Kiedy w wydaniu grudniowym „Prestiżu” pisaliśmy o grupie firm branży okiennej skupionych wokół Jarosława Loosa, jedna z nich zapowiadała rychłe przenosiny do nowej hali wybudowanej w specjalnej strefie ekonomicznej. Od 11 stycznia tego roku Q4SASH już działa w swojej nowej siedzibie, produkuje pełną parą i czeka na kolejnych ludzi do pracy. Poprzednia siedziba przy ulicy Słowiańskiej nie będzie stała pusta. Firma również tam uruchomi wkrótce produkcję, bo ma na nią zbyt w Europie Zachodniej.

Artur Sałapatek i Krzysztof Procz, którzy na bieżąco zarządzają spółką Q4SASH i są jej współwłaścicielami, sami nie mogą się nadziwić, że przenosiny poszły tak sprawnie. Praktycznie w dwa tygodnie całe wyposażenie ze Słowiańskiej przewędrowało do Strefy. Tutaj firma ma do dyspozycji 2200 m kw. powierzchni produkcyjnej i 700 metrów powierzchni biurowo-socjalnej.

Pomógł dokładny plan. W przenosinach uczestniczyli wszyscy pracownicy. Każdy wiedział, co ma do zrobienia. Krzysztof Procz mówi: – To naprawdę skomplikowana operacja: rozebranie, wyczyszczenie, odnowienie, i na powrót złożenie maszyn w nowym miejscu, taki swego rodzaju organizacyjny majstersztyk. Do tego masa innych rzeczy. W dwa tygodnie udało nam się podłączyć wszystkie instalacje. Daliśmy sobie dwa dni na rozruch próbny. Zakończony oczywiście sukcesem.

Ważna okazała się pomoc firmy Piotra Zaporskiego z Wydziału Mechatroniki Politechniki Koszalińskiej. Jego ludzie uczestniczyli w ponownym uruchomieniu produkcji. Do skoordynowania było wiele systemów elektrycznych, elektronicznych, pneumatycznych. – Naprawdę bardzo nam pomógł. Wysłuchał naszych potrzeb, później elastycznie wprowadzał zmiany do projektu. W efekcie mamy super sprawny zakład. Jesteśmy w regionie jedną z najnowocześniejszych fabryk, jeżeli chodzi o stolarkę drewnianą otworową.

Ale największe słowa podziękowania szefowie Q4SASH kierują do pracowników: – Wszyscy w tym uczestniczyli, bez względu na płeć. Każdy w miarę swoich możliwości. Planowaliśmy wszystko wspólnie z nimi. Wszystko było dograne co do godziny i zadziałało idealnie.

q4sash

Krzysztof Procz i Artur Sałapatek

Jasny podział pracy obowiązuje na co dzień także między szefami. Artur Sałapatek prowadzi sprawy „papierowe” – m.in. projektowanie i programowanie. Krzysztof Procz zajmuje się produkcją.

Obaj mają duże doświadczenie w branży okiennej, bo obaj – zanim zaczęli pracę w jednej z firm związanych z Jarosławem Loosem – pracowali w firmach produkujących stolarkę drewnianą. – W hali musi być jasne, kto kieruje produkcją. Żadnej dwuwładzy, bo robi się natychmiast bałagan i spada morale załogi – mówi Artur Sałapatek. – Każdy z nas ma swój obszar odpowiedzialności i w nim się porusza. W zasadniczych sprawach naradzamy się między sobą oraz z pozostałymi wspólnikami i tak zapadają kluczowe decyzje.

W ostatnim czasie firma zwiększyła zatrudnienie z 70 do 80 osób, ale potrzebuje jeszcze 20 kolejnych do nowego zakładu. Kiedy za chwilę ruszy na nowo produkcja przy ulicy Słowiańskiej potrzeba będzie na początek jeszcze 15 osób, a z czasem co najmniej drugie tyle, a może nawet więcej. Wyjaśnia to Krzysztof Procz: – Tendencja wzrostowa zatrudnienia będzie się wiązała z zamówieniami. Obecnie produkujemy głównie na rynek brytyjski. Tamten zakład, kiedy ruszy ponownie, będzie produkował na rynki Europy kontynentalnej, do Niemiec, Francji, Holandii. To nieco inny asortyment niż zamawiany przez Anglików, więc dla porządku warto tę produkcję wydzielić, skoro mamy takie możliwości.

