Koszaliński MPS należy do całkiem pokaźnej grupy firm, które albo właśnie obchodzą albo będą niedługo obchodzić 25-lecie istnienia, bo powstały w czasie burzliwych przekształceń gospodarczych początku lat 90. ubiegłego wieku. Firma szybko urosła do formatu europejskiego. W mieście jest jednak stosunkowo mało znana – nie produkuje bowiem bezpośrednio na rynek, a większość jej produkcji trafia za granicę. O jej początkach, stanie obecnym i planach rozmawiamy z panią Wandą Alicją Stypułkowską, prezesem zarządu MPS Intenational Sp. z o.o.

 

– Zaczęło się od formuły firmy rodzinnej.

– Z tym, że była to rodzina ze Skandynawii. Stamtąd pochodził kapitał. Pojęcie „rodzinna firma” nie musi oznaczać „mała”, choć takie pewnie budzi się od razu skojarzenie. MPS nigdy nie był małą firmą, od razu zatrudniał 50 osób. Rynek polski wydał się Skandynawom atrakcyjny, bo jest duży, a Koszalin wybrali dlatego, że jego położenie sprzyja kontaktom ze Szwecją. Na początku było przetwórstwo tworzyw sztucznych. Później doszedł drugi biznes – rozlewaliśmy oleje samochodowe, głównie dla marki Mobil. To był przez wiele lat nasz największy klient. Oni przywozili olej do nas w cysternach, a my produkowaliśmy kanisterki do tego oleju i rozlewaliśmy.

 

– Czyli była to usługa tzw. konfekcjonowania.

– Tak to można nazwać. Korzyścią i dla nas, i dla klienta był fakt, że sami, na miejscu produkowaliśmy opakowania. Nie było więc przewożenia gdzieś do Europy Zachodniej pustych opakowań, czyli de facto wożenia powietrza. Następnym krokiem było wprowadzenie produkcji kosmetyków, bo inwestorzy mieli w tym zakresie pewne know-how. I tak postawiliśmy firmę na trzech nogach. W 2000 roku, kiedy wejście Polski do Unii stało się realne i jego terminy były już określone, biznes olejowy odpadł. To wtedy zapadła decyzja o produkcji kosmetyków. Z tym, że była to produkcja kosmetyków głównie dla właścicieli marek. Nigdy nie mieliśmy strategii powoływania marek własnych.

 

– Jak takie zlecenia się pozyskuje? Podejrzewam, że wymaga to rozległych kontaktów. Czy te światowe firmy rozpisują coś w rodzaju konkursów na producentów?

– Zdarza się tak, w szczególności w dużych sieciach handlowych. Najczęściej jest to swoista aukcja w Internecie. My jednak nie korzystamy z tego narzędzia, bo dla firm organizujących takie olbrzymie przetargi główną wartością jest cena. My od samego początku mówiliśmy, że samą ceną konkurować nie chcemy. Konkurujemy tymi wartościami, które dostarczamy klientowi: jakością, różnorodnością, kreatywnością, lojalnością, sprawnością. I to się nam udaje.

 

– Kiedy przejeżdża się ulicą Bohaterów Warszawy, widzi się tylko niewielki napis na biurowcu – „MPS International”. Mało kto zdaje sobie sprawę, że za tym biurowcem są ogromne hale, bo ich z ulicy nie widać. Jaka to jest powierzchnia?

– To 30 tysięcy metrów kwadratowych, czyli 3 hektary pod dachem. Cały nasz teren ma 6 hektarów.

 

– Starsi mieszkańcy Koszalina pamiętają pewnie historię tego miejsca, ale wyrosło już co najmniej jedno pokolenie, które tego nie wie. Co było wcześniej w tym miejscu?

– To było Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrznego. Obiekt był wybudowany już w połowie lat 80., ale chyba nigdy nie był zapełniony towarem.

 

– Firma, jak na warunki Koszalina jest duża, zatrudnia 270 pracowników.

– Posiłkujemy się też pracownikami agencji pracy tymczasowej.

 

– Jakich specjalności są to ludzie? Kto może aspirować do zatrudnienia u Państwa?

– Z uwagi na naszą specyfikę i strategię dostarczania klientowi czegoś więcej niż tani produkt, potrzebujemy kadry, która jest w stanie to zaoferować klientowi. W związku z tym dzisiaj mamy największe zapotrzebowanie na kadrę średniego i wysokiego szczebla.

