Piotrowi Ratajczakowi udała się rzecz niezwykła. Jest jedynym w Koszalinie reżyserem, którego spektakle zyskały status wydarzeń, na które się czeka, i o których potem zawzięcie się dyskutuje. Twórca do dyskusji zaprasza wprost jako otwarcie politykujący, zdeklarowany teatralny publicysta. Od 2008 roku dla Bałtyckiego Teatru Dramatycznego zrealizował cztery spektakle, począwszy od popkulturowego „Wodzireja. Koszalin kulturkampf” (2008) i punkowych „Szewców” (2009) przez minimalistyczną „Kartotekę” (2011) aż po „Ryszarda III” – sumę tych dokonań, a jednocześnie swoją najpoważniejszą dotąd wypowiedź na koszalińskiej scenie.

Przede wszystkim wraz z dramaturgiem Michałem Pabianem odsączył dzieło Szekspira z litrów treści. Z sążnistego pięcioaktowego elaboratu pozostała esencja: półtoragodzinne studium władcy, satrapy, dyktatora. Szekspir odmalował Ryszarda III jednoznacznie, posiłkując się obowiązującym przez wieki życiorysem króla – postaci odrażającej wyglądem i kompensującym wynikające z tego kompleksy okrucieństwem wobec dworu i poddanych (historycy toczą dziś zaawansowaną debatę, czy nie był to portret przesadzony, żeby nie powiedzieć nieprawdziwy, stworzony na potrzeby wizerunkowe dynastii Tudorów, której Szekspir – jak wiadomo – był kronikarzem i pupilem). W wersji Piotra Ratajczaka historia ma znaczenie drugorzędne. Ryszard III, owszem, ma widoczne fizyczne defekty i wygłasza monolog na ten temat, jednak finalnie okaże się, że źródłem jego sadyzmu nie jest ani pokraczność, ani sztuczne oko, ani kaleka ręka. Jest nim pustka. Król jest po prostu psychopatą, pozbawionym empatii, zasad i skrupułów, a tym samym karykaturą człowieka i władcy, rządzącego w myśl zasady „jeśli mnie nie kochają, niech się mnie boją”. Jego żywiołem jest manipulacja, kłamstwo, intryga. Mąci, dręczy, zastrasza, upokarza; tym się karmi, to go nakręca. Zła, którym obsiewa otoczenie nie uzasadnia nic, nic go nie definiuje, ani nie wyjaśnia. Ryszard III przekracza kolejne granice – staje się sadystą, brutalnym potworem rozsadzającym królestwo od środka, przy oportunistycznym i bezradnym przyzwoleniu dworu. Zabija brata, by zaraz obleśnie uwodzić jego żonę, zleca morderstwa na lewo i prawo, eliminuje bliskich, nagradza morderców i złodziei. Im bardziej jest bezwzględny, tym bardziej żałosny, ale też niebezpieczny. Świadomość bycia marionetką w rękach głupca i szaleńca ściera z twarzy każdy uśmiech, choćby ironiczny.

Reżyser uniwersalizuje przestrzeń. Współczesne stroje, neutralna, oszczędna scenografia (Beata Jasionek/Matylda Kotlińska). Czarne sylwetki, białe tło. Wszyscy ukryci za czarnymi okularami, by nie patrzeć w sobie oczy. Klasyczna muzyka, francja-elegancja, konwenanse. Piękno minimalizmu kontrastujące z ludzką plugawością ma siłę rażenia większą niż rozbryzgi krwi i mroczne dekoracje. Ryszard III to figura dyktatora, którą da się wstawić w ściany obojętnie jakiego gabinetu politycznego, w dowolne czasy. Służalcze kreatury gotowe grzać się w jego pozornym blasku również. Dziś, w czasach geopolitycznych burz, wybrzmiewa to szczególnie złowieszczo.

