolność zaszczepiania innym wiary w to, co robimy.

Czesław Pilarczyk, który dba o bezpieczeństwo majątku Firmusa, a pracuje w nim od 2004 roku, wspomina moment, gdy zatrudnił się w firmie: – Zdecydowałem już się po pierwszym spotkaniu. Nie miałem żadnych wątpliwości. Stein Knutsen rozsnuł wizję i ta wizja bardzo mi się spodobała, przekonała mnie.

Wspomniana wizja to przeobrażenie Mielna w nowoczesny kurort dzięki luksusowym inwestycjom apartamentowym. Jeśli zestawić z tą wizją warunki, w jakich działała wówczas firma, trzeba było dużo wiary w to, że ambitny plan jest możliwy do realizacji: – Rzeczywiście tak to może wyglądać. Dwa skromne biura, wtedy jeszcze w Koszalinie, a z drugiej strony taki kosmiczny plan! Ja jednak uznałem, że to wielka i realna wizja i że warto się w nią zaangażować, uznać ją za własne wyzwanie. Zaufałem Steinowi, a on mi zaufał.

Czy się udało? – Jak na nasze polskie warunki i czas jaki minął, zrobiliśmy ogromnie dużo – przekonuje Czesław Pilarczyk. – W ślad za inwestycjami Firmusa przychodzi do Mielna także inny kapitał. Ci inwestorzy uwierzyli, że można i że warto. Firmus otworzył ludziom oczy. Pokazał, że w rozmaitych zaniedbanych miejscach można sensownie budować i tworzyć coś na wysokim poziomie. Moim marzeniem jest to, żeby z Mielna całkowicie zniknęło „budziarstwo”, ten trzeci świat w najgorszym wydaniu. Nasze obiekty i klimat, jaki zaszczepiamy, to krok w tym kierunku.

Czesław Pilarczyk i Stein Christian Knutsen 1

Rozwój

Od kilku miesięcy prokurentem Firmus Group jest Aneta Leśna. W firmie (podobnie jak jej mentorka Sabina Pietras) od roku 2000. Wcześniej pracowała w księgowości nieistniejącego już koszalińskiego Targu Drzewnego. – Stein Knutsen znał się z prezesem Targu i w pewnym momencie dostałam od niego propozycję podjęcia pracy w Firmusie – wspomina swoje początki. – Wtedy robiłam „wszystko”. Łączyłam obowiązki sekretarskie z księgowymi. A ogromnie dużo nauczyła mnie pani Sabina. To znakomita księgowa i bardzo życzliwa osoba.

Pani Pietras z kolei mówi: – Pani Aneta zawsze była ambitna, żądna wiedzy, pracowita. Bardzo chciała się uczyć. Zawsze była tą osobą, do której wszyscy szli z każdym tematem. U niej zbiegały się zawsze nitki spraw. Nie jest więc dziwne, że awansowała, bo to awans całkowicie zasłużony. Firmus daje możliwość indywidualnego rozwoju. Ona tę szansę wykorzystała w stu procentach.

– Firma stopniowo nabierała rozpędu. Kiedy w 2006 roku przeprowadziliśmy się do własnych biur w Mścicach, w szybkim tempie przybywało spraw i obowiązków – relacjonuje pani Aneta. – To wymagało nowych kompetencji. Stopniowo, wraz z kolejnymi inwestycjami, poszerzało się również grono księgowych. Ja wtedy wciąż się uczyłam, nabierałam pewności siebie i w końcu objęłam obowiązki głównej księgowej. Później niż moi rówieśnicy podjęłam studia ekonomiczne. Intensywnie uczyłam się języka angielskiego, bo w firmie panuje właściwie dwujęzyczność, a ja wcześniej znałam tylko w pewnym stopniu niemiecki.

Aneta Leśna podkreśla, że w dziedzinie księgowości i finansów permanentne odnawianie i poszerzanie wiedzy jest koniecznością, bo zmieniają się przepisy, procedury i wymagania. Nadążanie za zmianami jest warunkiem bezpieczeństwa firmy. – U nas zasadą jest absolutna rzetelność pod każdym względem – podkreśla pani prokurent. – Myślę, że niewiele podmiotów gospodarczych podchodzi do podatków z taką akuratnością jak my. Nie pozwalamy sobie na najmniejsze uchybienie. W efekcie kontrole skarbowe, jakie miewamy, zawsze kończą się dla nas pozytywnie. Warto podkreślić, że ze względu na skalę naszej działalności podlegamy nie pod miejscowy ale szczeciński urząd skarbowy.

