Każdy jubileusz skłania do podsumowań. W przypadku firmy Agrobud suma dokonań ćwierćwiecza to: nowoczesne ciągi produkcyjne, miliony metrów sześciennych wydobytego kruszywa, wyprodukowanego betonu, miliony sztuk kostki brukowej i innych elementów budowlanych, katalog wyrobów zawierający prawie półtora tysiąca pozycji. Ale również setki oddanych do użytku mieszkań, bo producent betonu od pięciu lat działa z powodzeniem na rynku deweloperskim. Krzysztof Hendzel, wiceprezes Agrobudu, podkreśla jednak, że to tylko jeden wymiar osiągnięć. Inny, bardzo ważny, to to, że rozwój rodzinnej firmy jest efektem ciężkiej pracy jego bliskich i zaufania, jakim obdarzyli ją współpracownicy, pracownicy i klienci. Szczególnie podkreśla rolę swego ojca, pana Mieczysława Hendzla, od którego wszystko się zaczęło: – On położył fundamenty pod nasz sukces i nadal uczestniczy w jego utrwalaniu. Dla mojego taty Agrobud jest dziełem życia i jego żywym pomnikiem.

Firma obchodzi 25-lecie, ale jej korzenie to rok 1989 i spółka Prohandlus, założona przez pana Mieczysława Hendzla, z którym od samego początku pracował syn – Krzysztof. Specjalnością firmy od zawsze jest beton towarowy, czyli podstawowy materiał dostarczany na budowy „gruszkami”, a na miejscu, w trzech nowoczesnych zakładach, wykorzystywany do produkcji kostki brukowej i elementów prefabrykowanych.
Krzysztof Hendzel wspomina: – Pierwszy metr sześcienny betonu sprzedał mój tato, a wyprodukowałem ja osobiście. Wtedy nie mieliśmy własnego sprzętu, a tylko wynajęty węzeł betoniarski. Później była tułaczka, przenosiny z miejsca na miejsce. W 1993 roku osiedliśmy przy ulicy Połczyńskiej.

 

Kierunek: rozwój

Kluczowy dla rozwoju Agrobudu był rok 1996. – Mieliśmy w spółce paru współudziałowców. Różniliśmy się z nimi wyobrażeniem kierunku rozwoju. Dlatego rozeszliśmy się z nimi i wyznaczyliśmy sobie własne cele, obraliśmy własną drogę. Baza przy ulicy Połczyńskiej nie dawała nam możliwości rozbudowy, bo była za mała. W 2004 roku kupiliśmy Koszalińskie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych, przejmując jego bazę przy ulicy Szczecińskiej. Zaczęły się rodzić przemyślenia, by pójść w produkcję masową. W 2007 roku powstał węzeł betoniarski w Ustroniu Morskim. W 2008 roku kupiliśmy kolejne węzły betoniarskie i wyposażenie pierwszej fabryki kostki brukowej. Również w 2008 roku uruchomiliśmy na zakupionych gruntach kopalnię kruszyw w Ratajkach – relacjonuje Krzysztof Hendzel.

Kolejne inwestycje to rok 2011 – węzeł betoniarski na terenie kopalni kruszyw w Ratajkach. Z kolei po dokupieniu przyległych działek przy ulicy Bohaterów Warszawy główna baza Agrobudu poszerzyła się do pięciu hektarów. To sprawiło, że firma ma nadal przestrzeń rozwojową.

 

Przyspieszenie

Ostatnie pięć lat to okres szczególnie dynamicznego rozwoju. Obecnie Agrobud to trzy w pełni zautomatyzowane zakłady wytwórcze, już nie tylko kostki, ale również prefabrykowanych elementów budowlanych. Są wśród nich elementy ciężkie – takie, jak płyty drogowe, fundamenty pod słupy oświetleniowe, telekomunikacyjne, własny system budowlany Termobud (czym jest – wyjaśniamy w ramce).