 

– W ostatnich latach pojawiła się tendencja do współpracy firm ze szkołami wyższymi. O jakim profilu zawodowym absolwenci, np. politechniki, mogą liczyć na pracę u Państwa?

– Mamy zatrudnionych automatyków, elektroników, inżynierów po kierunkach mechanicznych. Jesteśmy potencjalnie dobrym zapleczem dla instytutów wzornictwa przemysłowego, bo produkujemy butelki. Projektujemy je, a później te butelki stoją w Rossmannie na półce.

 

– I mało kto sobie zdaje sprawę, że powstały one w Koszalinie przy ul. Bohaterów Warszawy.

– Dotychczas nie udało nam się wykorzystać szans wynikających z tego, że na Politechnice Koszalińskiej jest Instytut Wzornictwa. Rokrocznie kreujemy po kilkadziesiąt wzorów opakowań i albo klient przychodzi do nas z gotowym projektem, albo my tu sami, najczęściej nasi inżynierowie, siadamy przed komputerem i szukamy rozwiązania.

 

– Inżynierowie zamiast designerów. Z czego wynika ten kłopot?

– Moim zdaniem za mało jest inicjatywy z drugiej strony, ze strony uczelni. Z racji takiego, a nie innego dedykowania funduszy unijnych, sytuacja się jednak zmienia. Ci młodsi naukowcy wychodzą z własnymi propozycjami.

 

– Mało kto wie o tym, że Polska jest szóstym w Europie producentem kosmetyków.

– To po części skutek specjalizacji, jaką przydzielono Polsce w poprzednim ustroju w ramach RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, czyli organizacja gospodarcza państw obozu socjalistycznego – przyp. am). Były nią między innymi kosmetyki i farmacja. Działały prężnie Polleny i Polfy. Gdy to się rozpadło, fachowcy musieli znaleźć na nowo swoje miejsce. Dzisiaj jest ponad 400 firm kosmetycznych w Polsce (ile jest farmaceutycznych – nie wiem). Są i duże, i mniejsze. Radzą sobie na tym bardzo konkurencyjnym rynku. Niestety, w Koszalinie nigdy nie było takich firm i stąd ciągłe trudności ze skompletowaniem fachowej kadry.

 

– Firma wkrótce będzie obchodzić 25 lat istnienia. Pani pracuje od jej początku?

– Firma została zarejestrowana w 1991 roku. W 1992 roku ruszyła produkcja, a ja przyszłam w marcu 1993 roku.

 

Prezes Wanda Alicja Stypułkowska

Fot. Witek Michoń

– Pani Prezes ma wykształcenie chemiczne. Skąd zacięcie menedżerskie? Trzeba mieć silne cechy przywódcze i menedżerski talent, żeby stojąc na czele firmy przeprowadzić ją przez różne przeobrażenia.

– Dużo się zawsze uczyłam i nadal się uczę. Uzupełniam wiedzę, bo to obecnie konieczność. A cechy przywódcze? Pewnie coś w tym jest…

 

– Nie ma w Koszalinie wielu przykładów pań stojących na czele firm.

– Chyba jest pan w błędzie. Rok temu w konkursie „100 kobiet biznesu”, organizowanym przez „Puls Biznesu”, znalazłam się w finałowej grupie 50 kobiet zarządzających firmą dużą. Znalazły się w niej również pani Emilia Modlińska z DEGI i pani Grażyna Bielawska z MEC-u. Nawet ja, będąc w tym środowisku, byłam zaskoczona, że się spotkałyśmy podczas wielkiej gali w Teatrze Wielkim w Warszawie.

 

– Najwyraźniej uległem stereotypowi.

– Takie są kobiety. Jak mróweczki pracują i mało się afiszują (śmiech).

 

– Nie mają Państwo pokusy, by tworzyć własne marki kosmetyków?

– Budowanie własnej marki jest trudne i bardzo kosztowne. Najważniejszym argumentem przeciw takiemu myśleniu jest to, że nie chcemy być konkurencją dla własnych klientów. Kiedy idę do Rossmanna, jestem dumna, że jest tam ileś produktów wykonanych u nas i to mi wystarcza.

 

– Jak będzie wyglądał rozwój MPS w najbliższych 5-10 latach? Czego można się spodziewać?

