Zawsze elegancka i uśmiechnięta. W pracy konkretna i wymagająca, ale gdy trzeba również wspierająca – podkreślają podwładni. Klienci cenią ją za ogromną wiedzę, rzetelność i życzliwość. Od 25 lat prowadzi w Koszalinie kancelarię doradztwa podatkowego zatrudniającą obecnie ponad 20 specjalistów w dziedzinie kadr, płac, rachunkowości i podatków. Kiedy podsumowuje ćwierćwiecze działalności DEBETU, stwierdza: „Jestem wdzięczna losowi za sukces i szczęście, jakie mi przyniósł”. Sukces – warto podkreślić – zasłużony, bo wypracowany wielkim nakładem sił i energii. Rozmawiamy z panią Haliną Kozak.

 

– W trakcie przemian gospodarczych początku lat 90. zaczęły się pojawiać na rynku firmy takie jak założony przez Panią DEBET, oferujące kompleksową obsługę finansową. Dlaczego przedsiębiorcom bardziej opłaca się wynająć kogoś z zewnątrz niż tworzyć własną księgowość
albo dział rozliczeniowo-podatkowy?

– Własna księgowość jest droższa, usługi outsourcingu są zawsze tańsze. Małych firm nie stać na to, by mieć własnego głównego księgowego – specjalistę. Jego praca byłaby dla nich po prostu za droga. Po drugie, wchodzi w grę kwestia bezpieczeństwa. Odpowiedzialność przedsiębiorcy, kiedy rozliczenia prowadzi jego pracownik, jest właściwie bezpośrednia. Natomiast w przypadku tego typu usług zlecanych nam, my odpowiadamy całkowicie za wszystkie nieprawidłowości, do których byśmy się przyczynili. Obowiązkowo mamy więc ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Przedsiębiorca może być spokojniejszy.

debet-14-10-16-18azr

– Należy Pani do wąskiego grona osób, które mogą o sobie powiedzieć, że budowały podstawy polskiego rynku doradztwa podatkowego. Powstał całkiem nowy sektor usług.

– Tak, byłam w grupie pionierów. Gdy zaczęły się przemiany gospodarcze i ustrojowe, jeździliśmy na szkolenia, spotykaliśmy się, dzieliliśmy doświadczeniami i opiniami. I to z naszej inicjatywy zaczął się proces tworzenia zawodu doradcy podatkowego. Od początku istnienia samorządu korporacyjnego byłam w jego władzach, czyli najpierw w Krajowej Radzie Doradców Podatkowych a obecnie Krajowej Izbie Doradców Podatkowych. Przez dwie kadencje pełniłam również funkcję członka Państwowej Komisji Egzaminacyjnej ds. Doradztwa Podatkowego.

 

– Środowisko pierwszych doradców podatkowych w Polsce utrzymuje ze sobą ścisły kontakt. Tworzycie Państwo elitę ekspertów.

– Tak, spotykamy się, utrzymujemy ścisły kontakt. Chcąc wejść do zawodu, musieliśmy zdać odpowiednie egzaminy. W pierwszym rzucie zdało je zaledwie 20 osób.

 

– Kto egzaminował?

– To zawsze była komisja państwowa. Później zasady wchodzenia do zawodu się zmieniały. Część osób uzyskało uprawnienia „przez zasiedzenie”, to znaczy zostały one wpisane na listę doradców podatkowych, bo wykonywały taką pracę. Obecnie wszyscy, którzy chcą uzyskać tytuł doradcy podatkowego, muszą zdawać egzamin. Uważam, że to słuszne rozwiązanie.

 

– Ile osób w Polsce ma status doradcy?

– Na liście jest około 10 tysięcy osób, natomiast liczbę czynnych zawodowo oszacowałabym na 6-7 tysięcy.

kol1

– Kiedy powstawał w Polsce zawód doradcy podatkowego, miała już Pani spore doświadczenie zawodowe.