Rozpęd

Systematyczna, skrupulatna, precyzyjna – tak Anetę Leśną charakteryzują współpracownicy. Ona sama podkreśla: – To jest rola księgowego: dokładnie sprawdzić każdy dokument z troską o to, by można było go prawidłowo zaksięgować. To wnikliwe ocenianie dokumentów może się komuś wydawać czasami „czepialstwem”, ale bez tego nie byłoby pewności, że działamy prawidłowo. A jeden błąd implikuje kolejne. Każda pomyłka może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla księgowego, ale dla całego przedsiębiorstwa.

W biznesie deweloperskim dla obsługi poszczególnych inwestycji tworzy się spółki celowe. To z jednej strony porządkuje sytuację, bo wtedy sytuacja jest bardziej przejrzysta – choćby dla banków, w których inwestor stara się o wsparcie kredytowe, ale z drugiej strony od służb księgowych wymaga więcej wysiłku. – Wbrew potocznemu wyobrażeniu Firmus nie ma szafy pieniędzy, z których może sfinansować co chce i kiedy chce – mówi pani Aneta. – To normalna firma, która podlega rachunkowi ekonomicznemu i która musi tak planować swoje działania, by miały one sens biznesowy, czyli żeby przynosiły zysk.

Starania o finasowanie inwestycji z kredytu bankowego to również forma weryfikacji projektów: – Wszystko musi być bardzo dokładnie przemyślane, dokumenty przejrzyste i starannie przygotowane. Pozytywna ocena wniosku kredytowego dokonana przez bank stanowi potwierdzenie, że nasz pomysł także dla podmiotu zewnętrznego ma sens, jest obiecujący – tłumaczy Anna Telega, analityk finansowy Firmus Group, wcześniej (od 2010 roku) księgowa w firmie.

Wspomniany „rozpęd” firmy Aneta Leśna ilustruje w ten sposób: – Do tej pory, w ciągu 10 lat, oddaliśmy do użytku 212 apartamentów, a kilka zawansowanych projektów przyniesie około 350 kolejnych apartamentów zrealizowanych w ciągu tylko dwóch lat. To najlepiej pokazuje, jak rośnie skala naszej działalności.

 

W poszukiwaniu złotego środka

Jak podkreśla Aneta Leśna, zespół za sprawą którego to wszystko powstaje, tworzy grupa silnych osobowości, ludzi świadomych swych kompetencji i swojej roli w całym mechanizmie firmy. – Współpraca układa się zgodnie, choć – co oczywiste – każdy z działów nieco inaczej widzi pewne rzeczy i ma inne wyobrażenie o przebiegu określonych procesów. Na przykład dział marketingu pracuje bardzo kreatywnie. Czasami jednak jego pomysły rozbijają się o przepisy, z których perspektywy patrzy na rzeczywistość dział księgowości. W konsekwencji niektórych rzeczy nie można wdrożyć według pierwotnego pomysłu, bo trzeba wziąć pod uwagę określone ograniczenia formalne. Nie jest to niczyja zła wola, a tylko konsekwencja czasami nieżyciowych przepisów, z którymi jednak trzeba się liczyć – podkreśla Aneta Leśna. – Szukanie złotego środka jest na porządku dziennym. Musimy rozmaite tematy uzgadniać na wielu płaszczyznach.

Z czego czerpie w pracy największą satysfakcję? Przez chwilę się zastanawia i mówi: – Najważniejsze jest zadowolenie naszych klientów. Nie jest to z mojej strony odpowiedź „politycznie poprawna”. Tak jest naprawdę. Zakup apartamentu wakacyjnego dla wielu klientów oznacza zainwestowanie oszczędności życia. Tak więc kiedy na finał mówią, że są szczęśliwi, trudno nie odczuć satysfakcji. A druga rzecz to poczucie, że wspólnie – jako zespół – tworzymy coś nowego. Z każdym nowym apartamentowcem urealnia się wizja, z jaką pojawił się w Mielnie Stein Knutsen. Kiedy więc pomyślimy o tym, że kiedyś zmaterializują się ogromne inwestycje na mierzei za Kanałem Jamneńskim, to widzimy w wyobraźni nowe miasto nad Bałtykiem, które roboczo nazywamy Dune City. Trudno nie poczuć dumy z faktu, że uczestniczymy w realizacji czegoś naprawdę wielkiego i wartościowego. Ta perspektywa również spaja zespół.