Dzięki przemyślanym inwestycjom Agrobud umocnił się w roli potentata na lokalnym rynku materiałów budowlanych. Znacząco powiększył zarówno ilość wytwarzanych elementów prefabrykowanych, jak i ich asortyment. Dostarcza wszystko, co potrzebne do budowy dróg i placów. Z własnego surowca, na własnych liniach technologicznych, produkuje rozmaite elementy betonowe używane do konstrukcji budynków mieszkaniowych: od bloczków fundamentowych, przez systemy ścienne po systemy stropowe. Jak podkreślają szefowie firmy, jest ona w stanie samodzielnie wyprodukować 90 procent elementów potrzebnych do wznoszenia konstrukcji domów.
Krzysztof Hendzel podkreśla, że proces rozwojowy trwa nieprzerwanie: – W tej chwili będziemy stawiać linię do produkcji elementów służących do budowy kolektorów sanitarnych i sieci wodno-kanalizacyjnych. Nasze zdolności wytwórcze są olbrzymie, bo jest to parę tysięcy metrów sześciennych betonu dziennie. One jeszcze się powiększą. Planujemy uruchomić węzły betoniarskie w Słupsku i Lęborku. Być może będą kolejne, choć o tym za wcześnie mówić. Mamy szerokie grono zadowolonych klientów. Widać nas nie tylko w Koszalinie, ale i w Kołobrzegu, w Darłowie. Dostarczamy odbiorcom beton towarowy w promieniu 50 km od Koszalina. W zakresie materiałów budowlanych, prefabrykatów, działamy dużo szerzej, bo jesteśmy rozpoznawalni aż w promieniu 200 kilometrów.

agrobud-9

Na nowym rynku

Ostatnie lata to również brzemienna w skutki decyzja o wejściu na rynek deweloperski. Do prowadzenia działalności deweloperskiej powstała „spółka – córka”, czyli Agrobud Hendzel Spółka Komandytowa. Konkurencja przyglądała się temu uważnie, nie brakowało sceptycznych komentarzy. Powątpiewano, czy firma bez doświadczenia w branży budownictwa mieszkaniowego da sobie w niej radę. Czas pokazał, że sobie poradziła, o czym świadczy 500 wybudowanych mieszkań. Założenie na starcie było takie: wykorzystać potencjał własnych wytwórni betonu i materiałów budowlanych oraz pozyskać nowych klientów – nabywców domków i mieszkań.
– Nie można o nas powiedzieć, że jesteśmy liderami, ale wszyscy ci, którzy nam źle wróżyli, mogą czuć się zawiedzeni, albo przynajmniej zdziwieni. Zyskaliśmy liczne grono nowych klientów, zaistnieliśmy w tej nowej dla nas dziedzinie w sposób zdecydowany. Rynek budownictwa wielorodzinnego ma określoną chłonność, zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego rozważnie planujemy kolejne inwestycje i dlatego również zamierzamy wyjść poza Koszalin i Sianów. Mamy w planach 120 apartamentów nad morzem. O szczegółach nie chcę jeszcze mówić. Będą to apartamenty z pełną bazą opieki nad ciałem, czyli ze SPA i innymi usługami, jakie wiążą się z komfortowym wypoczynkiem. Ale planujemy również kolejne osiedla mieszkaniowe w Koszalinie. Jedno z nich nazywać się będzie „Viktoria Park”. Drugie powstanie po wyprowadzeniu się firmy z ulicy Połczyńskiej.

Przyszły kompleks „Viktoria Park” to teren niemal na granicy Koszalina i Niekłonic, tuż za przejazdem kolejowym przy ul. Lechickiej (jadąc do Niekłonic – po lewej stronie). Jest to osiem hektarów gruntu pod zabudowę, gdzie powstanie 600 numerów lokali mieszkalnych. Będą to budynki wielorodzinne, po 12 mieszkań w budynku plus domki jednorodzinne. – Zaoferujemy więc bardzo dobrą lokalizację i bardzo dobrą jakość w przystępnych cenach. Myślę, że takiego połączenia walorów w jednym rynek koszaliński jeszcze nie widział. Latami szukaliśmy dużego areału w Koszalinie, aż w końcu trafiliśmy na tę ofertę.

Określone są już urzędowe warunki zabudowy. Odbywa się projektowanie. Rozpoczęcie tej inwestycji nastąpi na przełomie bieżącego i przyszłego roku. – Kiedy zakończenie? Nie wiem – mówi Krzysztof Hendzel. – To trudno przewidzieć. Kiedy zaczynaliśmy działalność deweloperską, zakładaliśmy wybudowanie 1000 mieszkań w ciągu 20-25 lat. Tymczasem, upłynęło pięć lat, a my mamy na koncie 500 oddanych do użytku mieszkań. Tak więc, jaki będzie efekt następnych 10 lat, nie umiem i nawet nie próbuję ocenić.

Kolejna duża inwestycja będzie miała za lokalizację teren wspomnianej bazy Agrobudu przy ulicy Połczyńskiej. Tam z czasem powstanie ok. 300 mieszkań w zabudowie wielorodzinnej. Inwestycja rozpisana jest na kilka lat. Rozpocznie się również w przyszłym roku.

