Do ekstraklasy AZS Koszalin awansował w 2003 roku. Był to czas, kiedy liga się profesjonalizowała. Kluby musiały przyjąć formułę sportowych spółek akcyjnych. Nie inaczej było z koszalińskim AZS-em. Jego głównymi właścicielami są gmina miejska Koszalin i Koszalińska Telewizja Kablowa. Klub utrzymuje się w głównej mierze z dotacji miejskiego samorządu. Jednak bez dodatkowych wpływów nie jest w stanie przeżyć.

 

W tył zwrot

Większość klubów ekstraklasy ma sponsorów tytularnych. To bogate firmy, które swoją promocję opierają na skojarzeniach z popularną dyscypliną sportu. Do niedawna takim sponsorem dla AZS Koszalin były „Police”.

Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą, że obsada kierowniczych stanowisk w spółkach Skarbu Państwa lub spółkach z jego większościowym udziałem zależy od układów politycznych. Po ostatnich wyborach parlamentarnych, wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość, zmienił się zarząd „Polic”. Jedną z jego decyzji było zerwanie – według władz koszalińskiego klubu zupełnie bezpodstawne i niezgodne z prawem – kontraktu sponsorskiego. Klub będzie walczył o należne mu z tego tytułu pieniądze w sądzie, ale to droga długa i żmudna.

Niemniej utrata głównego sponsora tuż przez zakończeniem sezonu 2015/2016 i perspektywa kolejnego sezonu bez odpowiedniego zabezpieczenia finansowego mocno zachwiała podstawami AZS. Rada Nadzorcza spółki podjęła wówczas decyzję o zmianach w strukturach klubu, które miały zmienić oblicze działałności koszalińskiego klubu.

Leszek Doliński nie ma złudzeń: w sporcie zawodowym kluczowe są pieniądze. Kto ich ma więcej niż konkurenci, może więcej zapłacić, a więc skompletować drużynę złożoną z zawodników o wyższych umiejętnościach i potencjale. – Na szczęście nie tylko pieniądze grają rolę – podkreśla prezes. – Liczą się jeszcze inne czynniki i to jest naszą szansą. Dobra atmosfera, mobilizacja i odpowiednia motywacja również ważą na wyniku sportowym, a to są elementy, które przy gwarancji minimum bezpieczeństwa ekonomicznego można wypracować.

Kiedy rozmawiamy z Leszkiem Dolińskim i jego „prawą ręką” – Damianem Zydlem, menedżerem klubu, temat pieniędzy wraca wielokrotnie. Prezes wyjaśnia: – Minimum potrzebne, by klub mógł grać w polskiej ekstraklasie to obecnie dwa miliony złotych rocznie. Dotacja miejska dla nas to około półtora miliona złotych, resztę trzeba zdobyć z innych źródeł. Im więcej uda się zgromadzić, tym większe możliwości pozyskiwania graczy o większych umiejętnościach.

 

AZS rozkładówka 3

Po nagłym zerwaniu pod koniec poprzedniego sezonu przez Grupę Azoty Zakłady Chemiczne „Police” kontraktu sponsorskiego perspektywa, że AZS Koszalin wypadnie z rozgrywek koszykarskiej Ekstraklasy, stała się realna. Właściwie dla wielu było to już przesądzone. Ale nie dla Leszka Dolińskiego, niegdyś znakomitego koszykarza, później trenera, który podjął wyzwanie poprowadzenia klubu w sytuacji, gdy z finansowego punktu widzenia była to misja straceńcza. Już po paru miesiącach widać, że – paradoksalnie – klub z tego kryzysu może wyjść wzmocniony. Zgodnie ze strategią prezesa – jednego zewnętrznego, głównego sponsora zastępują stopniowo sponsorzy mniejsi, ale za to koszalińscy. Wokół AZS-u gromadzi się dobra społeczna energia i konsoliduje się grupa miejscowych firm oraz osób, którym zależy na uratowaniu niemal 50-letniego dorobku klubu.

Kapitał osobisty

Kiedy wycofaniu się „Polic” Leszek Doliński wziął na siebie obowiązki szefa klubu (na dokładkę w momencie, gdy przygotowania do nowego sezonu powinny się już kończyć a nie zaczynać), wielu patrzyło na niego jak na niepoprawnego optymistę. Ale on wiedział, czego chce i jak chce tę wizję wcielić w życie. Uporządkował klubowe sprawy, do minimum ograniczając wydatki. Rolę menedżera klubu a jednocześnie swego najbliższego współpracownika zaproponował Damianowi Zydlowi, pasjonatowi koszykówki, organizatorowi imprez popularyzujących tę dyscyplinę sportu w Koszalinie, niezwykle sympatycznemu i lubianemu w środowisku 26-latkowi.