– Uzyskałam tytuł biegłego rewidenta (na marginesie: w 1989 roku był to jeszcze „biegły księgowy”, dopiero później pojawiło określenie „biegły rewident”). Startowałam więc z innej pozycji. Tak naprawdę egzaminu zawodowego według wymagań Państwowej Komisji Egzaminacyjnej nie musiałam zdać, ale chciałam. Biegli rewidenci mogą bowiem wykonywać wszystkie czynności doradcy podatkowego, jedynie nie mogą używać takiego tytułu.

 

– Wtedy miała już Pani za sobą pracę w Izbie Skarbowej i dużym przedsiębiorstwie. Zdecydowała się Pani zostawić etat i zacząć własną działalność. To chyba było jakieś ryzyko?

– Izbę Skarbową pożegnałam, bo doszłam do wniosku, że moja psychika nie predysponuje mnie do funkcji kontrolnych. Później byłam głównym księgowym w Zakładzie Obliczeniowym ETOB w Koszalinie. Zaczęła się transformacja, zaczęły powstawać coraz liczniejsze prywatne przedsiębiorstwa. Podpowiadałam różnym startującym w biznesie osobom, aż zaczęło być to na tyle absorbujące, że nie dało się łączyć z wcześniejszą pracą i wtedy podjęłam decyzję o przejściu na własną działalność gospodarczą.

kol2

– I od tego momentu, od działalności jednoosobowej, firma urosła do dwudziestu paru pracowników obecnie…

– Mam świetną, stabilną kadrę. Dziesięć osób pracuje u mnie ponad dziesięć lat, a dwie panie nawet dwadzieścia dwa lata.

 

– Laik, na przykład ktoś nie prowadzący działalności gospodarczej, może mylić takie pojęcia jak księgowość, rachunkowość, doradztwo, audyt. Czym się różni księgowość od rachunkowości? Co jest pojęciem szerszym, a co węższym?

– Rozróżnienie sprawia kłopot nie tylko laikom. Czasami zdarza się, że odwiedzający nas klienci odbierają telefon i mówią komuś: „jestem u mojej księgowej”. Z uśmiechem zwracamy im wtedy uwagę, że są u doradcy podatkowego… A dlaczego to podkreślamy? Księgowy odpowiada za prawidłowe zaksięgowanie dokumentu, który dostanie od przedsiębiorcy. Ten ma go prawidłowo, zgodnie ze sztuką, zaksięgować, czyli upraszczając – wprowadzić do odpowiedniego rejestru. Rola doradcy jest bardziej złożona, bo pojawia się element oceny sytuacji, szukanie najlepszego rozwiązania, pokazywanie klientowi alternatywy. Żeby doradzić przedsiębiorcy, trzeba z nim usiąść, przedyskutować sytuację, zapytać o cel jego zamierzeń, żeby w tym całym gąszczu przepisów prawidłowo nakreślić najkorzystniejsze rozwiązanie. Na tę samą rzecz można spojrzeć z kilku punktów widzenia: przepisów podatkowych, korzyści bilansowych, dobrej współpracy z bankiem. Prowadzenie działalności gospodarczej jest coraz trudniejsze. Dochodzą do tego rozmaite przekształcenia własnościowe, fuzje, przejęcia, zmiany formy prawnej. Można się w tym pogubić. Doradca podatkowy pomaga przejść przez te konieczne procesy w sposób bezpieczniejszy i ograniczający różne rodzaje ryzyka, w tym podatkowego. Ponadto, co jest bardzo istotne doradca podatkowy obok radcy prawnego i adwokata ma prawo reprezentować podatnika przed sądami administracyjnymi.

Pani Halina z synem Marcinem i synową Joanną

Pani Halina z synem Marcinem i synową Joanną

– Polska ma opinię kraju, który produkuje bardzo dużo nowych przepisów.