 

Anna TelegaKompetentni i samodzielni

Słowo „rozwój” ma w Firmusie różne wymiary. Także indywidualny, polegający na stałym dokształcaniu się i zdobywaniu nowych kwalifikacji przez poszczególne osoby. Dobrym przykładem będzie tutaj pani Anna Telega.
Jest absolwentką ekonomii na Politechnice Koszalińskiej i studiów podyplomowych z rachunkowości na Uniwersytecie Szczecińskim. Odbyła szereg szkoleń specjalistycznych, posiada Certyfikat Księgowy. Aktualnie jest w trakcie zdobywania uprawnień biegłego rewidenta. Do uzyskania tych uprawnień konieczne jest zdanie 10 pisemnych egzaminów państwowych, odbycie dwuletniej aplikacji i na finał ustny egzamin dyplomowy. Pani Anna zdała do tej pory 8 egzaminów: – Teoretycznie nie ma to związku z moją obecną pracą. Jednak wiedzę zdobytą w trakcie przygotowań do egzaminów wykorzystuję na bieżąco. Chodzi zwłaszcza o zagadnienia z zakresu rachunku kosztów i rachunkowości zarządczej, finansów, analizy sprawozdań finansowych – mówi pani Anna.
Firmus nie jest jej pierwszym miejscem pracy. Jeszcze studiując, w 2000 roku, rozpoczęła współpracę z jednym z koszalińskich biur rachunkowych, później była księgową i samodzielną księgową w kilku firmach. Od 2012 roku przygotowuje wnioski kredytowe w celu uzyskania finansowania dla inwestycji przygotowywanych przez Firmus Group i sporządza raporty finansowe dotyczące realizowanych przez grupę przedsięwzięć deweloperskich. Od 2015 roku, z uwagi na zwiększoną liczbę prowadzonych równocześnie inwestycji FG, objęła funkcję analityka finansowego. Od tej pory zajmuje się pozyskiwaniem finansowania dla inwestycji, w tym przygotowywaniem biznes planów. Uczestniczy w negocjowaniu warunków umów kredytowych, współpracuje z bankami, nadzoruje rozliczenia umów kredytowych.

– Na potrzeby przygotowania biznesplanu najczęściej współpracuję z menedżerem projektu, architektem, kosztorysantem, pracownikiem działu sprzedaży i marketingu – opisuje codzienne relacje w firmie. – W trakcie realizacji inwestycji najczęściej współpracuję z pracownikami działu sprzedaży i marketingu oraz księgowości. Często potrzebuję wsparcia ze strony prokurenta i menedżera projektu. Moja praca jest ciekawa i różnorodna. Największą satysfakcję sprawia mi opracowywanie projektów i pozyskanie finansowania na jak najlepszych warunkach. Nie bez znaczenia pozostaje praca w zgranym i sympatycznym zespole, w stabilnej i rozwojowej firmie.

 

W gąszczu formalności

Proces inwestycyjny to zazębiający się łańcuch działań. Zanim rozpocznie się budowa, upływa rok, półtora a czasem więcej czasu poświęconego żmudnej fazie przygotowawczej, z której postronny obserwator w ogóle nie zdaje sobie sprawy. Nie chodzi tylko o projektowanie w sensie architektonicznym czy konstrukcyjnym. – To można by nazwać najprzyjemniejszą częścią procesu – słyszymy w Firmusie. Najbardziej obciążające jest skompletowanie wszystkich wymaganych dokumentów, zgód, potwierdzeń. Tym zajmuje się Dział Projektowy. Pracują w nim same kobiety: Karolina Siwek, Karolina Lisowska, Agnieszka Fedoruk i Michalina Okrutna. Karolina Siwek, która z tego grona pracuje najdłużej, bo od 2008 roku, kwituje żartem: – Mężczyźni są bardziej niecierpliwi, a w tej naszej pracy potrzeba anielskiej cierpliwości i perfekcyjnej skrupulatności.