Rozliczeniami i całą resztą buchalterii zajmuje się jak dotychczas pani Ewa Osiowy. Sprawy formalne, umowy, terminarze, kontakty z ligą i resztą świata zewnętrznego trzyma w swym ręku pan Witold Krochmal, z klubem związany od samego jego początku, czyli niemal od 50 lat (temat na osobną historię, którą obiecujemy Czytelnikom w kolejnym wydaniu naszego magazynu).

Od tego sezonu powołane zostało również biuro prasowe klubu, w którego skład wchodzą Paweł Gawienowski i Patryk Pietrzala. Odpowiadają oni m.in. za prowadzenie strony internetowej, portali społecznościowych oraz opracowywanie klubowych grafik. Warto dodać, że w najbliższym czasie planowana jest modernizacja i rozbudowa oficjalnej strony internetowej klubu.

Sztab szkoleniowy to Piotr Ignatowicz jako pierwszy trener, Kamil Sadowski jako trener – asystent, Lucjan Kasprzak jako fizjoterapeuta drużyny i Jacek Imiołek w roli kierownika zespołu.

Są to wszystko osoby o bardzo dobrym wizerunku, szanowane w światku koszykarskim i nie tylko. To swoisty „kapitał ludzki”, który jest niezwykle ważny w momencie przechodzenia przez klub silnych turbulencji. Ale na pewno najważniejszym składnikiem tego kapitału jest osobisty autorytet Leszka Dolińskiego.

 

Sztab szkoleniowy. Od prawej: Tomasz Ignatowicz (pierwszy trener), Kamil Sadowski (trener asystent), Jacek Imiołek (kierownik drużyny). Z tyłu: Lucjan Kasprzak (fizykoterapeuta)

Sztab szkoleniowy. Od prawej: Tomasz Ignatowicz (pierwszy trener), Kamil Sadowski (trener asystent), Jacek Imiołek (kierownik drużyny). Z tyłu: Lucjan Kasprzak (fizykoterapeuta)

 

 

Podczas jednego z niedawnych meczów Leszek Doliński, prezes AZS, uhonorował sukces Dawida Jaźwińskiego, podopiecznego Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej, który zwyciężył w ogólnopolskim turnieju sportowym organizowanym przez Fundację Marcina Gortata. Marcin Gortat, jedyny Polak w elitarnej lidze NBA, od lat angażuje się w propagowanie koszykówki. Jego fundacja organizuje na terenie całego kraju liczne turnieje, w których do wygrania jest wyjazd do Stanów Zjednoczonych Ameryki na tzw. Polską Noc NBA. Jak się okazało, zwycięzcą ostatniej edycji turnieju o nazwie „Skills Challenge” został mieszkaniec Koszalina, Dawid Jaźwiński. - To ogromny sukces, bowiem w rywalizacji udział brały tysiące młodych ludzi z całego kraju - komentuje Leszek Doliński. Dawid otrzymał pamiątkowy list gratulacyjny, jak również zaproszenie dla wszystkich podopiecznych Rodzinnego Domu Dziecka nr 2 w Koszalinie na mecze AZS w sezonie 2016/2017.

Podczas jednego z niedawnych meczów Leszek Doliński, prezes AZS, uhonorował sukces Dawida Jaźwińskiego, podopiecznego Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej, który zwyciężył w ogólnopolskim turnieju sportowym organizowanym przez Fundację Marcina Gortata. Marcin Gortat, jedyny Polak w elitarnej lidze NBA, od lat angażuje się w propagowanie koszykówki. Jego fundacja organizuje na terenie całego kraju liczne turnieje, w których do wygrania jest wyjazd do Stanów Zjednoczonych Ameryki na tzw. Polską Noc NBA. Jak się okazało, zwycięzcą ostatniej edycji turnieju o nazwie „Skills Challenge” został mieszkaniec Koszalina, Dawid Jaźwiński. – To ogromny sukces, bowiem w rywalizacji udział brały tysiące młodych ludzi z całego kraju – komentuje Leszek Doliński. Dawid otrzymał pamiątkowy list gratulacyjny, jak również zaproszenie dla wszystkich podopiecznych Rodzinnego Domu Dziecka nr 2 w Koszalinie na mecze AZS w sezonie 2016/2017.

okładka 2Nowy sposób myślenia

Sytuacja, gdy klub sportowy ma jednego dużego sponsora, jest na pewno wygodna, bo stabilizuje finanse. Ale z drugiej strony może być niebezpieczna, bo uzależnia w zbyt dużym stopniu od jednego podmiotu, o czym przekonał się koszaliński AZS.