 

Odwaga i wyobraźnia

Krzysztof Hendzel dumny jest z tempa i efektów rozwoju firmy. Kiedy wspomina początki, przywołuje w pamięci rok 1989 i odważną decyzję swego ojca, który postanowił wtedy rozpocząć działalność na własny rachunek. Odczuwało się już ducha zmian gospodarczych, ale wciąż ich kierunek był niewiadomą. Nadal działały wielkie państwowe firmy budowlane i one decydowały o obrazie rynku. Wydawały się niezagrożone żadną konkurencją.
Ale ona się już rodziła. Jej pierwocinami były takie inicjatywy, jak pana Mieczysława Hendzla, który postanowił założyć prywatną wytwórnię betonu. W tamtych warunkach trzeba było do tego dużej wyobraźni i determinacji, zdolności podjęcia ryzyka. – Tato był w Koszalinie pionierem betoniarstwa prowadzonego w formie prywatnej działalności. Nigdy nie zapomnę pierwszego wyprodukowanego przez nas kubika betonu, wytworzonego w prywatnym węźle betoniarskim. Z czasem nabieraliśmy doświadczenia, kupowaliśmy urządzenia, rozszerzaliśmy produkcję. Motor tego wszystkiego to mój tato, który zawsze był dla mnie wzorem ciężkiej pracy i odpowiedzialności. Wtedy, w roku 1989 po raz kolejny w życiu okazał charakter. Mimo dojrzałego już wieku zdolny był zacząć wszystko od nowa. Miałem to szczęście, że mu w tym towarzyszyłem – podkreśla Krzysztof Hendzel. – Agrobud rósł, aż doszedł do dzisiejszej postaci. Jesteśmy pewni swych umiejętności, zarówno jako wytwórca betonu, elementów prefabrykowanych, jak i deweloper. Pracujemy zgodnie z wszelkimi normami, oferujemy najlepszą jakość. Nie potrafimy produkować źle. Potrafimy produkować wyłącznie dobrze.

Akcent na współpracę

Jak podkreślają szefowie Agrobudu, dalszy rozwój swojej firmy chcieliby opierać na dobrej współpracy z innymi: – Doceniamy dobre firmy, umiemy uznać ich dorobek. Sami uważamy się za firmę dobrą, godną zaufania i poprzez jej dorobek, także godną szacunku. Zapraszamy firmy z naszej branży do udziału w naszym rozwoju. Trudno zrozumieć sytuację, kiedy takie szanse współpracy nie są wykorzystywane. Koszalin jest na tyle dużym i rozwojowym miastem, nadal chłonnym, że dla każdego się znajdzie miejsce. Pójdzie to wszystko łatwiej, jeśli będzie panować zdrowa konkurencja, a przedsiębiorcy będą zdolni przełamywać uprzedzenia i dostrzegać we współpracy korzyści dla wszystkich.

Obecnie bieżące zarządzanie firmą, nadal rodzinną – co warto dobitnie podkreślić – to wysiłek Krzysztofa Hendzla, jego żony Iwony Hendzel i wciąż obecnego w życiu firmy jej założyciela – pana Mieczysława Hendzla. – W tym naszym biznesie podporą jest wciąż mój tato. Od lat jest już na emeryturze, ale wciąż pozostaje prezesem i najważniejszą osobą w firmie. On jest ojcem sukcesu, bo to on położył fundamenty Agrobudu i napisał w księdze jego dziejów pierwsze, najważniejsze rozdziały. Ogromny wkład w rozwój firmy ma również moja żona, która – powiedziałbym to żartem – jest „ofiarą” naszego burzliwego rozwoju, bo przybywa jej obowiązków. Nie potrafię sobie wyobrazić, by miejsce mojego taty albo miejsce mojej żony zajął ktokolwiek inny. Małżonka jest szefową od nieruchomości, od bieżącego zarządzania firmą i wielu, wielu innych rzeczy. Kiedy zdarzy się, że z różnych powodów w jednej albo drugiej spółce zabraknie jakiegoś pracownika, na przykład ktoś odejdzie albo na dłużej zachoruje, moja żona potrafi zastąpić go i pracuje wtedy nie tylko wykonując obowiązki własne, ale również obowiązki dwóch czy trzech innych osób. Umie to zrobić w sensie merytorycznym, ale również umie tak sobie zorganizować pracę, by temu wszystkiemu podołać. Podziwiam ją za to.