– Z punktu widzenia przedsiębiorcy najtrudniejsze jest to, że zmiany skutkujące podatkowo nie odbywają się wyłącznie wprost w przepisach podatkowych. Często poważne skutki podatkowe rodzą zmiany w zupełnie innych ustawach. Doradca podatkowy musi stale doskonalić wiedzę. Dlatego od trzech lat doradców dotyczą obowiązkowe szkolenia, które ułatwiają orientację w skomplikowanej rzeczywistości prawno-podatkowej. Uważam, że to słuszny kierunek. Biuro rachunkowe od czasu niedawnego uwolnienia zawodu może prowadzić każdy. Biur nie obejmuje obligatoryjność szkoleń. Ponieważ nadal jestem czynnym biegłym rewidentem, czyli badam sprawozdania finansowe firm, widzę jakie nieprawidłowości powstają, kiedy rachunkowość prowadzą osoby niedotrzymujące kroku zmianom, osoby o niepełnych kompetencjach. To rodzi dla przedsiębiorcy ryzyko.
– Jak przedsiębiorca, który nie prowadzi jeszcze dużej firmy, ma niewielkie doświadczenie, może rozpoznać na rynku obsługi finansowo – podatkowej te podmioty, który gwarantują mu większe bezpieczeństwo?
– Idąc do biura rachunkowego albo do doradcy podatkowego powinien pytać o uprawnienia. Bardzo ważne jest posiadanie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, które w przypadku nas, doradców, jest obowiązkowe. Dalej: w przypadku doradców jest reprezentacja przed urzędami. Moi klienci mają wprost zakaz chodzenia do urzędów skarbowych. Jesteśmy ich pełnomocnikami we wszystkich sprawach załatwianych w urzędzie skarbowym, także w sprawach kontrolnych. Klient się nie stresuje, bo kontrolerzy sprawdzają dokumentację nie u niego w firmie, ale u nas. Oczywiście jest przez nas na bieżąco informowany o wszystkich ważnych okolicznościach. Ale podsumowując: zawody księgowego i doradcy podatkowego są nadal mylone nawet przez przedsiębiorców.

 

– Podejrzewam, że zaczynają je rozróżniać wtedy, kiedy wpadają w kłopoty i trzeba pogłębionej wiedzy, żeby się z nich wykaraskać?

– Oczywiście. Spotykamy się z takimi sytuacjami, że ktoś obsługiwany przez biuro rachunkowe przychodzi po pomoc, kiedy w trakcie kontroli skarbowej pojawiają się wątpliwości i trzeba wobec organu kontrolującego jakieś rzeczy wyjaśnić.

25-lecie-debet-fot-marcin-betlinski-28-10-16-64

– Skala trudności w poruszaniu się w obszarze prawa, finansów i podatków rośnie wraz z dojrzewaniem biznesu. Duże firmy zaczynają prowadzić działalność nie tylko w skali kraju, eksportują, mają rozliczenia międzynarodowe. Czy w tym zakresie Państwo jako Debet i Pani osobiście również pomagacie?

– Tak, oczywiście, obsługujemy firmy o różnym statusie. Ja i moja kancelaria zaczęliśmy się specjalizować w specjalnych strefach ekonomicznych. Właściwie jesteśmy od początku pierwszą kancelarią, która obsługuje kompleksowo strefę koszalińską, oczywiście jako biuro outsourcingowe, nie jako wprost księgowy strefy. Mogę powiedzieć, że jesteśmy wyspecjalizowani w kwestiach związanych z nabyciem i zbyciem nieruchomości. To wymaga oczywiście stałego doskonalenia zawodowego, bo to są bardzo trudne tematy. Zresztą wszędzie tam, gdzie wchodzą w grę ulgi podatkowe, trzeba wykazać się głęboką i wciąż aktualizowaną wiedzą.

 

– Podejrzewam, że w przypadku prawa do ulg i szczególnych sytuacji podatkowych organy kontrolne są bardziej wyczulone, a rzetelność ze strony przedsiębiorcy jest szczególnie istotna.