Wyciągając wnioski z przygody z „Policami”, Leszek Doliński zaproponował inne podejście. Pozyskiwanie wielu mniejszych sponsorów z pewnością pochłania dużo więcej energii i czasu, ale poza korzyściami finansowymi przynosi również inne profity. Każda nowa osoba związana z klubem wzmacnia go. Zwłaszcza w takim niewielkim mieście jak Koszalin.

Leszek Doliński mówi: – To jest jak ponowny start. Swoista operacja „nowy AZS”. Moim celem jest sprawić, żeby o AZS-ie mówiono, że to klub związany ze wszystkimi środowiskami w mieście. Chcę walczyć z wyobrażeniem, że skoro jest to zawodowy klub sportowy, to sprowadza graczy, płaci im, a cała reszta go nie interesuje. Odwrotnie. My chcemy być postrzegani jako element ważny dla lokalnej tożsamości, coś rzeczywiście koszalińskiego. Chcemy z AZS-u z powrotem zrobić mocną markę, z którą ludzie będą się chcieli utożsamiać.

Stąd rozmowy z dziesiątkami właścicieli i szefów lokalnych firm. Wielu – głównie ze względu na osobę prezesa – zdecydowało się reklamowo związać z klubem. Niektórzy potencjalni sponsorzy sami się zgłaszają, przychodzą porozmawiać w przerwach meczów. – Mamy hasło „Razem możemy więcej”. Najwyraźniej ono działa. Nasze otwarcie się na Koszalin powoduje, że ludzie chcą być z nami – przekonuje Leszek Doliński.

Klub ma w planach również powołanie Rady Sponsorów, która będzie głosem doradczym, jak również pozwoli na wymianę doświadczeń, poglądów oraz jeszcze mocniej zintegruje sponsorów i zachęci ich do udziału w codziennym życiu klubów. Swoisty „klub biznesowy AZS Koszalin” jest także szansą na docieranie do nowych przedsiębiorców i przekonywanie ich do słuszności wspierania koszykówki.

AZS 12a (Agnieszka Orsa)

Damian Zydel – koszalinianin z krwi i kości. Z AZS-em związany od 2007 roku (miał wtedy 17 lat i był wolontariuszem prowadzącym oficjalną stronę internetową klubu). W ciągu 10 lat piął się krok po kroku po szczeblach zawodowej kariery, pełniąc m.in. obowiązki kierownika drużyny oraz specjalisty ds. marketingu. Obecnie (od września 2016 r.) menedżer klubu. Jak sam podkreśla: koszykówka to całe jego życie, a praca w AZS Koszalin to spełnienie marzeń z dzieciństwa. Jest również prezesem Stowarzyszenia Trio Basket Koszalin, zrzeszającego młodych, aktywnych mieszkańców naszego miasta, którzy organizują doroczny turniej koszykówki ulicznej i towarzyszące mu koncerty.

 

Nieufność wobec klubu topnieje, a kierunek jego rozwoju kibice i miłośnicy koszykówki zaakceptowali. Przyczyniają się do tego takie pomysły, jak to, by zawodnicy wychodzili na parkiet w asyście dzieci ze szkolnych i międzyszkolnych klubów koszykarskich. Albo to, by w przerwach ligowych meczów, na oczach wszystkich kibiców zgromadzonych w Hali Widowiskowo – Sportowej przy ulicy Śniadeckich drużyny młodzieżowe mogły się zaprezentować w krótkim meczu. – Z informacji płynących od rodziców tych dzieci wiemy, że one potrafią w noc przed meczem nie spać, bo tak są podekscytowane tym, że będą na meczu, na którym grają koszykarze zawodowi. Później jeszcze chętniej w swoich grupach młodzieżowych trenują. Kto wie, może doczekamy się sytuacji, że w przyszłości jakiś chłopak z Koszalina będzie grał w AZS? To jest moje marzenie. Jesteśmy otwarci i wszyscy trenerzy grup młodzieżowych w mieście wiedzą, że jeśli mają u siebie perspektywicznych zawodników i są jakiekolwiek szanse na to, żeby oni podjęli trening z drużyną Ekstraklasy, to my ich zapraszamy.