 

Siła rodziny

okladkowe-agrobud-wrzesien-2016Jak podkreśla pan Krzysztof, w takich relacjach jak firma rodzinna ważne jest to, by wzajemnie się wspierać i dodawać sobie sił. Trzeba wykluczyć słowa „problem”, „nie da rady”, „później”. Trzeba wspólnie rozwiązywać różne trudne sytuacje, bo z każdej takiej sytuacji jest jakieś wyjście. – Jeżeli z góry przyjmiemy, że coś jest problemem, odbieramy sobie szansę na załatwienie tej sprawy. Myślimy negatywnie. Trzeba wszystko traktować jak wyzwanie. Słowo „problem” doprowadza do stanu bezradności, odbiera siłę i motywację. Wolę więc słowo „sytuacja”, „zdarzenie”, „wyzwanie”. Kiedy stałem się dorosłym człowiekiem, przez jakieś 20 lat przestałem marzyć. Kiedy urodziła się moja najmłodsza córka Wiktoria, 10 lat temu, zacząłem znowu marzyć. Wcześniej wyznaczałem sobie cel i dążyłem do jego realizacji. Obecnie również wyznaczam sobie cele, ale dopuszczam też marzenia. Takie życie jest bogatsze – dzieli się swoimi refleksjami Krzysztof Hendzel.

W naszej rozmowie do rodziny, jej znaczenia, jej wartości powraca wielokrotnie. Akcentuje znaczenie wzorców, jakie wyniósł z domu rodzinnego. Podkreśla również to, w jak ogromnym stopniu jego najbliżsi – rodzice, żona, dzieci – są dla niego źródłem siły i wsparcia. Mówi: – Człowiek powinien po sobie coś zostawić. Powinien się po prostu w jakiś sposób zrealizować, ale i zostawić coś innym. Pomnikiem mojego taty jest Agrobud. Ja szukam również takiego zadania dla siebie. W pracy, w budowaniu firmy, nie chodzi wcale o pieniądze. One są ważne do jakiegoś momentu. Ale przychodzi chwila, kiedy schodzą one na plan dalszy. Nie są celem. Powiedziałbym nawet, że kiedy pieniądze są celem samym w sobie, działanie traci swoją prawdziwą wartość. A tu chodzi o coś więcej. O wspólne przeżywanie różnych sytuacji, dochodzenie do ustalenia wspólnych celów, o wspieranie się w sytuacjach, gdy przychodzi kryzys, ale i o wspólne cieszenie się dobrymi skutkami wysiłku. Jestem wdzięczny moim bliskim, że są w stanie wytrwać przy mnie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że mam niełatwy charakter – stwierdza Krzysztof Hendzel. – Dla mnie ważnymi kryteriami oceny ludzi jest prawdziwa dobroć i szlachetność. Takimi osobami są moja żona i moja mama. Wnoszą w życie innych te właśnie wartości.

 

osiedle-panoramaFirma jak rodzina

Z ciepłem mówi również o współpracownikach: – Kiedy myślę o tych minionych 25 latach, mam satysfakcję nie tylko z tego, że z małej firemki staliśmy dużym, rozpoznawalnym na rynku przedsiębiorstwem ze stale rosnącym potencjałem. Cieszy mnie fakt, że większość naszej załogi – choć średnia wieku to tylko 37 lat – stanowią osoby z długoletnim stażem. Niektórzy są z nami od niemal początku, inni po kilkanaście lat. Sukces Agrobudu to również ich praca, zaangażowanie. Trudno wymienić wszystkich, ale kilka osób wspomnę. To jest na przykład pani Regina Urbanowicz, nasza nieoceniona księgowa z 23-letnim stażem w Agrobudzie. Kierownik produkcji Marcin Heland przyszedł do pracy 20 lat temu. Pamiętam, jak był zdziwiony, kiedy uczyłem go, wtedy młodego chłopaka, „rozmawiać” z obsługiwaną maszyną. I on tego się nauczył – rozmawiał z maszynami, które miał pod opieką. Angażował się w to, co robił, dojrzewał jako pracownik. Podobnie Krzysztof Ziemann, obecnie brygadzista, czy Paweł Szmalec, który jest menedżerem – koordynatorem pracy. Inny przykład to pani Agnieszka Machała, koordynatorka, która zaczynała 18 lat temu. Osoba niezwykle wrażliwa, uczynna, uprzejma. Obserwowałem jak się zmienia, jak się rozwija, jak sobie układa życie – po prostu dojrzewa. Ci moi ludzie budowali swoje życie w związku z firmą i w oparciu o firmę. Wspominam też pana Stefana Kudełkę, który pracował z nami 27 lat, czyli jeszcze w okresie przed Agrobudem. To elektryk, który dwa lata temu przeszedł na emeryturę. Firma nie miała przed nim żadnych tajemnic. On budował ją razem z moim tatą i ze mną od pierwszej śrubki. Takich pracowników mam wielu. Takich, z których jestem dumny. Wśród nich jest także mój syn, Łukasz, któremu przekazuję wartości, w jakie sam zostałem kiedyś wyposażony.

