Noc z 29 na 30 października br., godzina druga, na ulicach Koszalina ponad 1000 zawodników przemierzających trasę półmaratonu i maratonu. To szósta edycja Nocnej Ściemy – imprezy, która z biegowego happeningu stała się rozpoznawalnym w Polsce wydarzeniem.

Nocna Ściema z roku na rok staje się imprezą o większym zasięgu. Do Koszalina przyjeżdżają nie tylko zawodnicy ze Szczecinka, Warszawy czy z Kielc, ale również z zagranicy – Ukrainy, Niemiec i Litwy. – Zainteresowanie imprezą przeszło nasze najśmielsze oczekiwania – mówi Michał Bieliński, organizator. – Rok temu cieszyliśmy się, że na starcie stanęło prawie 800 zawodników, teraz było ich o dwustu więcej – dodaje z dumą.

Co powoduje, że impreza cieszy się takim uznaniem? Może to, że Nocna Ściema jest jedynym biegiem w kraju, który odbywa się w nocy. A może to, że odbywająca się tej nocy zmiana czasu z letniego na zimowy pozwala zawodnikom uzyskać lepsze wyniki. – Padają tu zarówno rekordy życiowe, jak i świata – mówi z przymrużeniem oka pan Michał. – W trakcie biegu cofamy o godzinę wskazówki zegarów, więc każdy może osiągnąć wynik „lepszy” o godzinę niż zwykle . Zawodnicy biegną na dystansie półmaratonu, czyli 21 km, bądź maratonu – 42 km.

W tym roku trasa była inna niż w latach ubiegłych, co dla niektórych zawodników okazało się zgubne. – Jak dla mnie było za dużo zbiegów, a mało podbiegów, stąd gorszy czas – mówi Mateusz Witkowski, koszalinianin, który rok temu w półmaratonie był pierwszy, w tym roku w rankingu spadł o jedno miejsce. Koszalinianin miał czas ok. 1h 14 minut, przegrał o całe dwie minuty z Witalijem Marynyczem z Ukrainy. Jak powiedział nam zwycięzca półmaratonu, o imprezie dowiedział się od przyjaciół, którzy w poprzednich latach startowali w Koszalinie. – Koledzy mówili, że Nocna Ściema to bieg na bardzo wysokim poziomie – opowiada pan Witalij. – I muszę przyznać, że mieli rację. Profesjonalizm zawodników, doskonale wytyczona trasa sprawiają, że bieg jest bardzo szybki i trzeba naprawdę się natrudzić, aby dogonić czołówkę.

Wśród biegaczy znalazł się również 62-letni Zbigniew Malinowski z Kołobrzegu, dla którego Nocna Ściema to po prostu miła rozgrzewka. – Jestem weteranem biegów – mówi, śmiejąc się. – Jako jedyny Polak trzynaście razy startowałem w Spartathlonie w Grecji. Jest to ultramaraton na dystansie 246 km, z Aten do Sparty. To trasa jaką pokonał grecki posłaniec Fidippides, prosząc Spartańczyków o wsparcie w bitwie pod Maratonem.

Zbigniew Malinowski jest również jednym z dwóch Polaków, którzy jako pierwsi ukończyli światowego Wielkiego Szlema, który składa się z siedmiu najtrudniejszych biegów na świecie. To m.in. Badwater, w kalifornijskiej Dolinie Śmierci oraz Maraton Piasków po marokańskiej Saharze. Co taki utytułowany zawodnik robi na imprezie dla amatorów? – Bawię się – odpowiada. – Nocna Ściema przyciąga wielu młodych zawodników, ja już najmłodszy nie jestem, więc tym bardziej miło jest z nimi porywalizować i poprawiać swoje czasy.

To była już szósta edycja Nocnej Ściemy w Koszalinie. Impreza biegowa, która pięć lat temu była traktowana z przymrużeniem oka jako pomysł szaleńców – dzisiaj urosła do rangi międzynarodowej.