Firmus przez lata zgromadził olbrzymi kapitał w postaci terenów budowlanych w Mielnie, Unieściu, Koszalinie i w gminie Będzino. Największa ich część to pas ziemi od Kanału Jamneńskiego w kierunku Łazów (licząc wzdłuż brzegu morskiego ciągnie się on na długości 2,3 km) oraz w Jamnie po koszalińskiej stronie jeziora Jamno. Na razie firma skupia się głównie na zabudowie apartamentowej działek posiadanych w samym Mielnie i na Osiedlu Norweskim – swojej pierwszej inwestycji typowo mieszkaniowej i pierwszej w Koszalinie.

Architekt Karolina Siwek wcześniej pracowała w Urzędzie Miejskim w Białogardzie. Dla Firmusa wyłuskała ją firma rekrutacyjna. Od razu została rzucona na głęboką wodę. Na czym polegają jej obowiązki? – Kompleksowe przygotowanie inwestycji. Oznacza to konieczność przeprowadzenia masy działań prawnych i administracyjnych, uzgodnień z wieloma instytucjami każdego aspektu planowanej budowy. Tutaj nie da się niczego zrobić na skróty. Kto samodzielnie budował dom, ma wyobrażenie jak dużo jest tych formalności. Przy czym w przypadku budownictwa komercyjnego i prowadzanego na dokładkę na tak szczególnym terenie jak bezpośrednio nadmorski, gdzie wchodzą jeszcze w grę sprawy do załatwienia z Urzędem Morskim i instytucjami odpowiedzialnymi za ochronę przyrody, wszystko się jeszcze bardziej komplikuje.

Narodziny projektu

Wszystko rozpoczyna się od pomysłu na zabudowanie określonej działki. – Pierwotne koncepcje podlegają wielokrotnej weryfikacji, bo najpierw my sami musimy być pewni, że pomysł jest optymalny, że przyniesie firmie odpowiedni profit. Na tym etapie nie bierze się jeszcze pod uwagę ograniczeń, ale raczej szanse jakie się pojawiają – mówi Karolina Siwek i dodaje: – Dopiero później trzeba je zweryfikować również pod kątem wykonalności.
Pierwotne idealne wyobrażenie, przeniesione na papier przez projektantów z pracowni architektonicznej, jest konfrontowane z rzeczywistością. – To nie oznacza oczywiście, że wynajduję ograniczenia. Raczej weryfikuję, co da się zrobić, a co nie jest możliwe. Prezes i projektanci nie muszą mieć tej całej wiedzy, jak przeprowadzić wszystko przez procedury, by uzyskać potrzebne uzgodnienia i pozwolenia. To jest moja albo Karoliny Lisowskiej rola, bo mamy podobne obowiązki.

Nie ma przy tym czasu na pomyłki, poprawianie dokumentów. Wszystko musi być od razu przygotowanie perfekcyjnie – inaczej cały proces jeszcze by się wydłużył i kosztował więcej, bo trzeba pamiętać, że każdy formalny krok wiąże się z kosztami choćby w postaci opłat administracyjnych, nie mówiąc już o kosztach pracy. Sumują się one w duże kwoty. – Podmiot zajmujący się deweloperką musi mieć duży kapitał. Przygotowanie inwestycji to w najlepszym przypadku kwestia wielu miesięcy, a w praktyce roku i więcej. W tym czasie trzeba mieć pieniądze na utrzymanie firmy i sfinansowanie pojawiających się wydatków. Później dochodzi realizacja, czyli sama budowa i dopiero następuje sprzedaż lokali. Sprawne prowadzenie inwestycji od strony formalnej i administracyjnej skraca ten czas i ogranicza do koniecznego minimum koszty – wyjaśnia pani Siwek.

– Zwykłego prywatnego inwestora wiele ograniczeń nie dotyczy. A my, załatwiając na przykład pozwolenia z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, musimy czasami czekać pół roku na moment, kiedy jakieś żyjątko czy szczególna roślina się pojawi na wydmie, by mogła się odbyć wizja lokalna i byśmy uzyskali wymagany dokument. To naprawdę żmudne procedury, których przebycie wymaga twardości i konsekwencji – dodaje Karolina Siwek. – Czasami można usłyszeć komentarze „zapowiedzieli budowę i nic się nie dzieje”. Tylko z pozoru nic się nie dzieje. To zazwyczaj jest czas przygotowania, który nie z naszej winy się przeciąga.