Krzysztof Hendzel podkreśla, że ma szczęście spotykać na swojej drodze niezwykłych ludzi, kontakt z którymi pozwala mu spojrzeć na wyzwania i życie z różnych punktów widzenia. W sposób szczególny docenia inspiracje płynące z rozmów z architektem Markiem Jankowskim: – Znamy się od paru lat. Dużo mu zawdzięczam. To człowiek, który dla mnie jest nie tylko wsparciem fachowym. Potrafimy po parę godzin dziennie rozmawiać nie tylko o projektach, ale i o życiu. Jest człowiekiem, który ma olbrzymią wiedzę, a zachowuje przy tym skromność. Bez wątpienia pasjonuje się tym co robi i to nas łączy. Tak jak pojmowanie uczciwości i rzetelności. Mam dla pana Marka wielkie uznanie i szacunek.

agrobud-10

Samorealizacja

Rozwój Agrobudu to efekt ciężkiej pracy, poświęcenia części życia prywatnego. Czy warto więc tak bardzo się angażować? Pan Krzysztof od dawna ma na to pytanie przemyślaną odpowiedź: – Człowiek, jeśli robi coś z zaangażowaniem, ze szczerą intencją, myśląc nie tylko o sobie i nie tylko przez pryzmat wartości materialnych, jest w stanie osiągnąć dużo. Chcąc rozwijać firmę, trzeba znaleźć dla siebie miejsce, jak to się mówi: kawałek swojego pastwiska, na którym firma będzie mogła się karmić, czyli rosnąć, podejmować nowe wyzwania. I to jest twórcze. Bo tutaj nie ma prostych, z góry danych rozwiązań. Trzeba szukać własnej drogi, rozwiązywać trudne sprawy na swój sposób, przewidywać, ryzykować. A przede wszystkim trzeba zakasać rękawy i ciężko pracować. „Dopóty walczysz, jesteś zwycięzcą” – powiedział święty Augustyn. To jest sentencja, która mi stale towarzyszy. Moim prywatnym mottem jest stwierdzenie: „Człowiek rodzi się po to, aby godnie żyć, a umrzeć powinien w chwale”. I ta chwała to nie jakieś wysokie tytuły, godności, wielkie majątki, ale to, że pozostaniemy w czyjejś pamięci. Jako dobry nauczyciel, fachowiec, życzliwy i pomocny człowiek, czyli wtedy kiedy coś z siebie dajemy i ma to swoją wartość. Być może nie dla wszystkich, ale dla nas i tych, z którymi żyjemy, dzielimy czas, pracę. I w tym kontekście umieszczam moją mamę, tatę, żonę. Bo oni taką wartość sobą reprezentują. Dla mnie, dla naszych pracowników, ale także dla ludzi, którzy z nami współpracują albo z zewnątrz tylko się przyglądają.

Zdaniem naszego rozmówcy, moment kiedy w biznesie pieniądze przestają być wartością samą w sobie, jest jak przekroczenie bariery dźwięku. – Z budowaniem biznesu jest tak, jak malarstwem. Jeśli malarz namalował dobry obraz, o którym się mówi, że jest arcydziełem, ma przestać malować? Moją formą samorealizacji, tak jak formą samorealizacji dla taty, żony, jest budowa firmy. Biznes ma wymiar twórczy. Dbanie o rozwój nie wynika z chciwości czy pazerności. Tu chodzi o satysfakcję z faktu, że powstaje coś nowego. Że mogę się sprawdzić. Że przy tym powstaje coś, co jest trwałe, a służy wielu ludziom. Dzięki temu ktoś ma pracę, a jego rodzina utrzymanie. Ktoś inny ma z tego materiały i może budować. A ktoś inny uzyskuje mieszkanie, swoje miejsce do życia. To są konkrety. I obserwuję to, że z biegiem czasu mam więcej dystansu do wydarzeń. Czerpię satysfakcję z tego, że sprawy idą dobrze, że chwalą nas ludzie – choćby za to, że samochody mamy czyste, zadbane, że na placach składowych panuje porządek. Nie może być inaczej, bo to świadczy o mnie. Jeszcze jedna analogia. Przez podobieństwo z rolnikiem, takim tradycyjnym, sprzed lat. Taki rolnik budząc się rano wiedział, co ma w ciągu dnia do zrobienia. On nie musiał się zastanawiać, bo te wszystkie czynności były naturalne i oczywiste: dbał o zwierzęta, karmił je, poił, czyścił. To było coś, co było wpisane w jego życie. Coś, co było właściwie jego życiem. I podobnie jest ze mną. Ja uwielbiam pracę, uwielbiam swoją firmę, ja nie muszę każdego dnia zastanawiać się, co jest dla mnie zadaniem tego dnia, bo to się układa w naturalny ciąg. I ja śmiem to nazwać samorealizacją. To buduje poczucie własnej wartości, daje poczucie spełnienia, daje jakiś wewnętrzny spokój. Nawet wtedy, kiedy dla kogoś z zewnątrz jakaś sytuacja mogłaby się wydawać trudna, bo są i takie sytuacje oczywiście. Ale to nie ma znaczenia, bo to jest pewien ciąg. Coś co się dzieje, co się traktuje jak rzecz zwykłą i naturalną. Ze świadomością, że tak być musi, że to jest jakiś etap, że za chwileczkę będzie inaczej. Kiedy wspominam mojego dziadka, zawsze mówię, że był wielkim człowiekiem, chociaż był niskiego wzrostu. To, co zostawił po sobie, to dobra pamięć. Żył skromnie, ale świadomie, godnie. Ciężko pracował, ale nie użalał się nad sobą i nie przeklinał losu, że ma mniej niż inni. Jemu wystarczało to, co miał, bo swoją pracę wykonywał rzetelnie, z oddaniem, z poczuciem, że tak należy. Taki właśnie człowiek, mój dziadek, był wzorem dla mojego taty i wzorem dla mnie. Ja również chciałbym być takim autorytetem dla moich dzieci – Łukasza, Pauliny i Wiktorii, bliskich, współpracowników. Pracuję nad tym. Podziwiam ludzi, którzy zdobywają wysokie szczyty albo, jak Marek Kamiński, bieguny Ziemi. To są wielkie wyzwania, ale każdy ma wyzwania na swoją miarę. Takie, jakie wymagają od niego pracy, wysiłku, konsekwencji i charakteru. Dla mnie tym jest prowadzenie biznesu, znajdowanie klientów, organizowanie pracy, wymyślanie nowych produktów. A wszystko to w sposób, o którym można powiedzieć, że odbywa się z zachowaniem najwyższych standardów jakości i rzetelności.

