Dotąd niewiele osób miało szczęście popróbować wspaniałości z nowego menu darłowskiego Gościńca Zamkowego. Byli to w większości przyjaciele nowych gospodarzy tego miejsca i przyjaciele przyjaciół. Emilia i Mark Bullerowie przyjmują gości od paru tygodni, na razie tylko w weekendy, ale wraz z początkiem sezonu wakacyjnego ich restauracja będzie czynna każdego dnia. Ma szansę na wielki sukces, bo to, co proponuje, jest w stanie dogodzić najbardziej wymagającym smakoszom.

Gościniec Zamkowy nie mógł trafić w lepsze ręce. Ona, ustczanka z urodzenia – wróciła z Wielkiej Brytanii z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu hotelami. On – znawca win, koneser dawnej broni, zbieracz militariów, zafascynowany odkrywaniem tajemnic historii, coraz bardziej zagłębia się w dzieje Darłowa i Pomorza. Tworzą przesympatyczne polsko-amerykańskie małżeństwo, które prowadzenia biznesu nie traktuje wyłącznie jako sposób na zarabianie pieniędzy. W przejęty niedawno prawie 300-letni obiekt wkładają ogrom serca. Chcieliby uczynić z niego coś więcej niż tylko hotel z restauracją. Marzy im się miejsce, do którego goście zechcą wracać dla wyjątkowej kuchni, wyjątkowego klimatu, wyjątkowych spotkań.

 

Emilia i Mark Bullerowie 1

Czołgi pana majora

Mark Buller zamieszkał pod Darłowem za sprawą Mariana Laskowskiego, pomysłodawcy i organizatora dorocznych zlotów zabytkowych pojazdów wojskowych. Łączy ich pasja zbierania militariów. Zaprzyjaźnili się 15 lat temu i przyjaźnią do dziś. Mark był w przeszłości amerykańskim oficerem, pilotem helikopterów, później instruktorem latania dla młodszych roczników żołnierzy. Pracował w bazie w niemieckim Wiesbaden. Po zakończeniu służby wojskowej pozostał w Europie.

Do Polski sprowadził się z całym „majdanem”. Jak tłumaczy, gromadzenie i odnawianie rozmaitych pojazdów i urządzeń wojskowych piekielnie wciąga. Może być również niebezpieczne. Na przykład dla małżeństwa. Mark tego doświadczył. Jego niemiecka żona zdołała zaakceptować zakup jednego czołgu, ale zagroziła, że gdyby przyszło mu do głowy nabyć kolejny, to ona odejdzie. – No i kiedyś zadzwoniłem, że mam już drugi czołg – wspomina major Buller. – To był koniec naszego związku.

Pani Emilia akceptuje ekspansywną pasję małżonka (Mark ma obecnie już trzy czołgi!). – Nie jestem zazdrosna o jego hobby – mówi. – Nawet sama się w to wciągam.

 

Miejsce z charakterem

Gościniec Zamkowy wzięli w swoje ręce niedawno (pierwszych gości przywitali 17 stycznia br.). Pobudowany w 1740 roku nad Wieprzą, w sąsiedztwie darłowskiego zamku, budynek długo pełnił funkcję zajazdu. To tutaj na nocleg zatrzymywali się podróżni, korzystający z pierwszych pocztowych linii dyliżansowych łączących Prusy z Pomorzem Przednim i Berlinem.

Po ostatniej wojnie zmieniał przeznaczenie. Był w nim urządzony dom opieki, biblioteka, ośrodek wypoczynkowy. Stopniowo popadał w ruinę. Wyremontowany został w latach 90. ubiegłego wieku i wtedy przywrócono mu charakter hotelowo-gastronomiczny (14 pokoi i apartamentów, restauracja).
Jest coś w tym miejscu, że chce się w nim przysiąść choćby na chwilę, a potem wracać. Wnętrze ma po prostu duszę. Czuć w nim również rękę nowych gospodarzy. Mark przywiózł z sobą oryginalne dwustuletnie szwarcwaldzkie zegary, które samodzielnie przywrócił do życia (jeden z nich uruchamia tylko na szczególne dni, bo wewnątrz dużo jest jeszcze drewnianych elementów, które łatwo się zużywają). Do głównej sali restauracyjnej trafił ogromny zabytkowy stół z francuskiego średniowiecznego zamku. Pod ścianą stanęła zaś ciężka, XVII-wieczna skrzynia z misternie rzeźbionego drewna. W każdym zresztą kątku natykamy się na drobiazgi, które równie dobrze mogłyby służyć za eksponaty w muzeum.

– Zauroczyły nas te wnętrza, dlatego zdecydowaliśmy się związać z Gościńcem – mówi Emilia Buller. – Zastanawialiśmy się nad pomysłem na to miejsce. Doszliśmy do wniosku, że chcemy podejmować gości w taki sposób, jak sami chcielibyśmy być ugoszczeni. Jednocześnie przeglądając rozmaite źródła historyczne doszliśmy do wniosku, że musimy koniecznie skorzystać z tradycji kulinarnej Darłowa i okolic oraz oprzeć menu na produktach lokalnych, naturalnych, najwyższej jakości.

 

gosciniec wnetrza 1 (2)

 

Podawany w Gościńcu chleb to wypiek tradycyjny, domowy. Jajka pochodzą od kur, które biegają swobodnie po obejściu i są żywione w sposób naturalny. Łosoś – wyłącznie bałtycki, świeżutki, wędzony przez dwie doby specjalną metodą. To nic, ze jest droższy niż norweski, dostępny w każdym sklepie. Smakuje wyśmienicie.
Podobnie jest z daniami mięsnymi. Rzecz nie do podrobienia to na przykład tatar z gęsiny. Fenomenalny! Zresztą gęsina gra w menu jedną z głównych ról. Nie bez powodu. Pani Emilia objaśnia: – Od niepamiętnych czasów Darłowo słynęło z hodowli gęsi. Rozwinęła się ona szczególnie w XIX wieku i w pierwszych dziesięcioleciach XX. Można powiedzieć, że to była skala przemysłowa. Wojna przerwała tę tradycję, z wielką szkodą dla miejscowej kuchni.