 

Jakość bez kompromisów

Karolina Lisowska również odpowiada za całościowe przygotowanie inwestycji. Z wykształcenia jest architektem krajobrazu, ale z przygotowaniem w zakresie planowania przestrzennego. Jest również absolwentką socjologii. W Firmusie od 2012 roku. Poprzednio pracowała w dużym biurze projektowym. Zna więc typowe zachowania inwestorów i na tym tle dostrzega odmienne podejście Steina Knutsena: – Prezes jest wizjonerem i perfekcjonistą.

Miałam kontakt z wieloma inwestorami. Kiedy pojawiali się w mojej poprzedniej firmie, zasadą było, że chcą mieć jak największą powierzchnię za jak najmniejsze pieniądze, nawet kosztem skrajnych kompromisów. To było stale chodzenie po linii najmniejszego oporu: jak najtaniej, jak najwięcej. Nie musi być ładne, byleby niedużo kosztowało. Prezes reprezentuje kompletnie inne myślenie. Tutaj wszystko musi być dopracowane do ostatniego szczegółu i według najwyższego standardu. Nie oznacza to oczywiście rozrzutności, ale racjonalność przy ciągłej dbałości o jakość we wszelkich jej wymiarach. Prezes wyznacza cele, kreuje nowe pomysły na kolejne obiekty, ale kiedy już przygotujemy wszystko co potrzebne do budowy, interesuje się nawet detalami. Powiedziałabym, że sprawdza, czy to się zgadza z jego pierwotnym wyobrażeniem. Ja ze względu na swoje wcześniejsze doświadczenia jestem na to wyczulona. Czasami inwestorzy określają ogólny budżet na jakieś elementy i niespecjalnie dociekają, co później konkretnie proponują wykonawcy. U nas jest inaczej. Każdy szczegół jest dokładnie przemyślany, między innymi po to, by powstała spójność projektów i stylu. Proszę zauważyć, że Firmus Group świadomie kreuje różne typy apartamentowców dla różnych grup odbiorców. Inne jest to co już istnieje i co wkrótce zaistnieje pod znakiem Dune, a inne są obiekty w kompleksie Rezydencja Park. Bez starannego pilnowania każdego elementu, tego wyraźnego rozróżnienia byśmy nie osiągnęli.

 

W kaloszach i na szpilkach

Każdego dnia panie z Działu Projektowego czas dzielą między biuro, wizyty w urzędach i wizytacje budów. Nic dziwnego, że w bagażnikach samochodów wożą zestaw obowiązkowy: kalosze, ciężkie buty robocze, kask ochronny, kamizelkę odblaskową i… szpilki.

Chyba najwięcej czasu na budowach spędza Agnieszka Fedoruk. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa, ukończyła kierunek Konstrukcje Budowlane i Inżynierskie na Politechnice Koszalińskiej. Jak wiele osób w Firmusie ma jeszcze dodatkowe kwalifikacje – studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości i pedagogiki (przez jakiś czas uczyła przedmiotów zawodowych w prywatnej szkole).

Miała zaczynać jako asystent project managera, ale już podczas rozmowy kwalifikacyjnej okazało się, że ma kompetencje do samodzielnej pracy (m.in. uprawnienia budowlane bez ograniczeń, uprawnienia inspektora nadzoru). Jej kluczowe obowiązki to wszechstronna koordynacja prac już od etapu weryfikacji projektów. Na podstawie ukończonej dokumentacji architektonicznej i konstrukcyjnej zajmuje się przygotowaniem procesu przetargowego. Sprawdza oferty, odpowiada na pytania uczestniczących w postępowaniu przetargowym firm. Później finalizuje umowę z generalnym wykonawcą. W trakcie budowy staje się inspektorem nadzoru. Pani Agnieszka wyjaśnia na czym te obowiązki polegają: – Są to wszelkie czynności związane z zatwierdzaniem cząstkowych robót, zwłaszcza zanikowych, ale również bieżące rozstrzyganie wątpliwości i uzupełnianie dokumentacji, utrzymywanie kontaktu z generalnym wykonawcą, koordynacja prac, prace zamienne. Trudno to wszystko wymienić.