 

kopalnia-kruszyw-w-ratajkach

 


 

PRACOWNICY O AGROBUDZIE

 

marcin-helandMarcin Heland, kierownik produkcji, 20 lat pracy

Zaczynałem jako operator maszyny do produkcji kostki brukowej, a po czterech latach zostałem brygadzistą, później kierownikiem. Taka ścieżka zawodowa, stopniowe uczenie się, przyjmowanie coraz bardziej złożonych obowiązków, to rzecz w Agrobudzie typowa. Firma bardzo się zmieniła, rozrosła. To wymagało od nas wszystkich stałego poszerzania kompetencji. Prezes Krzysztof Hendzel ceni ludzi samodzielnych i odpowiedzialnych. Takich, którzy nie szukają problemu ale rozwiązań, umie docenić. Współpracuję z panem Krzysztofem bardzo blisko, bo pomysły na nowe produkty najczęściej pochodzą od niego. Asortyment wyrobów stale się powiększa. Staliśmy się producentem wszechstronnym. Myślę, że firma dalej będzie się rozwijać, bo nabrała dużego rozpędu i ma mocną pozycję na rynku, z czego jesteśmy bardzo dumni.

 

agnieszka-machalaAgnieszka Machała, koordynator, 18 lat pracy

Zaczęłam od praktyk uczniowskich, a uczyłam się w Technikum Budowlanym imienia Bronisława Bukowskiego. Była to praca przy sztaplowaniu, czyli ręcznym przekładaniu kostki albo sprzątaniu na placu składowym, bo tutaj zawsze musiał być idealny porządek. Później pani Iwona Hendzel pokazała mi pierwsze czynności związane z prowadzeniem ewidencji sprzedaży, wystawianiem dokumentów przewozowych, rozliczeniami. Przez jakiś czas, jeszcze jako uczennica, dorabiałam sobie w Agrobudzie – na przykład w wakacje, a kiedy w końcówce maja 1999 roku zdałam maturę, przyszłam na stałe. Dosłownie dzień po maturze! To co robię, to koordynacja wszelkich procesów, jakie odbywają się w firmie. Od złożenia zamówienia przez klienta, produkcję, transport, rozliczenie.
W firmie pracuje również mój mąż. Jest przedstawicielem handlowym. On również zaczynał od sztaplowania i segregowania kostki, prac porządkowych. Teraz podąża za klientami. To nie jest wyjątkowa sytuacja, że pracują w firmie rodziny. Można wymienić braci Ziemannów i ich nieżyjącego już ojca. Albo rodzinę Szewczuków – pracuje Paweł Szewczuk, pracował jego tato, jego mama, brat. Można wymienić jeszcze panią Renatę Stachurską i jej męża, rodzinę Sobierajów. Tak więc to są silne związki, jakie wiążą nas z firmą.
Obserwowałam rozwój Agrobudu, uczestniczyłem w nim. Przyglądałam się pracy pana prezesa Krzysztofa Hendzla, który zawsze był źródłem nowych pomysłów, rozwiązań, zawsze parł do przodu. Te nowe pomysły i cele – trzeba to przyznać – okazywały się strzałami w dziesiątkę. Dzięki temu robiliśmy stały postęp. Nawet jeśli wydawało się na początku, że jakieś decyzje są ryzykowne, później się okazywało, że wynikają z nich duże korzyści. Co bym powiedziała, gdybym miała zachęcić kogoś do pracy w Agrobudzie? Warto tu pracować, bo jest możliwość rozwoju, bez zamknięcia się w ciasnych ramkach jakichś ograniczonych czynności. Ciągle pojawia się coś nowego, a to wymaga zaangażowania, stałego uczenia się. Ja to lubię. Mogę powiedzieć, że uwielbiam to, co robię.

