Tę wystawę w koszalińskim muzeum trzeba obejrzeć koniecznie. Podsumowuje ona nie tylko pół wieku pasji fotograficznej Edwarda Grzegorza Funke, ale również – jak podkreśla sam zainteresowany – jest swoistym bilansem siedemdziesięciolatka. Bilansem, który wychodzi zdecydowanie na plus.

Pan Grzegorz (takim imieniem zwracają się do niego przyjaciele) to człowiek niezwykle aktywny. Kiedyś pracownik naukowy, ekspert pracujący krótko na budowach platform naftowych w Afryce, później prywatny przedsiębiorca. Zawsze ciekawy świata i ludzi. Ta ciekawość, dzielona z żoną – panią Krystyną, owocowała bliższymi i dalszymi wyprawami. Pamiątkami z nich były nie tylko wspomnienia, ale również cykle fotografii, bo obok techniki fotografia jest inną życiową namiętnością bohatera naszej opowieści.

A co to ta Swisłocz z tytułu wystawy? To miejsce urodzenia Grzegorza Funkego. Dzisiaj w granicach Białorusi, zaledwie 15 km od obecnej granicy Polski. Miejsce, z którego jego rodzinę w roku 1944 wypędził zbliżający się od wschodu front i prąca niczym niszczycielki walec Armia Czerwona. On sam, oczywiście, tego nie pamięta – był wtedy niemowlęciem. Ale Swisłocz żyła w rodzinnych opowieściach, wśród których dorastał. Z nich pochodziło wyobrażenie o miasteczku, uliczkach, rodzinnym domu, ludziach, którzy tam zostali. I przez długie lata wpis w dowodzie osobistym: urodzony w Związku Radzieckim.

Przemiany polityczne spowodowały, że dla Polaków możliwie stało się nieskrępowane właściwie podróżowanie. Nawet do rządzonej nadal autorytarnie Białorusi. Swoją mityczną Swisłocz pan Grzegorz po raz pierwszy zobaczył jednak całkiem niedawno, bo w 2011 roku. Wspomina: – Miałem o niej jakieś wyobrażenie, bo przecież tyle o Swisłoczy słyszałem. Topografia z opowieści okazała się nieaktualna. Nie było już tamtych domów, zakątków. Czas zrobił swoje. Ale ja miałem tak dokładną mapę w głowie, że mimo wszystko mogłem wskazać gdzie kiedyś stała piekarnia, a gdzie był na rogu sklepik. To było ogromne przeżycie. A trafiłem tam dopiero wtedy, kiedy mogłem powiedzieć, że zjechałem już cały świat.

Później na Białoruś pan Grzegorz pojechał jako artysta fotografik; miał tam wystawę prac. Jedną z 70 indywidualnych i 45 zbiorowych, w jakich uczestniczył.

Ta obecna, w koszalińskim muzeum, przekrojowo pokazuje dorobek fotografika. Podobnie jak album, którego promocja odbędzie się 27 maja br.

 

 

 

Grzegorz Funke

Edward Grzegorz Funke – w Koszalinie od 1951 roku. Absolwent Technikum Łączności w Gdańsku i Politechniki Gdańskiej, doktor nauk technicznych. Członek rzeczywisty Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców i Związku Polskich Artystów Fotografików. Rok 1965 był początkiem jego współpracy z agendami informacyjnymi Politechniki Gdańskiej (m.in. „Kroniki Studenckiej”) oraz publikatorów ogólnokrajowych („Politechnik”, tygodnik „itd”). W latach 1970-1975 pełnił funkcję prezesa Koszalińskiego Towarzystwa Fotograficznego, a w okresie 2000-2012 wiceprezesa Bałtyckiego Towarzystwa Fotograficznego w Koszalinie. Razem z żoną Krystyną od kilkunastu lat realizuje projekt fotograficzny „Portret Świata”, w tramach którego odwiedził z aparatem sześć kontynentów. Od 2004 roku prowadzi prywatną, jedyną taką na Pomorzu, galerię fotografii. Od lat zaangażowany w edukację fotograficzną młodzieży.