Wizualnie i dojrzałością „Ryszard III” nawiązuje do wcześniejszej, znakomitej „Kartoteki”. Zwłaszcza w pierwszej połowie Piotr Ratajczak stosuje rozwiązania, jakich używał przy realizacji dramatu Różewicza. Można widzieć w tym ukonstytuowanie autorskiego stylu albo – niestety – jego wtórność. To spektakl trudny w odbiorze poprzez wymagający dużego skupienia tekst (wybitny przekład Stanisława Barańczaka!), ale i – konieczny przy objętości zespołu – zabieg odgrywania przez aktorów kilku ról, w czym momentami trudno się połapać. Wykonanie „Ryszarda III” da się dzielić przez pół: część zespołu gra znakomicie, część deklamuje tekst. Wojciech Rogowski w tytułowej roli odnalazł się świetnie. Gra oszczędnie, konsekwentnie, doskonale wyważa wspomnianą śmieszność z grozą coraz bardziej bezwzględnych zachowań. Równie przekonująco gra zimnego hegemona, co swoją zapijaczoną wersję. Na pół – dosłownie – można podzielić też dynamikę inscenizacji. Pierwszą połowę – chaotyczną i nudnawą – równoważy tempo i błyskotliwość drugiej aż do wymownego finału. Gdyby nie ostatnie 45 minut, „Ryszarda III” ciężko byłoby uznać za spektakl udany. Na koniec jednak wiadomo, że to rzecz ważna, aktualna, godna uwagi i skłaniająca do refleksji. Na pewno najlepsza pozycja repertuarowa minionego sezonu BTD i ratująca go od oceny niedostatecznej.

 

 


 

 

Koszalińska scena pikuje w dół, co staje się tym mocniej niepokojące, im głośniej zaczynają sygnalizować to aktorzy. Artystyczne wybory wydają się coraz bardziej zagadkowe i niezrozumiałe. Jak choćby to, że szansę na wyreżyserowanie spektaklu („Bezwietrzne lato”) otrzymuje autorka najgorszego przestawienia 5. KKM „m-teatr”, co owocuje dziełem na poziomie III roku akademii teatralnej. Mamy też banalną komedio-farsę („Prawda”) i tandetną farso-komedię („Seans”). Na szczęście także kapitalne przedstawienie dla dzieci („Cykor – bojąca dusza”), choć fakt, że na głównej miejskiej scenie teatralnej najlepiej wypada sztuka dla najmłodszych brzmi jak żart. Sezon 2015/2016 jest najsłabszym w ostatnich latach. W każdym zdarzały się wpadki i pomyłki, jednak tym razem dysproporcje banału i miałkości do wartości i jakości są zbyt wyraźne.
Co cieszy, na marginesie oficjalnej działalności aktorzy zaangażowali się w projekt pomysłu Dominiki Mrozowskiej, polegający na czytaniu wybranych tekstów w kawiarnianych warunkach i odbyli już dwa takie spotkania z widzami. Zarówno czytanie „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” jak i „Być jak Kazimierz Deyna” wypadło świetnie, a aktorom sprawiło autentyczną przyjemność. Szkoda, że tak znakomitych utworów nie oglądamy na deskach BTD.

 

W tym roku Koszalińskie Konfrontacje Młodych „m-teatr” przeniosły się na jesień. Przewodnie hasło 7. edycji, która odbędzie się od 14 do 18 września brzmi „Reżyser w rzeczywistości”. Obejrzymy sześć spektakli konkursowych: „Bezwietrzne lato” (Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie), „Cynkowi chłopcy” (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu), „Drugi spektakl” (Teatr Polski w Poznaniu), „Versus” (Teatr Nowy w Poznaniu), „Trollgatan. Ulica Trolli” (Teatr Współczesny w Szczecinie), „Bang Bang” (Teatr im. S. Jaracza w Łodzi). W programie znalazł się też spektakl towrzyszący „Błazen Pana Boga” (Stowarzyszenie Teatralne Badów) oraz przedstawienie dla dzieci „Kamienie w kieszeniach” (Teatr Montownia w Warszawie).