 

 

okładka alternattywna

 

Obecny skład zespołu AZS Koszalin.

 

Stoją (od lewej):

Daniel Wall, Piotr Stelmach (kapitan), Kenneth Manigault, Darrell „Darek” Harris, Przemysław Wrona, Artur Pabianek.

Klęczą w drugim rzędzie (od lewej):

Curtis Millage, Sławomir Sikora, Igor Wadowski.

Na pierwszym planie (od lewej):

Remon Nelson, Jakub Zalewski, Marcin Nowakowski

 

 

 

 

 

Na niektórych meczach hala przy ulicy Śniadeckich wypełnia się prawie całkowicie

Na niektórych meczach hala przy ulicy Śniadeckich wypełnia się prawie całkowicie

 

 

Jeszcze o sile pieniądza

Obecnie koszykówka na najwyższym poziomie rozgrywek to już pełne zawodowstwo. Gracze i trenerzy z roku na rok zmieniają barwy klubowe. Idą tam, gdzie dostają lepsze wynagrodzenie i gdzie znajdują dodatkowe, atrakcyjne z ich punktu widzenia korzyści. Dlatego kibice identyfikują się z klubem, a nie z drużyną. Dzisiejszy czołowy „nasz” gracz może w kolejnym sezonie grać u odwiecznego rywala.

Kluby zamożniejsze starają się związywać z sobą najlepszych koszykarzy – przynajmniej na kilka sezonów. Nie chodzi tylko o to, by kibice mieli czas się do nich przyzwyczaić. Istotniejszy jest fakt, że koszykarze, którzy grają z sobą dłużej, lepiej się poznają, a w konsekwencji lepiej współpracują na boisku. Stają się rdzeniem drużyny. Do ich stylu gry, siły, umiejętności dobiera się kolejnych graczy i tworzy w ten sposób zespół. Wspólne granie, dopasowanie charakterologiczne i zwyczajnie przyjaźń wzmacniają siłę ekipy.

 

AZS 8 (Jacek Imiołek)

Darrell Harris, nazywany „Darkiem”. Mówi, że czuje się już Polakiem. Od półtora roku stara się o polskie obywatelstwo. Potrzebny już tylko podpis prezydenta RP.

W polskiej lidze również trenerzy zmieniani są co roku jak rękawiczki. Leszek Doliński komentuje: – Ciśnienie jest takie, że wystarczy przegrać dwa, trzy mecze i szuka się następcy. Będąc trenerem przez dziesięć lat, mogę powiedzieć, że zmiana trenera powoduje zmianę filozofii prowadzenia zespołu. Nowy trener przychodzący w trakcie sezonu nie zna graczy. Może wiedzieć, jaką mają sportową przeszłość, ale nie wie, jak reagują. Musi rozpoznać psychologię każdego gracza i ocenić, czy w trakcie meczu jest zdolny wytrzymać presję, czy się nie przestraszy. Przy takich szybkich i częstych roszadach w klubach patrzy się raczej na to, kto szybciej biega i wyżej skacze. I to się nie przekłada często na wynik. Budowanie zespołu powinno zaczynać się od strony psychologicznej. Człowieka nie da się poznać po dwóch tygodniach. Najlepiej byłoby budować zespół na dwa – trzy lata. Takie zespoły osiągają lepsze wyniki.

Damian Zydel uzupełnia: – Z poprzedniego sezonu w ekipie AZS pozostało dwóch rozgrywających – Igor Wadowski i Marcin Nowakowski. Wrócili zawodnicy, którzy grali w przeszłości, w tym Darell Harris. Wrócił do nas również Piotr Stelmach, bardzo doświadczony zawodnik, który jest teraz kapitanem drużyny oraz Przemysław Wrona. Kiedy rozmawiamy z zawodnikami, którzy kiedyś grali tutaj, wszyscy dobrze wspominają Koszalin, mają do niego sentyment.

Curtis Millage w akcji.

Curtis Millage w akcji.

Mówią, że nawet halę mamy teraz taką, że chce się grać, a hale w Polsce bywają różne. Mamy blisko do morza, co dla koszykarzy pochodzących z południa kraju jest istotne. Mamy nawet „kosz” w nazwie miasta, to też do czegoś zobowiązuje – śmieje się menedżer klubu.