– Będziemy się dynamicznie rozwijać. Taką przyjęliśmy strategię. Uważamy, że mamy duże szanse rozwojowe z naszym doświadczeniem i doskonałą reputacją. Rynek europejski nie patrzy już na Polskę podejrzliwie, staliśmy się wiarygodni. A my wciąż potrzebujemy twórczych pracowników, tak zwanej inteligencji zakładowej. Potrzebujemy handlowców, technologów, liderów projektów. Bo nasza usługa jest specyficzna. Kiedy pójdziemy do szewca, to chcemy, żeby ten szewc nas potraktował indywidualnie, bo mamy nogi takie, jakie mamy i buty też niszczymy tylko w swoisty sposób. Tak samo z naszymi klientami: jeden oczekuje milionów sztuk popularnych produktów, a inny za to produktów z najwyższej półki. Jesteśmy przygotowani na obsłużenie wszystkich.

 

– Firma co prawda lokalnie nie ma klientów docelowych, nie produkuje własnych marek, o czym już mówiliśmy, ale jednak Państwo angażują się w rozmaite inicjatywy prospołeczne.

– W ramach zrównoważonego rozwoju kładziemy przede wszystkim bardzo duży nacisk na sprawy związane z ekologią. Dwa-trzy lata temu zakończyliśmy inwestycję w postaci podoczyszczalni ścieków. Miasto odbiera od nas ścieki, ale one nie mogą pochodzić bezpośrednio z produkcji. Dbamy o wszystkie pozostałe emisje. Nauczyliśmy się od naszych klientów z rynku skandynawskiego, jak to jest ważne. Nasz system zgodny z normą ISO 14000 wypełnia te zobowiązania. Staramy się również w jakiejś skali pokazać się na terenie miasta, sponsorujemy od wielu lat Teatr Propozycji Dialog. Być może moi pracownicy nie są tam częstymi gośćmi, ale uważam, że jest to bardzo wartościowe przedsięwzięcie i warto je wspierać. Współpracujemy z warsztatami terapii zajęciowej. Mamy szereg systematycznych działań dla pracowników. Organizujemy imprezy integracyjne, imprezy dla dzieci. W firmie są dwa dodatkowe dni wolne od pracy w roku, dodatkowe ubezpieczenie, dofinansowanie wypoczynku, upominki świąteczne, pożyczki mieszkaniowe. Długa lista. Ostatnio pojawił się pomysł, żeby zaprosić rodziny pracowników i pokazać im fabrykę, by właśnie większa liczba mieszkańców Koszalina zapoznała się z tym, co robimy.

 

– Skandynawski system zarządzania ma charakter partycypacyjny. Czy również u Państwa w firmie ma on zastosowanie? Chodzi o dopuszczenie do głosu, uwzględnienie opinii pracowników na różnych szczeblach zarządzania.

– Obecnie mamy relacje handlowe ze Skandynawią, natomiast właścicielskich już nie ma. Wiele lat współpracowałam ze Skandynawami i te wzorce poznałam, więc tak się staram zarządzać firmą. Potwierdzeniem tego jest nasz certyfikat, czyli norma SA 8000, która ma charakter normy etycznej. Obejmuje dużo więcej spraw niż te wynikające z Kodeksu Pracy. Od 1998 roku poddajemy się audytom dwa razy do roku, a audyt polega między innymi na wywiadach z pracownikami przeprowadzanych przez podmiot zewnętrzny. Część klientów, szczególnie tych dużych, zachodnich firm, bardzo sobie to ceni. Kolejnym naszym sukcesem jest zdobyty w 2014 roku tytuł „Etyczna firma” w konkursie „Pulsu Biznesu”. Do konkursu zgłosiło się 200 firm, a zostało wybranych 15 – bez przyznawania miejsc. To kolejne potwierdzenie spełniania standardów etycznych o najwyższym poziomie.

 

– MPS wkrótce będzie obchodzić 25-lecie. Koszalin obchodzi z kolei 750-lecie. Czego by Pani życzyła naszemu miastu z okazji urodzin?

– Chciałabym, żeby Koszalin nabył umiejętności ściągania do siebie kreatywnych i przedsiębiorczych ludzi. Żeby stał się dla nich atrakcyjnym miejscem życia i spełnienia zawodowego. Takich, którzy będą napędzać rozwój miasta nie na bazie „węgla i stali”, ale na bazie wiedzy i informacji.