Są trzy – Joanna, Sara, Marta. Różnią się typem urody, temperamentem, także artystycznym, co innego projektują. Łączy je pasja do mody, uczelnia i kierunek studiów. Wszystkie mają za sobą pierwsze sukcesy: wystawy indywidualne i zbiorowe, udział w prestiżowych konkursach i ambitne plany na przyszłość. Oczywiście związane z projektowaniem. Przed nimi pierwsza wspólna wystawa pn. „Istota rzeczy”. Otworzą ją 14 lutego w Muzeum w Koszalinie.

 

Dziewczyny studiują na piątym roku w Instytucie Wzornictwa na Politechnice Koszalińskiej. Zaprzyjaźniły się podczas pleneru na pierwszym roku. Żadna nie pochodzi z Koszalina, ale wszystkie prawdopodobnie tu zostaną. Albo z sympatii do miasta, albo z powodów osobistych. Deklarują, że moda jest ich największą pasją i nie mają wątpliwości, że zwiążą z nią zawodową przyszłość. Nie projektują dla siebie nawzajem, nie planują też założenia wspólnej firmy. Boją się pokłócić, co zdarza się, gdy w relacjach między ludźmi rolę zaczynają grać pieniądze. Ale różnią się opiniami często, choć nie wpływa to na przyjaźń. – Nasze projekty są tak mocne w wyrazie, tak specyficzne, że po prostu do siebie nie pasują – mówi Marta Borowska. – Wspieramy się za to w działaniach i kibicujemy sobie.
Wspólnie dziewczyny prowadzą uczelniane koło naukowe The North Fashion, na które uczęszcza dziewięć osób. – Pierwsze szkice już powstają, myślimy o pokazie mody, szukamy funduszy na jego realizację – mówi Sara.

 

 

Moda ponad wszystko

Joanna Haracewiat: Pochodzi z Trzcianki. Od pierwszego roku zajmuje się projektowaniem biżuterii. Dyplom licencjacki obroniła u dr Anny Orskiej (uznana projektantka biżuterii m.in. dla firm W. Kruk, Deni Cler, Svarowski Elements). Studiuje też drugi kierunek – mechatronikę, jest na trzecim roku. Po studiach chciałaby założyć firmę. Na razie jej rzeczy można znaleźć w kilku popularnych sklepach internetowych z rękodziełem. Wykonuje też projekty na zamówienie. Za pierwszy sukces uznaje kolekcję dyplomową – chciałaby ją poszerzyć i sprzedawać. Sukcesem była też indywidualna wystawa w Galerii Na Poddaszu w Pile, we wrześniu ubiegłego roku. W październiku wzięła udział w warsztatów Fashion Jewellery w ramach Art& Fashion Festival organizowanych przez Grażynę Kulczyk w Starym Browarze w Poznaniu. Joanna do szóstki uczestników zajęć została wybrana spośród 300 osób. Jej projekty można było oglądać we wnętrzach Starego Browaru.

Sara Betkier: Pochodzi z Lipna k. Włocławka i Torunia. Modą zajmuje się od ośmiu lat. Studiuje projektowanie ubioru. Prowadzi własną stronę internetową Betkier.pl, gdzie można obejrzeć jej prace. Projektuje na zamówienie. W 2012 roku, na swoje 21. urodziny, pokazała kolekcję mody w stylu burleski w Klubie Studenckim „Kreślarnia”. Brała udział w Międzynarodowym Konkursie dla Projektantów i Entuzjastów Mody Off Fashion w Kielcach (kolekcja wystawowa pojedzie na kolejną edycję konkursu). Dyplom pt. „Klasyka inaczej w kolekcji ubiorów damskich” przygotowała pod okiem Aliny Adamczak, którą uważa za swoją mentorkę w kwestii projektowania odzieży. Sara przeszła kurs stylistyki osobistej, który – jak zaznacza – dostarczył jej wiedzy, jak kobieta powinna się ubierać, by podkreślać atuty sylwetki, kształty. Tym inspiruje się przy projektowaniu.

Marta Borowska: Pochodzi z Chłopów. Studiuje komunikację wizualną. Podobnie jak Sara, wzięła udział w Off Fashion 2013, gdzie dostała wyróżnienie. Wyróżnienie otrzymała też w ogólnopolskim konkursie na młodego projektanta bielizny. Doświadczenie w tym względzie zdobyła, pracując przez trzy lata jako projektant firmy Livia Corsetti, koszalińskiego producenta bielizny. Pod okiem konstruktorki, Teresy Błaszczyk, zgłębiała niezwykle teraz przydatne tajniki i techniki projektowania.

 

 

Razem, ale osobno

Wystawa w Muzeum w Koszalinie nosi nazwę „Istota rzeczy”. Aranżacja przygotowywana pod okiem dr Bogusława Niewiadomskiego – jak mówią dziewczyny – będzie spójna, ale prace prezentowane odrębnie, w trzech sekcjach. Wernisaż nastąpi 14 lutego, zakończenie wystawy 28 lutego br.