Potrzebni są nie tylko ludzie do produkcji. Jest miejsce dla inżynierów, automatyków, handlowców znających języki obce. – Handlowiec u nas to nie akwizytor – podkreśla Artur Sałapatek. – To raczej opiekun klienta, który jest z nim w stałym kontakcie, „prowadzi” jego zamówienie od początku do końca. To bardzo istotna rola w całym procesie.

Jeśli chodzi o pracowników produkcyjnych, kandydaci do pracy nie muszą mieć doświadczenia w pracy z drewnem. Firma stawia na szkolenie, umożliwia zdobycie nowego zawodu. – Nie każdemu taka praca odpowiada. Często jest tak, że z pięciu osób przyjętych na okres próbny, zostaje u nas jedna. Trudno, ponosimy to ryzyko, że ileś czasu i energii przeznaczonej na szkolenie nie da efektu – tłumaczy Krzysztof Procz. – Dobrych ludzi potrzebujemy zawsze. Warunek jest taki, żeby chcieli się nauczyć czegoś nowego. Jeśli ktoś podejdzie do nauki zawodu z entuzjazmem i pasją, to przekona się, że drewno jest wdzięcznym materiałem. Jest różnorodne, ma ciekawą fakturę, pachnie. Mamy miejsce nie tylko dla mężczyzn. Już w tej chwili zatrudniamy 20 pań. Ich delikatność oraz skrupulatność przydaje się na przykład w procesie szlifowania drewna. Panie pracują również przy okuwaniu, zakładają uszczelki, przykręcają śrubki, montują drobne elementy.

Oprócz opanowania umiejętności technicznych, pracownik Q4SASH musi również dostosować się do charakterystycznego cyklu produkcyjnego, który jest oparty na tzw. gniazdach. Gniazda to malutkie zespoły, które wykonują określony etap produkcji okien drewnianych. Każde gniazdo odpowiada za określoną część pracy. Taka organizacja wynika z charakteru dominujących zamówień: są one silnie zindywidualizowane. Nie dałoby się ich wykonać w systemie pracy taśmowej, powtarzalnej. Tak więc pracownik musi opanować pewne umiejętności potrzebne w gnieździe, ale musi również nauczyć się współpracy w małej grupie.

VOTT-0953

Krzysztof Procz komentuje: – Dopasowanie charakterologiczne ma ogromne znaczenie. Nie może być w tym gnieździe jednostki, która jest „niekompatybilna” z pozostałymi. Jeżeli jest taka osoba i załoga mi to zgłasza, reaguję. To ludzie muszą zaakceptować siebie nawzajem, nie ja. Jeżeli słyszymy, że ktoś nie pasuje do grupy, nie zwalniamy go. Przerzucamy go do innej grupy. Są różne charaktery, są różne osobowości. Nie każdemu pasuje każda praca. Trzeba czasami człowieka kilka razy przenieść z gniazda do gniazda, żeby znalazł swoje miejsce. Dopasuje się do pracy, dopasuje się do ludzi i nagle się okazuje, że w danej grupie nie ma z nim problemu i jest „złotym pracownikiem”. To się sprawdza w 99 procentach przypadków. Tutaj mamy ciąg zadań. Jeśli gdzieś ten łańcuszek zostanie przerwany, jest jakieś słabe ogniwo, natychmiast trzeba reagować, bo każde następne gniazdo jest zależne od poprzedniego.

Swoistość systemu pracy w Q4SASH łatwiej zrozumieć, gdy można zajrzeć do hali i przyjrzeć się wszystkiemu z bliska. Wtedy rzeczywiście widać, jak okno przechodząc przez ręce członków kolejnych gniazd produkcyjnych, staje się pełnym produktem. Temu systemowi bliżej do tradycyjnego rzemiosła niż taśmy produkcyjnej Forda.
– Nasz zakład jest jak garnitur uszyty na miarę, technologia ustawiona pod gniazda. Ich zgodna współpraca warunkuje systematyczność produkcji. Oczywiście są pewne bufory czasowe i wykonywana pewna część produkcji nad to, co zamówione na bieżąco, ale najważniejsza jest doskonała harmonizacja działań – podkreśla Krzysztof Procz.