Finalnie zadaniem Agnieszki Fedoruk jest zgromadzenie wszelkich dokumentów potrzebnych do uzyskania pozwolenia na użytkowanie obiektu. Do tego odbiory poszczególnych lokali i całego budynku. – Staram się dokładnie weryfikować jakość wykonanych prac – podkreśla. – Oznacza to, że każdy lokal jest sprawdzany co najmniej trzy razy. Dzięki takiemu podejściu realny kształt wykonanych przez nas obiektów wygląda lepiej od przedstawianych wcześniej wizualizacji.

Tak wyglądają obowiązki pani Agnieszki w przypadku mniejszych inwestycji. Przy dużych – jak zbliżające się do finału apartamentowce Dune B i Dune C – Firmus współpracuje z inwestorem zastępczym, czyli wyspecjalizowaną firmą. – Na miejscu pracuje dla nas pięć osób, w tym trzech inspektorów nadzoru z różnych branż, którzy stale są na placu budowy – podkreśla Agnieszka Fedoruk. – Moim zadaniem jest utrzymywanie stałego kontaktu z nimi i konsultowanie najważniejszych spraw.

– Znam życie na budowie od podszewki – mówi pani Agnieszka. – Pracowałam przez kilka lat jako kierownik budowy. To uczy podejmowania decyzji, rozstrzygania szybko rozmaitych wątpliwości. Dzisiaj bardzo mi się to doświadczenie przydaje. W naszej pracy przyjemne jest to, że nie zajmujemy się wyłącznie „papierologią”. Niemal każdego dnia jesteśmy na budowie, a każdy dzień jest inny. To mnie pozytywnie napędza.

Agnieszka Fedoruk 1

Zanim klient odbierze klucze

W końcówce realizacji inwestycji do akcji wkracza Michalina Okrutna (z zawodu geodeta, specjalistka w obrocie nieruchomościami, ale i dekoratorka wnętrz). Przygotowuje dokumenty do zawierania aktów notarialnych, wypisy z ksiąg wieczystych. Bywa pełnomocnikiem firmy przy zawieraniu umów przeniesienia prawa własności lokali.

Odpowiada również za przygotowanie apartamentów pokazowych, czy jak obecnie – domu pokazowego na Osiedlu Norweskim. – Dom na parterze będzie kompletnie urządzony, czyli z wyposażeniem kuchennym i wszystkimi meblami. Na piętrze pozostawimy stan „pod klucz”, czyli taki w jakim zazwyczaj oddajemy pomieszczenia nabywcom – wyjaśnia. – Wszystko jest gotowe, wystarczy wnieść meble i drobne elementy wyposażenia.

Zadaniem pani Michaliny jest również współpraca z nabywcami, którzy chcieliby w końcówce procesu realizacyjnego coś jeszcze w swoim lokalu zmienić: – Takich przypadków jest niewiele, ale jeśli się zdarzają, wspólnie z innymi działami doprowadzam do korekt, o jakie proszą klienci – mówi Michalina Okrutna.
Po pierwsze – kreatywność

Wkrótce dziewięciolecie pracy w Firmusie obchodzić będzie Cezary Kulesza, kierownik Działu Sprzedaży i Marketingu. Można powiedzieć, że przez pewien czas sam był tym działem. Miał wtedy za sobą studia z zakresu Zarządzania i Marketingu na Politechnice Koszalińskiej, dwuletni okres pracy jako general assistant w hotelu w Wielkiej Brytanii i dwa lata w polskiej firmie produkującej sprzęt medyczny. Wspomina: – Rozpoczynałem pracę, gdy wybuchł globalny kryzys, który dotknął bardzo mocno rynek nieruchomości silnie powiązany z bankami i finansowaniem. Dla Firmus Group był to czas przygotowywania się do uruchomienia inwestycji przy ulicy Orła Białego i Kopernika w Mielnie. Wykonałem wówczas szereg analiz rynku apartamentów wakacyjnych. Wkrótce dołączyła do mnie Diana Butowska. Badaliśmy potrzeby potencjalnej grupy klientów. Chyba dobrze je określiliśmy, bo kiedy w 2010 roku ruszyła realizacja pierwszej części apartamentów w Rezydencji Park, osiągnęliśmy sukces, sprzedając je wszystkie przed zakończeniem budowy.