Sara: – Pomysł powstał, gdy pojechałyśmy na wystawę Asi do Piły. Długo się przyjaźnimy, więc pomyślałyśmy, że mogłybyśmy zrobić coś wspólnie. Zaczęłyśmy się starać o salę u dyrektora koszalińskiego Muzeum, Jerzego Kalickiego, który okazał przychylność wobec naszej inicjatywy. Pozytywnie zareagował także dyrektor Instytutu Wzornictwa, prof. Jacek Ojrzanowski i tak jesienią zaczęłyśmy przygotowania.

Marta: Myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałe, że czas najwyższy robić coś, co nie pozwoli nam stanąć w miejscu po studiach. Bardzo chcemy się rozwijać, to dla nas najważniejsze.

Prace powstają pod okiem wykładowców, dra Bogusława Niewiadomskiego, dr Aliny Adamczak, mgr Piotra Stramskiego, mgr Anny Szklińskiej. W projektowaniu pomagają studentkom także Emilian Reiske, Katarzyna Eisen, Leszek Jagodziński, Mieczysław Krawczyk. Dziewczyny przyznają, że od uczelni otrzymują ogromne wsparcie, także finansowe. W tym od prorektora ds. studenckich, prof. dr hab. Kazimierz Szymańskiego i Parlamentu Studentów. Chwalą również warunki, jakie stwarza im Politechnika Koszalińska, zwłaszcza, jeśli chodzi o dostęp do materiałów i możliwości rozwoju pasji.

Sara: Duża część prac może powstać ze względu na dobre wyposażenie warsztatów. Mamy do dyspozycji pracownię ubioru, małych form, drewna, spawalniczą, dostęp do narzędzi, gilotyn, palników, lutownic. Studiując tu, poznajemy rożne materiały, wiemy jak ich używać. Dzięki temu cały czas poszerzamy wiedzę. Materiały dofinansowuje uczelnia, bo są kosztowne. Nie mogą być trzeciego sortu. Wykorzystujemy np. najlepszą wełnę, prawdziwą skórę. Przed nami jeszcze mnóstwo pracy, część eksponatów w moim przypadku dopiero powstaje. Wiążemy przyszłość z projektowaniem, więc musimy się starać, by pierwsze modele były znakomicie wykonane, odszyte. Ja korzystam z pomocy krawcowej. Na szczęście mamy wsparcie znajomych, przyjaciół, partnerów no i wykładowców.

Marta: Nie idziemy na łatwiznę. Chcemy, by wszystko było jak najlepsze, dajemy z siebie wszystko. Zakładamy, że modele wykonaniem i pod względem projektowym nie będą odbiegały od poziomu Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, najbardziej prestiżowej, jeśli chodzi o modę, uczelni.

 

 

Kora, zwierzęta i układy scalone

Joanna: Na wystawie będzie można zobaczyć dwie moje kolekcje. Dyplomowa składa się z dwunastu elementów. Inspiracją były gry dziecięce, poszczególne modele można rozkładać i składać. W większości to naszyjniki, wisiory na łańcuszkach, bransolety i pierścionki wykonane z tworzyw sztucznych, metali, utrzymane w stonowanej kolorystyce, niektóre z elementami kolorowymi. Najnowsza kolekcja, „Dendro”, obejmuje mniej tradycyjne formy przestrzenne, bliskie rzeźbie, bo wśród eksponatów znajdzie się m.in. połączenie pierścionka z bransoletą i kolii z naramiennikiem. Inspiracją była kora, użyta w kolekcji naturalnej formie lub wykonana z tworzyw sztucznych: pleksi i spienionego pcv, metalu czy kleju na gorąco, który posłużył mi do zrobienia realnego odlewu kory. Modele w całości robię samodzielnie, najchętniej w kompletach, bo lubię różnorodność form.

Sara: – Zaczęło się od tego, że chciałam zrobić ozdoby na głowę, na jeden z przedmiotów. Dostałam od znajomego myśliwego przepiękne, wielkie poroże łosia. Postanowiłam zaprojektować podobne formy. Do tego adekwatne ubrania, stąd nawiązania do wyglądu żubrów, łosi, zwierząt leśnych. Modele mają elementy inspirowane kształtem zwierząt np. rozbudowane barki, wypukłe plecy, pikowania, ale są przy tym kobiece, podkreślają kształty.

Marta: Moją inspiracją była współczesna magia i nowe technologie. Obserwowałam, co robi mój chłopak, który studiuje kierunek inżynieryjny i moją uwagę zwróciły płytki z układami scalonymi. W kolekcji odwzorowałam je w postaci mosiężnych pasków, które łączą moduły tkanin wełnianych i kaszmirowych. Są trochę jak biżuteria. Kolekcja „Digitalism” jest moją pierwszą. Jest futurystyczna i wygląda dość ciężko, ale jest kobieca i dość wygodna.

Dziewczyny mówią o sobie: „trzy żywioły, generalnie chaos”. W poszukiwaniu inspiracji i materiałów biegają po lesie, odwiedzają wysypiska śmieci, firmy blacharskie lub produkujące banery. Ich ulubionym sklepem jest… Castorama. Goszczą tam często i wychodzą z naręczem kolanek, prętów, narzędzi i wszelkich przydatnych elementów. – Projektujemy w sposób szalony – śmieje się Joanna. – Nigdy się nie nudzimy. Kochamy to.