Poszarpane górskie szczyty wynurzają się z fiordu. Krajobraz jest surowy, ale urzekający jednocześnie. Natura, choć sprawuje tu niepodzielne rządy, pozwoliła jednak stworzyć człowiekowi Ålesund, najpiękniej położone miasto Norwegii. To idealne tło dla norweskich bajek z nowoczesną fabułą. Nietrudno się w nim zadurzyć. I to od pierwszego wejrzenia.

Głębiny pobliskiego oceanu skrywają wiele tajemnic. Czasami mienią się odcieniami błękitu, innym razem są szare i zimne niczym stal. Potrafią też być łagodne i nieść ukojenie. Ocean opowiada historię równie tajemniczą co nieprzeniknioną. Bez oceanu dzisiejszego miasta po prostu by nie było. Bez ognia również. Ålesund wyrosło – dosłownie – na spalonej ziemi.

 

Powrót do przeszłości

Niezwykłe położenie Ålesund – na wyspie i pośród spektakularnych Alp Sunnmøre – to jeden z głównych jego atutów. Już na pierwszy rzut oka widać, że niepodzielne rządy sprawuje tu przyroda. Matka natura, z delikatną pomocą człowieka, dała tu prawdziwy popis.

Miasto, będące nieodłącznym elementem tutejszego pejzażu, idealnie wkomponowane jest w otoczenie. Najlepiej oglądać je z góry, na przykład ze wzgórza Aksla. Wprawdzie ceną za pojawienie się tutaj jest pokonanie czterystu osiemnastu stopni, jednak trud się opłaci. Nagrodą jest piękna panorama z morzem i szpiczastymi wyspami w tle.
W centrum można spędzać długie godziny i szybko dostrzec, że trafiliśmy do nowoczesnego, pulsującego energią miasta. Jednak spacer między tutejszymi uliczkami a portem jest dowodem na to, iż nawet miejska panorama nie może się tu obyć bez udziału natury. Góry, niebo i morze rywalizują ze sobą w nieustannym konkursie piękności, a Ålesund jest harmonijnie wkomponowane w otoczenie. Jest też zadbane i po prostu ładne.

Najstarsza część miasta położona jest na skraju wyspy i urzeka połączeniem morza oraz pięknej architektury. W wodach kanału w centrum przeglądają się fasady murowanych domów. Kilkupiętrowe kamienice o spójnej stylistyce, różnią się detalami: zachwycają zdobienia, narożne wieżyczki, ozdobne wykusze. Secesja nad fiordami niektórych dziwi, wystarczy jednak zagłębić się nieco w historię miasta, by zrozumieć, skąd się wzięła. By poznać temat, warto też zajrzeć do Centrum Secesji (Jugndstilsenteret), gdzie nie brakuje wystaw i projekcji multimedialnych, a wszystko w pięknych secesyjnych (a jakże…) wnętrzach.

Śladów przeszłości szukać też można w muzeum okręgu Sunnmøre, w którym prezentowane są choćby stare łodzie. Powrotem do przeszłości może być też nocleg w historycznym hotelu Union Øye przy Hjørundfjordzie, albo w latarni morskiej w centrum miasta, mrugającej do przepływających statków od 1858 roku. Sunące tuż pod okienkiem żaglówki przywołują dawne czasy.

FredrikssonM-3894-2370807_1500

Secesja jak z obrazka

Jedna mroźna i wietrzna noc sprzed stu lat zmieniła w mieście wszystko. 23 stycznia 1904 roku zapłonęła mała przetwórnia. Wichura szybko poniosła ogień dalej. Strawił on 850 budynków, zabierając domy dziesięciu tysiącom ludzi.

Co ciekawe, zginęła tylko jedna osoba – staruszka, która mieszkała w pobliżu… straży pożarnej. Ten kataklizm przetrwało zaledwie kilka drewnianych domów. Stoją przy ulicy Moloveien, przyciągającej dziś nie rybaków a artystów.

Gdy ogień dogasł, jasne było, że z miasta zostały jedynie zgliszcza. Miejscowi zabrali się za odbudowę swoich domów. Rękawy zakasali wszyscy. Nieoceniona była też duża pomoc z zewnątrz. Widmo zdanych na łaskę zimy pogorzelców wstrząsnęło całą Europą. W niesieniu pomocy w tyle nie pozostawali ówcześni celebryci. Francuska aktorka Sarah Bernhardt zorganizowała w Paryżu charytatywny koncert, coś w rodzaju Live Aid.