 

pawel-szmalec-1Paweł Szmalec, koordynator, 12 lat pracy

Można powiedzieć, ze znalazłem się w Agrobudzie przez szczęśliwy zbieg okoliczności. Agrobud kupował dawniej cement w przesypowni w Skibnie. Tam pracowała moja mama. Miałem skierowanie do pracy w dwa miejsca, ale pan prezes Mieczysław Hendzel zwrócił na mnie uwagę ze względu na znajomość z moją mamą. Zaprosił mnie, żebym zobaczył, jak wygląda Agrobud od środka. No i spodobało mi się. Zaczynałem w dziale sprzedaży, jeszcze przy ulicy Połczyńskiej. Obecnie odpowiadam za sprawy logistyczne. Moja praca polega na utrzymaniu płynności transportu i kierowaniu ciężkim dostawami. Kiedy dostajemy zlecenie na jakieś trudne betonowanie, na przykład zamówienie na beton na podstawę pod wiatraki, wszelkie prace koordynuję właśnie ja. Szef nazywa mnie czasami żartobliwie człowiekiem orkiestrą, bo poznałem wiele stanowisk i szereg różnych obowiązków. Jestem dzięki temu w stanie zastąpić wiele osób. Zresztą podczas urlopu kierownika kopalni kruszywa zastępuję go w obowiązkach. Umiem też pokierować pracą węzła betoniarskiego i robię to czasami w Ustroniu Morskim.

 

regina-urbanowicz-2-2Regina Urbanowicz, księgowa, 23 lata pracy

Pracuję w Agrobudzie od 1993 roku. Początkowo było to dla mnie zajęcie dodatkowe, wykonywane niejako w zastępstwie innej osoby. Pamiętam początki, skromne warunki. Firmą kierował pan Mieczysław, a pan Krzysztof zaczynał od produkcji i uczył się krok po kroku. Po odejściu ostatnich wspólników, wiceprezesem został pan Krzysztof. Rozpoczęły się dynamiczne zmiany. Byłam firmą zachwycona. W stosunku do mojego wcześniejszego miejsca pracy była odmianą na lepsze, bo poczułam bezpieczeństwo. Jako młoda mężatka z rodziną, która miała wówczas duże potrzeby materialne, miałam pewność, że pobory zawsze będą na czas i że za dobrą pracę będą słowa uznania. Świadomie związałam swoją karierę zawodową z Agrobudem i jestem z tego zadowolona. Rozwój firmy z punktu widzenia pracowników księgowości oznacza coraz więcej pracy, ale nie narzekamy, bo z tego, że firma się rozwija, mamy satysfakcję. Dużym problemem są zatory płatnicze. Zdarzają się nerwowe momenty, kiedy ktoś odbierze dużą partię towaru i na czas nie zapłaci. Ale na szczęście zawsze kończy się dobrze.

 

Krzysztof Ziemann, brygadzista, 16 lat pracykrzysztof-ziemann

Pracę rozpocząłem w czasie wakacji. To było coś jak staż. Szybko dostałem umowę stałą i tak rozpoczęła się moja przygoda z Agrobudem. Pracowałem na różnych stanowiskach – zarówno przy produkcji, jak i w innych działach. Stopniowo awansowałem, zostałem brygadzistą. To co sprawiło, że się tu znalazłem to fakt, że wcześniej pracował w Agrobudzie mój tato. Tak więc mój związek z firmą ma poniekąd charakter rodzinny, bo pracują w niej także moi dwaj bracia – starszy i młodszy.