Mark Buller dodaje: – Hodowanie gęsi było zwolnione z szeregu podatków, więc rozwinęło się na ogromną skalę. Darłowskie gęsi trafiały do najdalszych zakątków Niemiec i nie tylko. Cieszyły się wielkim uznaniem.
Inna miejscowa tradycja, jaka wraca za sprawą Gościńca Zamkowego, to kiełbasa nazywana Ruegenwaldeteewurst (z niem. dosłownie „darłowska kiełbasa herbaciana”; Ruegenwalde to niemiecka nazwa Darłowa). To rodzaj metki, która podbiła podniebienia Niemców i znana była w najdalszych zakątkach ich kraju. Produkowana jest do naszych czasów, na podstawie zastrzeżonych receptur, wywiezionych z Darłowa w końcówce II wojny światowej przez miejscowych rzeźników. Jak ustalił Mark Buller, grubo przed wojną działało w Darłowie 8 wytwórni tego przysmaku. Zajmowały się one również przerobem gęsiny i wołowiny, tworząc coś w rodzaju spółdzielni. – Ich obroty jak na tamte czasy były ogromne, ale przede wszystkim rozsławiały one imię Darłowa – mówi Mark Buller, który w starych książkach i rocznikach gazet wyszukuje informacji o historii miejsca, które wybrał do życia.

– Ta charakterystyczna metka powstała niejako przez przypadek – dodaje pani Emilia. – Po prostu pewnego razu pracownik nie dodał do kiełbasy wszystkich składników, jak kazała receptura. Powstała Ruegenwaldeteewurst, słynna na pół Europy. My chcemy przywrócić tę tradycję Darłowu. wystąpiliśmy o przyznanie specjalnego certfikatu, a by móc oferować klientom kiełbasę nie tylko sprowadzoną z Niemiec, ale wytwarzaną samodzielnie, na miejscu.

Tradycji kulinarnych, które za sprawą zapaleńców z Gościńca Zamkowego wracają na stół, jest dużo więcej. – Przyjęliśmy za zasadę powrót do tego, co już było, co się sprawdziło a zostało zapomniane – objaśnia Emilia Buller. – Chodzi o to, żeby można było u nas zjeść rzeczy oryginalne, smaczne i naturalne. Chcemy, żeby smaki z naszego menu zawsze były takie same. Dlatego znajdujemy dostawców wyłącznie miejscowych, a wszystkie dania przygotowujemy na miejscu. Nie używamy produktów mrożonych albo półproduktów. Chcemy być dla gości przewodnikami po smakach, pokazywać możliwości, jakie stwarzają z pozoru banalne produkty.

 

Mark Buller o winach z regionu Nahe wie chyba wszystko

Żywy atlas niemieckich win

Oprócz broni i militariów, pasją Marka Bullera są wina. Jest absolutnym ekspertem, jeśli chodzi o wina z niemieckiego regionu Nahe (obszar 4500 hektarów winnic położonych między Renem a rzeką Mozelą, najmniejszy z 11 niemieckich regionów winiarskich). Słysząc określenie „ekspert”, czuje się zakłopotany, bo uważa, że jest zaledwie amatorem. Kiedy jednak zaczyna mówić o gatunkach win z Nahe, zapala się, a słuchacze chłoną każde jego słowo. Potrafi bowiem w niezwykle sugestywny sposób opisywać niezwykle subtelne różnice pomiędzy winami pochodzącymi z poszczególnych winnic. Są to opowieści fascynujące!

Dlaczego postawił właśnie na wina niemieckie? – Nie tylko dlatego, że mieszkałem tam 20 lat – mówi Mark. – Niemcom trzeba przyznać, że umieją dbać o jakość. Także o jakość win. Kupując wina niemieckie, możemy mieć pewność, że nie ma w nich dodatku cukru, co praktykuje się w innych krajach dla osiągniecia szybszej fermentacji i większej zawartości alkoholu. W Niemczech za takie praktyki grozi pięć lat więzienia! Z każdej winnicy, z każdego rocznika i odmiany po dwie butelki trafiają do państwowej kontroli. Jedna jest badana laboratoryjnie, a druga pozostawiana w czymś w rodzaju „archiwum” jako swoisty wzorzec.

Nie mamy tutaj możliwości głębiej zaczerpnąć ze skarbnicy wiedzy winiarskiej Marka Bullera. Ale nic straconego – od kolejnego wydania „Prestiżu” zaproponujemy Państwu specjalną rubrykę winiarską, prowadzoną właśnie przez niego.
– Zdajemy sobie sprawę, że renomy nie buduje się z dnia na dzień – podsumowuje Emilia Buller. – Dajemy sobie na to czas. Ale jesteśmy przekonani, że klimat Gościńca Zamkowego, nasza kuchnia, wina, będą czymś, co okaże się dla gości interesujące i co docenią, wracając do nas.

Mark dodaje: – Wydaje mi się, że działamy zgodnie z zasadą, jaką wpajał mi mój ojciec: „Rób to, co lubisz, najlepiej jak potrafisz”. To klucz do powodzenia, ale i do satysfakcji. Żyjemy przecież tylko raz, warto więc to nasze życie smakować.

 

gosciniec wnetrza 1 (3)