Kibice na pewno pamiętają, że również trener Piotr Ignatowicz już pracował w Koszalinie. Trzy lata temu był asystentem Zorana Sretenovica w „złotym roku AZS”, kiedy zdobył on brązowy medal Mistrzostw Polski. Później był asystentem w Turowie Zgorzelec, gdy drużyna ta zdobyła tytuł mistrza Polski, a przez pewien czas nawet sam prowadził zespół.

Jego asystent to Kamil Sadowski, który ma dopiero 26 lat, ale już spore doświadczenie. Kiedy studiował na AWF w Gdańsku, wypatrzył go tam Roman Tymański jeden z najlepszych trenerów koszykówki w naszym kraju, trenujący wtedy Asseco Gdynia. Zaprosił go, wówczas jeszcze studenta, żeby pomógł mu trochę przy grupach młodzieżowych. Później Kamil Sadowski był jednym z asystentów trenera Davida Dedka. Kiedy ten rok temu przychodził do Koszalina, wybrał sobie właśnie pana Kamila na asystenta. Kiedy David Dedek został zwolniony z funkcji pierwszego trenera AZS, Kamil Sadowski musiał się odnaleźć w tej roli. Stał się najmłodszym trenerem drużyny w historii Ekstraklasy! – Drużyna ostatecznie uplasowała się na 12. miejscu, ale myślę, że doświadczenie, jakie zdobył, pozwoli mu pracować na jeszcze wyższych obrotach – mówi Damian Zydel. – Podział obowiązków między terenami jest jasny. Szefem sztabu jest Piotr Ignatowicz, a Kamil Sadowski odpowiada za tzw. skauting, czyli przygotowanie pod kątem rozpoznania przeciwnika.

 

Krzysztof Hendzel, jeden ze sponsorów klubu, którzy zaufali prezesowi Leszkowi Dolińskiemu (siedzi tyłem). Zdjęcie wykonane podczas niedawnego spotkania noworocznego właścicieli, władz klubu i jego sponsorów. Krzysztof Hendzel, wiceprezes i współwłaściciel firmy Agrobud, sponsor klubu, wyróżniony niedawno tytułem Mecenasa Sportu podczas uroczystej gali Sportowy Sukces Roku mówi: - Kiedyś byłem niechętny finansowaniu klubu koszykarskiego AZS przez miasto. Ale zmieniłem zdanie. Hala Widowisko-Sportowa powstała po to, by służyć koszalinianom, by działy się w niej rzeczy ciekawe, pozwalające na wspólne przeżywanie emocji. I dobrze, że jest AZS. Przychodzą ludzie, kibicują. Można żałować, że nie grają zawodnicy stąd. Ale ja nie jestem szkoleniowcem, nie znam się na tym, więc tego wątku nie będę rozwijał. Ubolewam nad tym, że chociaż w Koszalinie jest wielu ludzi dysponujących na tyle dużymi pieniędzmi, by wspólnie utrzymać sport na przyzwoitym poziomie bez dotacji samorządowych, tak mało z nich się w sponsoring angażuje. Nie robią tego, a krytykują, oceniają innych. Ja tak nie chcę postępować. I dlatego zaangażowałem się w pomoc klubowi pod nowym kierownictwem. Uważam to za rodzaj obowiązku wobec społeczności, w której żyję i miasta, w którym działa moja firma. Zresztą to nie jest jedyne moje i mojej rodziny zaangażowanie sponsorskie i charytatywne. Dla mnie to naturalne.

Krzysztof Hendzel, jeden ze sponsorów klubu, którzy zaufali prezesowi Leszkowi Dolińskiemu (siedzi tyłem). Zdjęcie wykonane podczas niedawnego spotkania noworocznego właścicieli, władz klubu i jego sponsorów. Krzysztof Hendzel, wiceprezes i współwłaściciel firmy Agrobud, sponsor klubu, wyróżniony niedawno tytułem Mecenasa Sportu podczas uroczystej gali Sportowy Sukces Roku mówi: – Kiedyś byłem niechętny finansowaniu klubu koszykarskiego AZS przez miasto. Ale zmieniłem zdanie. Hala Widowisko-Sportowa powstała po to, by służyć koszalinianom, by działy się w niej rzeczy ciekawe, pozwalające na wspólne przeżywanie emocji. I dobrze, że jest AZS. Przychodzą ludzie, kibicują. Można żałować, że nie grają zawodnicy stąd. Ale ja nie jestem szkoleniowcem, nie znam się na tym, więc tego wątku nie będę rozwijał. Ubolewam nad tym, że chociaż w Koszalinie jest wielu ludzi dysponujących na tyle dużymi pieniędzmi, by wspólnie utrzymać sport na przyzwoitym poziomie bez dotacji samorządowych, tak mało z nich się w sponsoring angażuje. Nie robią tego, a krytykują, oceniają innych. Ja tak nie chcę postępować. I dlatego zaangażowałem się w pomoc klubowi pod nowym kierownictwem. Uważam to za rodzaj obowiązku wobec społeczności, w której żyję i miasta, w którym działa moja firma. Zresztą to nie jest jedyne moje i mojej rodziny zaangażowanie sponsorskie i charytatywne. Dla mnie to naturalne.