– My od zawsze, od początku działalność, na co dzień pracujemy z organami kontrolnymi. Nie ma chyba dnia, żeby u kogoś z naszych klientów nie było kontroli, żeby urząd o coś nie zapytał. Tak więc słowo „kontrola” nas nie przeraża. Po prostu udostępniamy dokumentację, w razie wątpliwości wyjaśniamy sytuację. To zbierane przez 25 lat doświadczenie jest bardzo ważne i przydatne. Z drugiej strony niejednokrotnie mam odczucie, że także urzędnicy już się orientują, że jeśli my kogoś obsługujemy, będzie to wykonane w pełni profesjonalnie i solidnie.

 

– Czy Pani niegdysiejsza praca w Izbie Skarbowej, czyli niejako po drugiej stronie barykady, jakoś pomaga? To znaczy znajomość pragmatyki, podejścia, sposobu myślenia?

– W jakimś stopniu na pewno. Pozwala uniknąć niektórych błędów popełnianych przez kontrolowanych i ułatwia zrozumienie sposobu myślenia kontrolujących. My ich zresztą nigdy nie traktujemy jak wrogów, ale jak partnerów. Oni mają do wykonania swoją pracę, my swoją. Ja zawsze mówię, że jeśli są przepisy, które można dostosować i wykorzystać u danego przedsiębiorcy, to trzeba to zrobić. Nie boję się ryzyka. Spotykam się jednak z sytuacjami, że księgowi z obawy przed kontrolą i ewentualną koniecznością obrony określonego przyjętego stanowiska wolą nie wykorzystywać wszystkich dostępnych możliwości prawnych. Dzieje się to ze stratą dla przedsiębiorcy. I tutaj wyraźnie widać różnice między biurem rachunkowych a doradcą podatkowym.

Halina Kozak w otoczeniu grupy klientów - gości Jubileuszu

Halina Kozak w otoczeniu grupy klientów – gości Jubileuszu

– Czyli biura rachunkowe podchodzą bardziej asekurancko?

– Nie wszystkie, ale wg mojej wiedzy bardzo często. Typowe jest stwierdzenie: „Nie róbmy tego, bo kontrola przyjdzie”. Kontrola, jeśli musi przyjść, to przyjdzie. Lepiej zresztą niech przyjdzie jak najwcześniej, bo jej odwlekanie jest tylko na niekorzyść klienta. Im wcześniej rozstrzygniemy wątpliwość, tym lepiej. Jeśli się w czymś mylimy, możemy od razu skorygować stosowaną interpretację, nie brnąc daleko w jej konsekwencje. Tak jak już mówiłam: my nie mamy stresu z powodu kontroli, jesteśmy po prostu do niej przyzwyczajeni.

 

– Stereotypowe wyobrażenie rysuje ludzi ze „skarbówki” jako groźnych, nieprzejednanych, czyhających na potknięcia podatnika. Ale to chyba niesprawiedliwy obraz, bo można zauważyć, że urzędy skarbowe zmieniają się w podejściu do interesanta. Choćby taki drobiazg, że przedsiębiorca przed terminem płatności podatku od towarów i usług, czyli popularnego VAT-u, dostaje uprzejmego SMS-a o treści „Naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego w Koszalinie przypomina, że zbliża się termin…”

– Urzędy walczą o status „urzędu przyjaznego dla podatnika”. To jest ogólnopolski ranking, który ma prestiżowe znaczenie i który przez lata zrobił dużo dobrego w relacjach urząd – podatnik. My na współpracę nie narzekamy. Jeśli urzędnik ma rację, to nie ma co na siłę dyskutować. Jeśli wkradł się błąd, trzeba go skorygować. W tym gąszczu często sprzecznych interpretacji i wyroków sądowych może się to zdarzyć nawet u najlepszych. Ale tam, gdzie sytuacja jest niejednoznaczna, trzeba przedstawić swoje argumenty, bo nie jest tak, by one nie miały znaczenia i były z góry odrzucane. Oczywiście w trakcie kontroli dochodzi jeszcze czynnik osobowościowy zarówno po stronie kontrolującego, jak i kontrolowanego. Część nieporozumień wynika ze starcia osobowości, a nie z przyczyn merytorycznych. Gotowość słuchania drugiej strony, otwartość na argumenty, dobra wola są kluczowe i ułatwiają obu stronom życie.