 

 

KONTRAHENCI O AGROBUDZIE

 

Romuald Wanowicz, INCHEM

Początek naszej współpracy to perspektywa bardzo odległych już lat. Nawiązałem ją jeszcze z panem Mieczysławem Hendzlem. Nasze kontakty zawsze opierały się na rzetelności i zdrowych kupieckich zasadach. Mogę powiedzieć z satysfakcją, że od 25 lat jesteśmy w dobrej relacji i myślę, że tak pozostanie. Naszą relację nazwałbym pakietem lojalnościowym, gdzie lojalność działa w obie strony. Robiąc interesy, dbamy o to, żeby korzyści były obustronne. Nigdy nie chodziło o jakieś jednorazowe zyski, ale o trwającą latami współpracę na gruncie rzetelności. Mam wiele szacunku do pana Mieczysława Hendzla, bo to od niego wszystko się zaczęło i to głównie dzięki niemu z malutkiego zakładu wyrosło takie duże przedsiębiorstwo. Właścicielom Agrobudu winszuję jubileuszu i życzę nowych sukcesów, bo swoją ciężką pracą na to zasługują.

 

Roman Sobko, PRO-BUD SA Kołobrzeg

Od kilkunastu lat jesteśmy odbiorcami betonu produkowanego przez Agrobud, a od nieco ponad dwóch lat budujemy dla niego kompleks mieszkaniowy Panorama przy ulicy Paderewskiego w Koszalinie. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że Agrobud jest najlepszym dostawcą betonu w naszym regionie. Dotyczy to zarówno jakości, jak i zdolności zagwarantowania bezpiecznych dostaw. Kiedy wykonujemy duże roboty, przy których bardzo ważne jest zachowanie ciągłości dostaw, na Agrobud zawsze można liczyć. Od strony logistycznej jest świetnie zorganizowany. Dla nas, wykonawców, otrzymywać beton stabilnej jakości i w określonej ilości jest często ważniejsze niż jego cena. Kiedy budujemy płytę fundamentową, potrzeba często jednorazowo tysiąc metrów sześciennych betonu. Trzeba wylewanie tej płyty przeprowadzić w sposób ciągły, bez przerywania pracy. Wtedy Agrobud jest niezawodny, bo jest świetnie wyposażony, ma konieczną liczbę środków transportowych i wykwalifikowanych ludzi. Przekonaliśmy się również, że Agrobud świetnie sobie radzi z trudnymi, wymagającymi gatunkami betonu. Takich używa się przy budowie dróg czy mostów, a produkowane są według receptury dostarczonej do wytwórni przez zamawiającego. W takich sytuacjach nigdy się nie zawiedliśmy. To wszystko buduje trwałe zaufanie do kontrahenta.

 

Paweł Kopyt, TECHMATIK Radom

Jesteśmy dostawcą specjalistycznego wyposażenia dla wytwórni elementów prefabrykowanych i na tej płaszczyźnie rozpoczęła się nasza współpraca z Agrobudem. Przeszliśmy wspólnie jeden bardzo duży i jeden mniejszy projekt. Z kolei moje relacje z panem prezesem Krzysztofem Hendzlem z czysto biznesowych, przeszły również na poziom po części prywatny. Odbieram pana prezesa Hendzla jako swego rodzaju wojownika, który stawia sobie ambitne cele i umie je osiągać. Nie ukrywam, że mi tym imponuje. Dobrze jest współpracować z takimi osobami. Chcę podkreślić również jego solidność. Nigdy nie było nieporozumień na tle rozliczeń. Solidnie wywiązywał się z wszelkich zobowiązań i ustaleń. Nawet jeśli coś było ustalone tylko ustnie, było zrealizowane co do najmniejszego szczegółu. To nie jest powszednie, bo coraz trudniej spotkać biznesmenów opierających swoje postępowanie na zasadach pełnej rzetelności i odpowiedzialności. Tym bardziej trzeba docenić tych, którzy tym z pozoru staroświeckim zasadom hołdują.

 

Marek Jankowski, architekt, firma Archtim

Współpracujemy z Agrobudem przy jego inwestycjach mieszkaniowych. I jest to dobra współpraca. Rozwiązania rodzą się w długich, czasami burzliwych dyskusjach. Ale zawsze dochodzimy do ustaleń, które w mojej ocenie są optymalne. Ważne jest to, że pan prezes Krzysztof Hendzel umie słuchać, bierze pod uwagę argumenty drugiej strony. Dzięki temu jego wizje zweryfikowane przez fachowe spojrzenie architekta dają efekt w postaci projektów doskonale przemyślanych. Z uznaniem patrzę na kolejne wyzwania, jakie stawia przed sobą i firmą. To jest stały rozwój, oparty na ambitnych ale realnych założeniach. Powodzenie dotychczasowych przedsięwzięć deweloperskich Agrobudu dobrze wróży następnym, w które również jesteśmy jako pracownia zaangażowani.