VOTT-1339

Większość produkcji trafia do Wielkiej Brytanii. „Sash” w nazwie firmy nawiązuje do popularnego na Wyspach typu okien – suwanych góra-dół. Powodzenie na rynku brytyjskim firma zawdzięcza m.in. temu, że błyskawicznie opanowała produkcję najpopularniejszych tam rodzajów okien. Ale poszła dalej – opracowała na potrzeby specjalnych zamówień ponad 30 innych typów, które są rzadkie, ale co pewien czas zamawiane.

Krzysztof Procz śmieje się: – Nie pokazujemy nowym klientom od razu wszystkich naszych możliwości. Są piekielnie zaskoczeni, kiedy w reakcji na nietypowe zamówienie jesteśmy w stanie im błyskawicznie zaproponować profil okienny, o jaki pytają. I bardzo to doceniają.

Artur Sałapatek dodaje: – Zamówień stale przybywa, ale to nie zwalnia nas z obowiązku, żeby nad produktami dalej pracować, żeby się z naszymi produktami pokazywać. Powiedzmy sobie szczerze: zaufanie klienta jest teraz najważniejsze. Jeżeli klient otrzyma to, czego potrzebuje, w odpowiednim czasie i w odpowiedniej cenie, będzie zadowolony i pozostanie przy nas na długo.

VOTT-1009

Jakie jeszcze są warunki powodzenia na rynku: – Trzeba kochać to, co się robi. Jesteśmy firmą młodą. Mamy wspólnika – mentora, Jarosława Loosa. Rozumiemy się dobrze, co nie znaczy, że czasami nie różnimy się w poglądach. Momentami dochodzi między nami do rozmów intensywnych, ale koleżeńskich. Zawsze jednak umiemy dojść do wspólnej konkluzji, bo biznes to sztuka kompromisu – podkreśla Krzysztof Procz.

Panowie Artur i Krzysztof wspominają moment, gdy zapadła decyzja o rozbudowie firmy: – Jechaliśmy samochodem, rozmawialiśmy. Zeszło na temat strefy ekonomicznej. „Może warto postawić tam nowy zakład?” – pomyśleliśmy. Umówiliśmy się z Jarosławem Loosem na biznes lunch. Przygotowaliśmy się bardzo solidnie do tej rozmowy. Rozważyliśmy wszystkie argumenty za i przeciw. Mieliśmy przygotowaną odpowiedź na każdą wątpliwość. I okazało się, że wszystkie przewidziane wątpliwości Jarosław zgłosił. Kiedy poznał nasze odpowiedzi, decyzja zapadła szybko. Potrzeba było na nią tyle czasu, co na zjedzenie trzech krewetek, stąd nasza prywatna „teoria trzech krewetek”. Zresztą rzadko podejmujemy decyzje siedząc w biurze. To są rozmowy w różnych okolicznościach, zawsze otwarte i twórcze.

– Nasze pierwsze okno typu „sash” powstało u mnie w garażu – mówi Krzysztof Procz. – Po dwóch tygodniach pojechaliśmy obmierzyć we Francji jakiś pałac. Wracając, mieliśmy już 12 zamówień. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak. Dzięki zaufaniu Jarosława Loosa szybko się rozwijaliśmy. Sześć lat temu zaczęło się od jednego okna wykonanego w garażu, a teraz mamy dwa zakłady. I na pewno nie jest to nasze ostatnie słowo.

 

VOTT-1336


 

„U nas można zdobyć nowy, atrakcyjny zawód. Czasami ludzie nie wiedzą, że mają wybitne zdolności manualne. Ujawniają się one w trakcie praktyki. Po przyuczeniu nasi ludzie potrafią pracować na dwóch – trzech stanowiskach. Każdy na pewno znajdzie dla siebie miejsce i zatrudnienie na długie, długie lata. Warunek: trzeba chcieć.”


„Uruchamiając nowy zakład, niewielkim nakładem pracy zwiększamy znacząco produkcję okien, bo warunki stwarzają takie możliwości. W nowej hali mamy lepiej zorganizowaną przestrzeń, wygodniej ustawioną linię technologiczną, lepsze zaplecze. Komfort pracowników jest dla nas bardzo ważny. Zakład stworzyliśmy na wzór tego, w jakich warunkach sami byśmy chcieli pracować. Na etapie projektowania cały czas konsultowaliśmy się z pracownikami.”