 

– Wróćmy do zespołu. Kiedy mowa o ponad dwudziestu pracujących w Debecie osobach, pewnie wchodzi w grę jakaś specjalizacja?

– Mamy właściwie trzy specjalizacje. Pierwsza to kadry i płace. Takie wydzielenie jest potrzebne, bo jak wiemy, przepisy ZUS-owskie bardzo się zmieniają, podobnie jak Prawo pracy. Księgowa, która księguje w jakiejś niedużej firmie dokumenty, nie jest w stanie jednocześnie opanować wszystkich zmian we wspomnianych przepisach. Drugi dział to księgi rachunkowe, a trzeci – księgi podatkowe. W każdym dziale potrzebna jest znajomość ogromnej liczby przepisów, często zresztą modyfikowanych. Dlatego z mojej inicjatywy odbywają się szkolenia w każdym z tych trzech obszarów. Daje mi to poczucie większego bezpieczeństwa, bo lepiej przygotowani pracownicy popełniają mniej błędów. A trzeba pamiętać, że odpowiedzialność przed fiskusem jest moja; pracownik odpowiada tylko przede mną na zasadach ogólnych odpowiedzialności zatrudnionego wobec pracodawcy. Im lepiej wykształconych mam pracowników, tym moje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo moich klientów jest większe.

 

okladka– Jak liczne jest grono klientów Pani firmy?

– Przeanalizowałam to niedawno w związku z 25-leciem firmy. Wychodzi na to, że klientów mamy obecnie około 220.

 

– Same duże podmioty, jak koszalińska podstrefa ekonomiczna?

– Różne. Duże, małe, a nawet jednoosobowe.

 

– A jakie firmy są klientami od samego początku?

– To całkiem liczne grono. Na przykład KOBET, czyli duża firma budowlana. Obsługiwałam od początku powstania firmę JAAN i brałam udział w jej sprzedaży zagranicznemu inwestorowi. Miałam udział w powstaniu firmy Nordglass, która nie jest obecnie naszym klientem, ale pozostał przy nas pan Janusz Jankowiak, dawniej współwłaściciel JAANA i NORDGLASSU, który założył nową firmę i ją wspaniale rozwija. Dalej jest firma INFRABUD pana Janusza Kłosowskiego. Już od ponad 20 lat jest z nami firma Mojsiuk, a właściwie obecnie cała grupa spółek. Mogłabym jeszcze długo wymieniać. Ale nasi klienci to nie tylko koszalinianie. Obsługujemy duże przetwórstwo rybne działające w Darłowie, dużą firmę transportową ze Słupska, parę dużych firm z Białogardu.

 

– Gdy współpracuje się dwadzieścia lat i więcej, relacje pewnie stają się bliskie?

– Zawiązują się nawet przyjaźnie! To jest bardzo sympatyczne. Tak jak i to, że klientami są już często dzieci wcześniejszych klientów, bo wchodzą one w biznes.
– Z drugiej strony długo trwająca współpraca zaświadcza o wysokim poziomie zaufania.
– Były pojedyncze przypadki, że rozstałam się z klientami. Czasami z tej przyczyny, że mimo jasnych rekomendacji co do decyzji finansowych, klient chciał działać po swojemu, przez co narażał siebie i nas na niebezpieczeństwo zarzutu nagięcia albo złamania prawa.

 

– Czyli pewne „numery” nie przejdą?

