Niskie, wykonane z gliny i drewna chaty rybackie, wąskie uliczki pełne urokliwych zakamarków, zabytki – w tym udostępnione turystom bunkry, a do tego jedna z najczystszych i najszerszych plaż w Polsce. No i trzeci co do wielkości port rybacki. Wszystko to można zobaczyć w małej, nadmorskiej Ustce.

IMG_0003Niewielka Ustka (poza sezonem mieszka tu tylko około 16 tysięcy osób) w sezonie zamienia się w jeden z największych kurortów wypoczynkowych środkowego wybrzeża (miasto ma leczniczy mikroklimat). To drugie po Sopocie uzdrowisko woj. pomorskiego. Kurort jest słynny jednak nie tylko z plaży i uzdrowiska. Jedną z największych atrakcji jest właśnie stara część miasta, w której kiedyś znajdowała się wioska rybacka. Część domów i ulic została zrewitalizowana i przywrócono im pierwotny charakter.

To właśnie w jednym z takich przywróconych do życia budynków znajduje się Muzeum Chleba. Na poddaszu starej piekarni obejrzeć można sprzęt piekarniczy – m.in. osiemnastowieczne urządzenie do wyrabiania ciasta. Są mieszadła do ciast i masy kremowej oraz gofrownice z początku XX wieku. Ciekawostki to przedwojenny automat do sprzedaży cukierków i jedna z pierwszych lodówek, która chłodziła, kiedy wkładano do niej duże kostki lodu.
Przy tej samej ulicy kilkaset metrów dalej znajduje się Muzeum Ziemi Usteckiej, w którym zebrano między innymi eksponaty z nieistniejącej już Stoczni Ustka. Prezentowane są elementy wyposażenia stoczni oraz miniatury projektowanych tam statków. Prosto z muzeum możemy przejść do portu morskiego. Na stałe w Ustce cumuje ponad 360 różnej wielkości kutrów, co powoduje, że jest to jeden z największych portów rybackich w Polsce. Przy sprzyjającej pogodzie można zobaczyć wyładunek świeżych ryb, lub spotkać rybaków reperujących sieci rybackie.

Oczywiście jak w każdym porcie również w Ustce można zobaczyć i zwiedzić latarnię morską. Budynek powstał w 1892 roku i zastąpił stację pilotów na której wieży zapalano światło. Obiekt ma 19,5 metra wysokości, a zasięg światła wynosi 18 mil morskich (30 km). Z górnego pomostu widać całą Ustkę, wejście do portu a także nadmorską plażę i promenadę. I właśnie na promenadę można udać się bezpośrednio po zwiedzaniu latarni.
Ustecka promenada to jeden z najdłuższych deptaków na wybrzeżu. Ma prawie półtora kilometra długości. Znajdziemy tu zarówno miejsce do aktywnego wypoczynku, jak i zaciszne, osłonięte miejsca do relaksu. A wszystko przeplatane restauracjami serwującymi świeżą rybę.

Również przy promenadzie znajduje się Muzeum Minerałów. Głównymi atrakcjami w muzeum są między innymi odlew szkieletów dinozaurów oraz największy kryształ górski w Polsce. Zwiedzanie tego miejsca jest ciekawą lekcją przyrody nie tylko dla najmłodszych, ale także dla starszych turystów.

Przed II wojną światową polska granica była od Ustki oddalona o ok. 80 km na wschód. I właśnie to położenie w połowie lat 30. XX wieku zwróciło uwagę niemieckich sztabowców. Chcieli zaoszczędzić na opłatach tranzytowych, jakie Rzesza musiała uiszczać na rzecz Polski z tytułu przejazdów niemieckich pociągów i pojazdów, kursujących do i z Prus Wschodnich, niemieckiej eksklawy odciętej od Niemiec tak zwanym Polskim Korytarzem. Ustka, położona niejako w samym środku wybrzeża Pomorza Środkowego, dość blisko granicy, została wówczas wytypowana na lokalizację wielkiego portu. Miał on powstać w ciągu zaledwie 4 lat i być gotowym do 1941 roku. Od tego momentu wiele składów kolejowych, dotychczas kierowanych do Prus Wschodnich przez Polskę, dojeżdżałoby do Ustki i tu byłoby załadowywane na statki transportowe o zanurzeniu do 10 metrów. Ich transport morzem do Pilawy (dziś Bałtijsk) w Prusach Wschodnich trwałby około 8 godzin.