Nieoczekiwanie swą pomoc zadeklarował też cesarz niemiecki Wilhelm II, często bywający w okolicy Ålesund i zakochany w tutejszej przyrodzie. Postanowił sfinansować przedsięwzięcie. Statki z zaopatrzeniem i materiałami budowlanymi, które wysłał, pomogły odbudować miasto. Większość murarzy, rzemieślników i architektów pracujących przy restauracji budynków szkolona była w Niemczech. W ten oto sposób, w heroicznym wysiłku i czasie niespełna trzech lat miasto odbudowano, nadając mu obecny kształt.

Widać, że prawdziwy popis w zaistniałej sytuacji dali młodzi, norwescy architekci. Postawili na secesję lub raczej Jugendstil, bo w Skandynawii przyjęła się niemiecka nazwa kierunku. Starannie opracowali projekty poszczególnych budynków, by nadać im indywidualny rys. Miasto, wcześniej drewniane, zyskało zabudowę z cegły. 300 secesyjnych budynków ozdobiono ornamentyką nawiązującą do skandynawskiej mitologii. Oszałamia mnogość detali – dużo tu kwiatów, smoków, ludzkich twarzy, wieżyczek i gotyckich pinakli, które wyglądają jak gdyby były wzięte ze średniowiecznej bajki. Między innymi to sprawiło, że Ålesund jest dziś częścią Rèseau Art Nouveau Network – sieci secesyjnych miast, takich jak Bruksela, Barcelona i Wiedeń.

Architektura, która dziś tu zachwyca wyrosła na spalonej ziemi, a sam pożar jest dla tutejszych stałym punktem odniesienia. „O czymś takim nie słyszano, odkąd spłonęło Ålesund” – mawia się w Norwegii.

 

Zimowe rozkosze

Ålesund jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Norwegii. O każdej porze roku. Zima, choć chłodna, nie bywa tu bowiem przygnębiająca. Wręcz przeciwnie, pełna jest niosącego dobre samopoczucie słońca. To idealne warunki do uprawiania narciarstwa, głęboko zakorzenionego w tutejszych tradycjach i rytuałach. W wysokich górach sezon zaczyna się jesienią i trwa przez całą wiosnę, a czasem — w ośrodkach na lodowcach — także i latem.
Z Ålesund widać, jak błyszczą w słońcu ośnieżone szczyty Alp Sunnmøre. Od lutego do czerwca góry te są celem miłośników freeride’u oraz skitu ringu. Szczęśliwie są tu także tereny o łagodniejszym ukształtowaniu idealne do pieszych wędrówek, narciarstwa biegowego czy jazdy konnej.

11-316730_1500

W promieniach słońca

Poszarpane górskie szczyty są jak sterczące z głębin grzbiety pradawnych stworzeń. Wynurzają się z fiordu na wysokość około 2000 metrów, tworząc istny raj dla miłośników gór i aktywnego wypoczynku. Okoliczne tereny są więc prawdziwym rajem dla tych, którzy szukają intensywnych doświadczeń w otoczeniu natury, a samo Ålesund jest doskonałą bazą wypadową na wycieczki po górach.

Jest jeszcze coś. Wijący się w charakterystycznym kształcie litery „S”, z wysokimi wodospadami i górskimi farmami krajobraz fiordu Geirangerfjordu, zachwyca każdego. Turkusowy, z majestatycznymi, ośnieżonymi szczytami górskimi, nie bez powodu został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest istnym rajem dla miłośników przyrody, a odkrywać go można na różne sposoby – podczas jednej z wielu wycieczek krajoznawczych, pieszych wędrówek po górach lub z zupełnie innej perspektywy – pływając w kajaku.

Dzięki morzu tutejsi rybacy mieli zawsze pełne sieci. I dziś w okolicznych fiordach, jeziorach i rzekach aż roi się od ryb. Kto by pomyślał, że już w latach 20. XIX wieku wysłano stąd do Hiszpanii pierwsze transporty sztokfisza. Portugalczycy, Latynosi, nawet Amerykanie ustawiali się w kolejce po dorsza. Samo Ålesund stało się dzięki temu najnowocześniejszym portem floty rybackiej w Skandynawii, obrastając przy okazji majątkiem.

Dzisiejsza wyprawa z wędką to też możliwość podziwiana zachwycających widoków i dziewiczej przyrody Geirangerfjordu. Kiedy śnieg topnieje, wiele radości przynieść też może wyprawa na ptasie safari na wyspie Runde, albo na piesza wędrówka po Alpach Sunnmøre. Można tu też sprawdzić się w raftingu lub relaksować się na jednośladach.

Na zachód od centrum, na wyspie Heissa, znajduje się Atlanterhavsparken, jeden z najbardziej niezwykłych parków morskich w północnej Europie. Grzechem byłoby przyjechać do Ålesund i nie odwiedzić tego miejsca. W słonowodnych akwariach są ryby i pingwiny. Spore wrażenie robi karmienie ryb, kiedy zębacze i inne drapieżniki jedzą nurkowi z ręki.