– Kiedy wspólnie z Czarkiem tworzyliśmy Dział Sprzedaży, Firmus miał na koncie ukończony jeden budynek, czyli apartamentowiec Tarasy, w którym mamy biuro – mówi pani Diana. – Inne inwestycje były właściwie w fazie koncepcji albo dopiero na wstępnym etapie realizacji. Przystępowaliśmy więc do sprzedaży czegoś, co właściwie jeszcze nie istniało. To było duże wyzwanie. Wszystkiego uczyliśmy się sami. Nie mieliśmy gotowego pomysłu, jak powinniśmy pracować. Mogliśmy obserwować rynek, ale on dopiero powstawał. Do wszystkiego dochodziliśmy samodzielnie. Obecnie mamy w dorobku już 10 budynków, nie wszystkie ukończone, ale niemal z zamkniętą sprzedażą. To ogromna różnica.

– Wiele osób nie wie, czym my się zajmujemy, co właściwie robimy. Zastanawiają się, dla kogo budujemy i po co? Kto to kupuje? A my kreujemy nowy rynek, prowokujemy wielkie zmiany w Mielnie – podkreśla Cezary Kulesza.
Apartamentów w Polsce buduje się coraz więcej, rośnie więc konkurencja. Mimo to pięcioosobowy obecnie team sprzedażowo-marketingowy Firmusa z inwestycji na inwestycję sprzedaje szybciej i z coraz większymi profitami dla firmy. – To ogromnie cieszy i pokazuje, że znaleźliśmy dobry sposób działania. Sprzedajemy rzeczy wartościowe, świetnie wykonane, budzące zainteresowanie. Ale myślę, że hitem będzie Osiedle Norweskie, czyli osiedle domów jednorodzinnych w Jamnie, od paru już lat części Koszalina. Apartamenty kupują osoby, które już coś posiadają, gdzieś mieszkają. Apartament nad morzem staje się dla nich realizacją marzenia o luksusie. Kupujący zaś pierwszy dom są w zupełnie innej sytuacji – decydują o czymś, co zaspokaja podstawową potrzebę rodziny. To jest prawdziwie życiowa decyzja. Kto zamieszka na Osiedlu Norweskim bez wątpienia będzie z tej decyzji zadowolony, bo oddajemy tam do użytku domu wyjątkowe.

Pytamy, co jest podstawą sukcesów jego ekipy? Cezary Kulesza bez wahania odpowiada: – Kreatywność. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Każdy etap sprzedaży wymaga nowych pomysłów, elastyczności. Mój zespół potrafi tak pracować. To dzięki temu kończymy sprzedaż apartamentów, zanim ukończona zostanie budowa kolejnych obiektów. To daje firmie stabilność, a nam pozwala spokojnie przygotowywać się do nowych zadań.

Zawsze z wyprzedzeniem

Myślenie o przyszłości, planowanie, wspólne kreowanie kolejnych inwestycji to kluczowe cechy systemu pracy panującego w Firmusie. Rola Działu Sprzedaży i Marketingu nie kończy się na poszukiwaniu nabywców apartamentów. Wręcz odwrotnie. To z obserwacji marketingowców, którzy mają bezpośredni kontakt z klientami lub potencjalnymi klientami wynikają wnioski kluczowe dla kolejnych planowanych inwestycji. – My uważnie słuchamy klientów. Sprzedaż apartamentu poprzedza wiele kontaktów, rozmów. Ale i po transakcji długo utrzymujemy relację z nabywcami. Płynie stąd mnóstwo wartościowych informacji pomocnych przy projektowaniu. Jeśli klienci chwalą rozkład pomieszczeń, konfigurację apartamentów, powielamy te rozwiązania. Jeśli sygnalizują potrzebę jakichś korekt, również takie uwagi poddajemy dyskusji w firmowym gronie. Nie budujemy po to, by budować, ale by sprzedać i to z jak największym zadowoleniem wszystkich – podkreśla Cezary Kulesza.