Plan na dziś i perspektywa

Prezes Leszek Doliński – tutaj w roli kibica.

Prezes Leszek Doliński – tutaj w roli kibica.

Kierownictwo klubu, podobnie jak jego właściciele, nie oczekuje w tym sezonie cudu. Plan to utrzymanie się w Ekstraklasie i stopniowe odbudowywanie pozycji. Oczywiście w oparciu o coraz szerszą współpracę z lokalnymi sponsorami.

Leszek Doliński wyjaśnia: – Od połowy marca zaczniemy budować zespół na kolejny sezon. Może na razie nieoficjalnie, ale będziemy rozmawiać z zawodnikami. Koniec bieżącego sezonu nie oznacza dla nas urlopu. Wręcz przeciwnie. Czeka nas masa pracy. Maj, czerwiec, lipiec to najbardziej gorący okres, jeśli chce się zbudować fajny zespół. Musimy zadbać o ciągłość w takim wymiarze, w jakim będzie to możliwie, a dodatkowo znajdować wzmocnienia, czyli nowych graczy – mówi prezes. – Po stracie „Polic” stać nas było na taki skład, jaki mamy. To są chłopcy, którzy w swoich wcześniejszych klubach nie odgrywali pierwszoplanowych ról. Ale oni są waleczni, chcą się rozwijać i na pewno dają z siebie wszystko. Dobrze, że kibice to rozumieją i nie odwracają się od zespołu wtedy, gdy dochodzi do porażek. Małymi krokami idziemy do celu. Odbudujemy fundamenty dzięki ludziom, którzy kochają koszykówkę.

Działania takie jak współpraca z trenerami grup młodzieżowych pokazuje nowy kierunek przyjęty przez kierownictwo klubu.

Działania takie jak współpraca z trenerami grup młodzieżowych pokazuje nowy kierunek przyjęty przez kierownictwo klubu.

Damian Zydel kwituje: – Frekwencja na meczach jest naprawdę dobra. Ludzi przychodzi coraz więcej. W porównaniu z poprzednim sezonem zanotowaliśmy 15-procentowy wzrost liczby widzów. Na meczu świątecznym z Treflem Sopot zgromadziliśmy w naszym obiekcie 2,5 tysiąca kibiców. To pokazuje, że ludzie się od AZS Koszalin nie odwrócili.

– Ktoś mnie zapytał niedawno, jakie jest moje marzenie – mówi Leszek Doliński. – Oczywiście zdobyć mistrzostwo Polski! To na razie jest trudny temat. Ale ja wierzę, że naszą pracą zbliżymy się do tego celu i okaże się on osiągalny. Pieniądze są ważne, ale pieniądze na parkiet nie wychodzą. Damy sobie i kibicom niejeden powód do satysfakcji.

 


 

ldolinski

Leszek Doliński to bez dwóch zdań jedna z największych ikon w dziejach koszalińskiej koszykówki. Były reprezentant Polski, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Moskwie, trzykrotny król strzelców Polskiej Ligi Koszykówki, trzykrotny brązowy medalista Mistrzostw Polski. Po zakończeniu kariery zawodniczej – trener koszykówki. Od września 2016 roku prezes zarządu AZS Koszalin S.A. Jak sam podkreśla, prowadzenie klubu sportowego, dla którego poświęcił wiele lat swojego życia, to ogromny zaszczyt a zarazem fantastyczne zwieńczenie wieloletniej przygody z koszykówką. W wolnych chwilach zapalony pilot i miłośnik samolotów… i chociaż często bywa w chmurach, w prowadzeniu klubu sportowego twardo stąpa po ziemi.