– Czasami oceniamy dokumenty i mówimy: „Proszę państwa, trzeba to i to zmienić, bo inaczej zlecenia nie przyjmujemy”. Oczywiście, bywają sytuacje podatkowo niejednoznaczne, ale wtedy jasno pokazujemy klientowi różne możliwe rozwiązania i to on musi podjąć ostateczną decyzję. Zawsze uświadamiamy klientowi ryzyko. Nie na każde ryzyko możemy się zgodzić. Jest już parę wyroków w stosunku do kolegów-doradców podatkowych, które dobitnie podkreślają odpowiedzialność doradcy. Fakt, że klient polecił kancelarii określony dokument zaksięgować tak a nie inaczej, albo wykonać określoną czynność, nie zwalnia doradcy od odpowiedzialności. Sądy wychodzą ze słusznego założenia, że profesjonalny doradca nie powinien się na takie działania zgodzić. Wręcz rolą doradcy podatkowego jest nie dopuścić do wątpliwej prawnie transakcji.

 

– Skoro jest zawinienie, to jest pewnie i kara dla doradcy.

– Tak, bo polisa OC polisą OC, ale firma asekuracyjna odmówi wypłaty ubezpieczenia, kiedy jest sądowe stwierdzenie nieprawidłowego działania.

25-lecie-debet-fot-marcin-betlinski-28-10-16-68-rozkladowka

– Czy to grozi też utratą uprawnień?

– Może grozić. Mamy w swoim kodeksie etyki określenie „z przepisu nieskazitelni”. Podobnie zresztą, jak adwokaci. To są zawody zaufania publicznego. To zobowiązuje do zachowania najwyższych standardów rzetelności.

 

– Wśród klientów ma Pani dzieci pierwszych, niegdysiejszych klientów. A to kieruje uwagę na zjawisko sukcesji. Firmy powstawały w czasach przełomu, w pierwszych latach 90. Ich założyciele są często ludźmi dobiegającymi wieku emerytalnego lub wręcz już emerytami. Czy w tym zakresie Państwo również jakoś pomagają przedsiębiorcom?

– Staram się z klientami o tym otwarcie rozmawiać. Są to niezwykle ważne kwestie. Do przekazania władzy w firmie albo jej własności trzeba się dobrze przygotować, a na pewno nie zostawiać tego rozstrzygnięciom testamentowym. Nieprzygotowanie na taką sytuację może zagrażać bezpieczeństwu firmy. Należy uporządkować sprawy, czasami zmienić formę prawną spółki. Nikt z nas nie jest wieczny i nawet jeśli czujemy się doskonale w wieku 65 czy 70 lat, nie oznacza to, że będziemy zdolni do pracy jeszcze długie lata. Najtrudniejszym wyzwaniem jest sytuacja, kiedy dzieci właścicieli przedsiębiorstwa nie są zainteresowane jego przejęciem, bo mają własne wyobrażenie ścieżki zawodowej, często w zupełnie innej branży. To dotyczy również mnie, więc dla bezpieczeństwa moich pracowników i klientów również myślę o zmianie formy prawnej kancelarii. Co prawda moje dzieci są ekonomistami, ale syn skupił się na prowadzeniu hotelu i o przejęciu kancelarii ani myśli, a córka mieszka i pracuje za granicą.

 

– Pracuje, co warto podkreślić, w Banku Światowym.

– Osiągnęła to ciężką pracą i uporem. Wybrała samodzielną drogę rozwojową i o powrocie do Polski nie ma mowy.

 

– Czy jest Pani w stanie określić, ile osób przewinęło się w ciągu 25-lat przez Pani firmę?

