Muzeum w Koszalinie zakończyło inwentaryzację pamiątek po słynnych plenerach osieckich. Kolejny krok to planowane na ten rok przygotowanie kompletnego katalogu prac. Tymczasem grupa koszalińskich artystów zarzuca Muzeum trywializowanie kolekcji. Wraca postulat powołania na bazie „Osiek” muzeum sztuki współczesnej. Rozmawiamy o tym z Jerzym Buziałkowskim, dyrektorem Muzeum w Koszalinie.

 

– Dlaczego zaniedbują Państwo kolekcję osiecką? Henryk Morel 1967

– Zarzuty o niewłaściwie traktowanie kolekcji osieckiej są niezasadne i niesprawiedliwe. Zwłaszcza w tym momencie, kiedy Marta Adamczak, obecna kierownik działu sztuki współczesnej, doprowadziła do digitalizacji wszystkich eksponatów tworzących zbiór osiecki. To olbrzymia praca. I bardzo trudna, bo ze względu na fatalne warunki w jakich kolekcja była wcześniej przechowywana, wiele dokumentów stało się trudne do odczytania. Nie bałbym się stwierdzenia, że pani Marta Adamczak uratowała to, co najważniejsze, co stanowi podstawę do badań nad tą kolekcją.

 

– Jest również w Muzeum stała wystawa osiecka, która nie wszystkim się podoba.

– Na każdą wystawę trzeba patrzeć jak na swego rodzaju dzieło artystyczne. To jest wyraz ekspresji jej autora, kuratora wystawy, w tym wypadku pani Adamczak. To stała ekspozycja, co nie znaczy, że nie będzie w jakimś stopniu zmieniana. Już o tym rozmawiamy. Zbiory osieckie są przechowywane w przyzwoitych warunkach. Komisja Kultury Rady Miejskiej, która zwizytowała w listopadzie 2016 roku nasze Muzeum pod wpływem przerażających opowieści o rzekomo strasznych warunkach przechowywania kolekcji, była pozytywnie zaskoczona. Radni zobaczyli, że wszystko jest poukładane w magazynie, część na specjalnych stelażach, część jest popakowana, część małych prac ułożona w szafach. Nic złego się nie dzieje.

 

– Kolekcja jest kompletna?

– Przeprowadzona ostatnio inwentaryzacja wykazała, że przynajmniej od lat osiemdziesiątych nic nie zginęło. Nawet jeśli fizycznie czegoś nie ma, to wiadomo komu to zostało czasowo przekazane. Są na przykład dwa przypadki, gdzie będziemy odzyskiwać obrazy, które były jeszcze w latach osiemdziesiątych wypożyczone autorom w związku z przygotowywanymi przez nich wówczas ekspozycjami i nie trafiły do nas z powrotem. Problem jest taki, że autorzy już dawno nie żyją i teraz musimy docierać do spadkobierców i z nimi załatwiać sprawę zwrotu.

 

– Skoro wszystko jest zinwentaryzowane i udokumentowane w postaci cyfrowej, aż prosi się o porządny katalog.

– To nasze zadanie na 2017 rok. Ponieważ samodzielne wydanie katalogu przekracza nasze możliwości finansowe, złożyliśmy wniosek o dofinansowanie. Czekamy na decyzję Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w tej sprawie.

– Jeśli dobrze rozumiem, taki katalog dałby dostęp wszystkim zainteresowanym do całości zbioru?

– Tak, dałby dostęp do wszystkiego, co zostało zachowane. To jest drogie wydawnictwo, ale na szczęście wiele przygotowawczych prac już zostało wykonanych. Wszystkie przedmioty są już sfotografowane i zdigitalizowane, czyli przeniesione na nośnik cyfrowy. Pozostają głównie koszty opracowania redakcyjnego i koszty druku. Katalog to jedno przedsięwzięcie, a drugie to upamiętnienie – z okazji pięćdziesięciolecia – słynnego happeningu morskiego Tadeusza Kantora, który odbył się w sierpniu 1967 na plaży w Łazach, a przeszedł na trwałe do historii polskiej sztuki współczesnej.