Taki terminal miałby dla Niemiec znaczenie strategiczne. Służyć mógłby nie tylko do wysyłania transportów cywilnych, ale także wojskowych. Dlatego Niemcy zdecydowali się na ufortyfikowanie Ustki. Jako pierwsza powstała nadbrzeżna bateria przeciwlotnicza i zaporowa „Bluecher”. Zbudowana została przy zachodnim molo na jesieni 1937 roku. W jej schronach miały się mieścić podziemne koszary dla kilkudziesięciu żołnierzy z obsługi czterech armat, dalocelownika, a także i bunkra amunicyjnego, który znajduje się około 400 metrów od baterii. Bateria po zachodniej stronie portu, nazwana imieniem związanego ze Słupskiem feldmarszałka Bluechera, jest przejawem psychozy strachu przed „polskim zagrożeniem”, rozbudzanej przez hitlerowców. Aby ją zbudować, nie zawahali się zniszczyć kąpieliska i rekreacyjnego parku, który wcześniej znajdował się w tym miejscu.

Budowa bunkrów kosztowała fortunę, a w wojnie praktycznie nie wzięły udziału. Obsadzone wojskiem były tylko w 1939 roku. Potem stały puste. Przez dziesiątki lat przysypywał je piach, więc zachowały się w dobrym stanie. Ich rewitalizacja rozpoczęła się kilka lat temu dzięki staraniom pasjonatów usteckiej historii.

W 2012 roku dzierżawcami terenu dawnej baterii zostali Joanna i Marcin Barnowscy. Bazując m.in. na niemieckich archiwaliach, stworzyli projekt ich zagospodarowania. Dzięki wsparciu z funduszy unijnych, w dawnym hitlerowskim bunkrze powstała multimedialna, interaktywna galeria. Jest czynna przez cały rok, nie tylko w wakacje. Teraz podziemna część bunkrów zainteresuje każdego w wieku od 3 do 133 lat.
Podziemia nasycone są czujnikami. W niespodziewanych momentach uruchamiają efekty specjalne. Oto w mroku zapala się czerwona lampka i słychać grobowy głos: „Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie.” W „Boskiej Komedii” Dantego taki napis wisiał nad wejściem do piekła. Piekłem była też wojna, której niegdyś miały służyć te bunkry.

bunkrowa messa miejsce odpoczynku

W bunkrowym półmroku widać niemieckich żołnierzy. W mundurach artylerii nadbrzeżnej, wyglądają jak żywi.

W jednym z pomieszczeń pod dalmierzem siedzi dowódca całego dywizjonu, a za nim rarytas: mapa zagród minowych przy podejściach do usteckiego portu z jesieni 1938 roku. To jeden ze skopiowanych dokumentów, przywiezionych z niemieckiego archiwum wojskowego we Freiburgu. Więcej planów, zdjęć, panoram sferycznych i filmów można obejrzeć na dużych, interaktywnych ekranach dotykowych, naciskając na interesujące nas miejsce na wyświetlanej mapie.

Są też telefony z epoki. Podnosząc słuchawkę, można tu usłyszeć i Hitlera, i Stalina, a także polskiego ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka, jak pięknie mówi o honorze.

Czas jakby się zatrzymał. Wchodząc do galerii duchów, widzimy ich blado świecące postacie i słyszymy odgłos wiejącego wiatru i tajemniczych kroków. Te duchy, to tak naprawdę konkretni ludzie, których los związał z Ustką i tworzonymi tutaj w dobie totalitaryzmów instalacjami wojskowymi. W sali mocnych wrażeń, urządzonej w jednej z trzech dawnych sypialni żołnierskich, lecą samoloty i zrzucają bomby. Lecą też filmy o Ustce i jej okolicach, wyprodukowane przez dzierżawców bunkrów. To m.in. obrazy trójwymiarowe, podobnie jak zdjęcia przedwojennej i wojennej Ustki, wyświetlane w messie. Jest także hologram – i to też nie przypadek, że akurat w mundurze amerykańskim. Nawiązuje do rangersa US Army, Carla H. Lehmanna, który w 1944 roku jako niemiecki jeniec próbował porwać w Ustce niemiecki kuter rybacki i uciec do neutralnej Szwecji.

Wpisy w księdze pamiątkowej Bunkrów Bluechera są wielojężyczne, zarówno gości z Polski, jak i z Niemiec, USA, Ukrainy, Rosji, Węgier, Słowacji, Czech, a nawet Tajlandii i Australii. Większość wyraża zadowolenie, że coś, co miało służyć wojnie, teraz służy pojednaniu, wzajemnemu poznawaniu się i integracji ludzi różnych narodów.