– Oczywiście, że wiem (śmiech). To prawie setka osób. Kiedy wspominam pierwsze lata, zawsze na myśl przychodzi mi Mirosława Kuczko, która była moim pierwszym pracownikiem. Ona nadal jest w zawodzie, prowadząc księgi rachunkowe w firmie męża. Spośród moich dawnych pracowników wyrosła grupa osób prowadzących obecnie działalność samodzielną. Współpracuję z nimi nadal poprzez wspólnych często klientów. Kancelaria nie jest dużą firmą, trudno więc mówić o hierarchii i przez to możliwości awansu. Ja podchodzę do sprawy racjonalnie. Jeśli pracownik zdobędzie kwalifikacje, ma ambicję, szuka czegoś własnego, nie ma powodu, by mu utrudniać usamodzielnienie. Choć zawsze żal, bo to ileś wspólnych przeżyć, a z drugiej strony konieczność znalezienia w to miejsce nowej osoby i znów szkolenie. Nie miałam przypadku, by ktoś opuścił Debet wraz z klientami, co przytrafiło się moim przyjaciołom doradcom w różnych miastach.

 

– To budujące, gra fair ze strony pracowników.

– Ja to odbieram jako wyraz szacunku.

 

– Z drugiej strony to chyba daje satysfakcję, kiedy dawni pracownicy radzą sobie na rynku?

– Cieszę się, że im się wiedzie. Spotykamy się na szkoleniach, konferencjach. Kiedyś prowadziłam szkolenie w Koszalinie, spojrzałam po sali i zrobiło mi się bardzo miło, bo zobaczyłam pięć głównych księgowych różnych przedsiębiorstw, które szlify zawodowe zdobywały u mnie. To naprawdę duża satysfakcja.

 

– Jeśli Pani z taką życzliwością traktuje swoich dawnych współpracowników, pewnie i oni to odwzajemniają?

– Pamiętam, jak sama odchodziłam z Izby Skarbowej. Dyrektorem był wtedy pan Ryszard Kotlewski. Poprosił mnie na rozmowę i namawiał, żebym nie odchodziła. Kiedy przyszłam po świadectwo pracy, jeszcze próbował mnie zatrzymywać, ale jak zobaczył moją determinację, życzył mi powodzenia. To było mocno wspierające, dodawało siły. Później, kiedy miałam kontakty z Izbą, zawsze były one sympatyczne, a dyrektor spotkania ze mną rozpoczynał od żartobliwego pytania: „Jak się wiedzie mojej uciekinierce?” Ja podobnie traktuję moich współpracowników. Nigdy nie warto zatrzaskiwać drzwi.

 

– Pani dużo pracuje, dużo czyta, odświeżanie wiedzy również zabiera mnóstwo czasu. Jak znajduje go Pani jeszcze na własne potrzeby?

– Nauczyłam się dobrze wykorzystywać czas. Rzeczywiście pracuję dużo. Często, chodzę z jakimś problemem klienta w głowie nawet w czasie, który niby jest prywatny… Ale inaczej być nie może, trzeba znaleźć rozwiązanie, bo po to przyszedł klient i on czeka na możliwie szybko udzieloną radę. Dlatego czas prywatny to pojęcie umowne.

 

– Jak Pani odpoczywa?

– Jestem morsem, więc w porze zimowej regularnie biorę zimne kąpiele. Lubię żeglować. Często spotykamy się w gronie przyjaciół – doradców, gdzieś w Polsce. To z jednej strony jest forma samodoskonalenia zawodowego, ale przy okazji również zwiedzanie. Podróżuję. Mam na swojej liście parę miejsc do odwiedzenia…

 

– Pewnie jest na niej Meksyk, gdzie mieszka córka i jej rodzina?

– Byłam tam już trzy razy. I rzeczywiście, chcę pojechać ponownie. Tam mieszka mój najmłodszy wnuczek. Dwoje starszych mam w Koszalinie, niejako przy sobie.

 

– Jest Pani zadowolona z tych mijających 25 lat Debetu?

– Uważam, że mi się powiodło. Dlatego mam potrzebę podzielić się tym sukcesem i szczęściem, angażuję się więc w różne działania pomocowe, charytatywne. To forma podziękowania za łaskawość losu.

 

 

Zobacz galerię zdjęć

Przejdź do galerii >