 

– „Kolekcja osiecka jest martwa i niedoceniana” – tak twierdzi część członków koszalińskiego środowiska plastycznego.

– Niesłusznie. Ona żyje w obiegu artystycznym i wystawienniczym. Na przykład niedawno wyraziliśmy zgodę na wypożyczenie Biuru Wystaw Artystycznych we Wrocławiu dziewięciu prac malarskich jednej z uczestniczek plenerów w Osiekach. Tak więc te osieckie prace cały czas są w ruchu, są pokazywane w dużych miastach, w poważnych galeriach. Błąd Muzeum być może polega na tym, że za mało się tym chwalimy.

 

– Przez to, że nie jest szerzej znana, kolekcja osiecka obrasta mitem. Powstał spór o jej wartość materialną i artystyczną.

– To jest rzeczywiście wyjątkowa kolekcja. Artyści, których prace ją tworzą, funkcjonują na rynku, nie są zapomniani, są wystawiani, ale głównie w Polsce. Z zagranicy sygnałów zainteresowania wielu nie odbieramy. Pytanie zaś o jej wartość materialną jest bardzo trudne i właściwie musi pozostać bez odpowiedzi, bo tak naprawdę ceny dzieł weryfikuje rynek. My zaś nie wystawiamy elementów kolekcji osieckiej na jakąkolwiek licytację. Można by oczywiście zrobić wycenę biegłych, ale po co?

– A może warto pójść za głosem tych, którzy postulują, by koszalińskie muzeum wyspecjalizowało się niejako w promowaniu kolekcji osieckiej i na niej się wyłącznie skupiło?

– Muzeum w Koszalinie musi pełnić funkcję wielu muzeów jednocześnie. W dużych miastach możliwe jest ścisłe sprofilowanie. Stąd są muzea sztuki dawnej, współczesnej, historyczne, „branżowe” – na przykład poświęcone wojskowości, etnografii czy archeologii. My zajmujemy się tym wszystkim po trochu. Mamy archeologię, sztukę dawną, sztukę współczesną (i to są właśnie głównie „Osieki”), ale także etnografię i dział historyczny. Jesteśmy czymś w rodzaju sklepu wielobranżowego. W latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku był pomysł, żeby sprofilowa
muzea w regionie. Na Koszalin padło, że zajmie się archeologią, Słupsk sztuką dawną i etnografią, a Darłowo miało być przykładem muzeum ogrodniczego. To wtedy z Koszalina dzieła sztuki dawnej i jamneńskiej powędrowały do Słupska, bo Słupsk nie miał nic.

 

– Czy zmiana profilu miałaby sens?

– Niektórzy tak robią. Na przykład muzeum w Stargardzie pod kierownictwem nowego dyrektora przemianowało się na muzeum historyczno-archeologiczne i tym wyraźnie ukierunkowało swój rozwój. W naszym przypadku pojawia się pytanie, czy my mamy zrezygnować z tego, co jest dorobkiem naszego muzeum, jak na przykład nasz mini skansen, który tak bardzo przyciąga uwagę zwiedzających, że większość gości od niego chce rozpoczynać wizytę w Muzeum? Mamy sztukę dawną, wnętrza, które też wzbudzają podziw zwiedzających. No i jest prężnie rozwijająca się archeologia, która najwięcej wnosi do wiedzy o regionie, bo daje możliwości odkrywania tego, co było dotąd zakryte przed nami pod ziemią. Moim zdaniem dobrze by było, gdyby te obszary współgrały. Jeśli ktoś ma lepszy pomysł na pokazanie dorobku „Osiek” niż ekspozycja w ramach działu sztuki współczesnej, niech to zrobi, ale jako coś samodzielnego, a nie oddział Muzeum w Koszalinie. Trzeba pamiętać, że nasz dział sztuki współczesnej to raptem dwie osoby. Oprócz opieki nad kolekcją osiecką mają one również za zadanie promować, pokazywać lokalnych artystów i to robią.