Pracownicy działu podkreślają, że lubią swoją pracę głównie ze względu na to, że każdy dzień przynosi jakąś zmianę. Podkreślają również, że mają okazję stale się uczyć. – Ja ogromnie dużo wynoszę ze współpracy z prezesem Knutsenem. To biznesowa ekstraklasa – mówi Cezary Kulesza. – Ogromne obycie, sztuka dyplomacji, inteligencja, ale i osobista klasa.

Najmłodszy w tym gronie Dawid Pulchny, mający za sobą już pewne doświadczenia w handlu nieruchomościami, dodaje od siebie: – Starałem się o pracę właśnie tutaj, bo wiedziałem, że dużo się nauczę. I rzeczywiście mam poczucie, że moje kompetencje rosną dzięki współpracy z kolegami i tą szczególną grupą klientów, wśród których są ludzie rozmaitych profesji, świadomi swoich potrzeb i wymagający.

Jacek Panieczko, pracujący w Firmusie od czterech lat, potwierdza: – Praca w Firmusie to stała mobilizacja i mnóstwo ciekawych spotkań. Z każdego płynie jakieś przydatne później doświadczenie.

Magdalena Piskorska, której zadaniem jest głównie praca marketingowa, podsumowuje: – Tutaj każdy dzień przynosi coś nowego, nieszablonowego. Dlatego w cenie jest kreatywność i umiejętność pracy zespołowej, bo w ten sposób powstają najlepsze pomysły.

Cezary Kulesza: – Każdy z nas w jakimś stopniu utożsamił się z wizją, w której rozwój właściwie nigdy się nie kończy. To jest bardzo twórcze i pobudzające. Nasza praca polega na tym, by tę wizję przekuwać w rzeczywistość, w sukces. W ogromnym stopniu nam się to udaje.

Diana Butowska: – Jesteśmy młodym zespołem. Ostatnie lata to ogromne zmiany w firmie, ale i w życiu każdego z nas. To są wspólne doświadczenia, które jakoś nas spajają i powodują, że nowe zadania traktujemy w naturalny sposób jako wyzwania. Dla nas to nie jest praca „od – do”. Każdy akceptuje sytuację, że wymaga ona większego zaangażowania. A perspektywa rozwojowa jest tak szeroka, że bez trudu można sobie wyobrazić pracę w Firmusie do emerytury.

 

Dwa pokolenia, biurko w biurko

Finałem całego procesu projektowo-wykonawczo-sprzedażowego jest moment przekazania kluczy do apartamentu jego właścicielom. Tym zajmuje się już Konrad Wanowicz, na co dzień dzielący biuro Czesławem Pilarczykiem.

Dwa pokolenia, ale ten sam optymizm i zapał. – Moje zadania nie kończą się w momencie oddania lokalu w ręce nabywców – podkreśla Konrad Wanowicz. – Dbam o sprawność urządzeń, jestem w stałym kontakcie z właścicielami. Egzekwuję od wykonawców i dostawców ich obowiązki wynikające z okresów gwarancyjnych.

Koordynuję ewentualne naprawy w apartamentach i częściach wspólnych. Jest tych spraw mnóstwo. Wszystko z myślą o komforcie naszych klientów. Pracy przybywa z każdą oddaną do użytku inwestycją. Ale to cieszy, bo oznacza stały rozwój i perspektywę rozwoju na długie lata – kwituje Konrad Wanowicz.

Kiedy 2 + 2 daje 5

Zespół Firmus Group łączy takie właśnie myślenie: nie w kategoriach „dziś”, ale przyszłości.

W momencie, kiedy trwa jeszcze budowa spektakularnego kompleksu Dune Resort, a jej postępy może zobaczyć każdy, kto odwiedzi teraz Mielno, w zaciszu biur Firmusa odbywa się intensywna praca nad przygotowaniem kolejnych inwestycji. Każdy ma w niej mniejszy lub większy udział. I podobnie w trakcie realizacji każdy w jakimś stopniu będzie zaangażowany w cały proces. Finał zaś stanie się znów sukcesem wszystkich.

Trudno znaleźć lepszy przykład zjawiska nazywanego pozytywną synergią. To taka sytuacja, kiedy połączenie starań, wiedzy i twórczego zaangażowania członków zespołu przynosi efekt większy niż gdyby w prosty sposób zsumować efekty ich wysiłku z osobna. Czasami rzeczywiście dwa plus dwa to nie standardowe cztery, ale pięć albo więcej.