W samym 2013 roku podopieczni Ewy Turowskiej w konkursach wokalnych oraz recytatorskich wywalczyli 85 nagród i wyróżnień. Znana, lubiana i wymagająca założycielka „Mini Studia Piosenki” działającego w Centrum Kultury 105 w Koszalinie, obchodzi jubileusz 35-lecia pracy zawodowej.

Na 28 lutego br. w sali widowiskowej CK 105, z którym współpracuje już 25 lat, zaplanowała jubileuszowe widowisko „Kiedy wreszcie dorosnę”. Zaprosiła na scenę 30 swoich uzdolnionych wychowanków, m.in. znanych już i dojrzałych artystycznie absolwentów Studia rozrzuconych dziś po całej Polsce. Z Ewą Turowska rozmawialiśmy na kilka dni przed jubileuszem, w jej ciepłym, pełnym drewna, pamiątek, nut, śpiewników mieszkaniu. Historii o kobiecie sukcesu, która jako młodziutka akrobatyczka, pływaczka, potem poważny technik dentystyczny z powodzeniem odnalazła się w roli instruktorki młodych artystów przysłuchiwał się w salonie oparty o ścianę olbrzymi stary zegar oraz drzemiący pod zeszytami, książkami fortepian…

 

– Kiedy zaczęła Pani przygodę z muzyką?

– Jako instruktorka? Siostra przypomniała mi, że już jako siedmiolatka organizowałam koleżankom występy na łące na osiedlu Rokosowo. Ustawiałam je, dyrygowałam. Pilnowałam, by „wszystko grało” (śmiech).

 

_MG_9630

– Rodzice rozwijali ten talent?

– Niezupełnie. Tata chciał zrobić ze mnie sportowca. W szkole podstawowej za jego namową doskonaliłam akrobatykę gimnastyczną. Szło mi nawet dobrze. Podczas jednego ze skoków spadłam jednak ze ścieżki, złamałam rękę w łokciu. Odeszłam od akrobatyki. Zaczęłam pływać, brałam udział w zawodach. Chodziłam też na zajęcia artystyczne do Wojewódzkiego Domu Kultury, czyli tu, gdzie mieści się teraz CK 105.

 

– Jako dziecko prowadziła Pani intensywne, zorganizowane życie, pełne wyzwań i rywalizacji. Do dziś nie zwalnia Pani tempa!

– (śmiech) Tak, nie ustaję w boju! Wiele godzin spędzam na pracy z dziećmi i młodzieżą, na zajęciach, wyjazdach, konkursach. Mąż aż się śmieje ze mnie. Wie, że choć zmęczona, wracam z pracy naładowana pozytywną energią.

 

– Jaką rolę odgrywa Pani w życiu młodych ludzi, którymi się Pani opiekuje?

– Rozwijam artystycznie , motywuję do stawiania celów i do osiągania sukcesów. Mam świadomość, że przychodząc na zajęcia do mnie, pokonują swoje bariery: mają sporo innych zajęć, lekcje do odrobienia, swoje problemy lub… dzień lenistwa. Myślę, że przychodzą, bo czują, że ze mną robią coś ważnego w życiu. Zajęcia dają im radość, poczucie stawania się coraz doskonalszym, silniejszym.

 

– Uczy ich pani rywalizacji?

– Przygotowuję do radzenia sobie z nią. W życiu konkurs ciągle trwa, nie ustaje.

 

– Imponująca liczba nagród i wyróżnień, które zdobywają Pani wychowankowie, pokazuje , że znalazła Pani klucz do emocji młodych ludzi. Jak ich Pani motywuje?

– Mówię : musisz się przygotować tak, żebyś to ty był przekonany, że jesteś świetny w tym, co robisz. Wyjdź na scenę i pokaż, że taki jesteś. Jeśli w to wierzysz, twój słuchacz uwierzy tobie. Jeśli nie uwierzysz, będzie się wstydził słuchając cię i patrząc, jak się męczysz. Zrób tak, by twój występ, był dla niego przyjemnością, czyli dokładnie tym, po co przyszedł!

 

_MG_9668

– Selekcjonuje Pani talenty? Wybiera do współpracy te, które rokują na wygraną w konkursach?

– Absolutnie nie. Przygarniam wszystkich . Biorę ich takimi, jakimi się do mnie garną (śmiech) . Nie ogłaszam jednak naborów i zapisów. W ten sposób chronię się przed nadmierną fala chętnych, którym nie byłabym już w stanie poświęcić czasu. Pracuję obecnie z trzydziestu młodymi artystami w wieku od 8 do 18 lat. To duże wyzwanie, by znaleźć dla każdego tyle czasu, ile potrzebuje, by się rozwijać.

 

– Od zawsze była opiekunką artystyczną młodych talentów?

– Nie! Znów za namową mojego taty skończyłam studium techników dentystycznych. Zdążyłam zrobić w życiu trochę prac protetycznych, między innymi w Niemczech, gdzie pracowałam dwa lata w bardzo zaawansowanych technikach . Pracowałam też w miejskiej protezowni w Koszalinie. Ale organizatorem byłam od zawsze. Nawet pracując w tej poradni, organizowałam nam wypoczynek, wyjazd na obozy. Tak już mam. Zrezygnowałam z tego.

 

– … na rzecz pracy z młodzieżą.

– Tak. Rozpoczęłam ją w Miejskim Ośrodku Kultury, do którego w zaprosił mnie kolega, gitarzysta – Marek Dziedzic. Trafiłam do działu kulturalno-oświatowego, zostałam tam kierownikiem. Zaczęłam się opiekować zespołem Beak Dance, który tworzyli zbuntowani i wrażliwi młodzi ludzie – znani wszystkim bracia Staniszewscy , Piotr Wiliński, Dariusz Sak. Pierwszy nasz wspólny wyjazd za granicę pokazał im, że to co robią ma swoją wartość, że przyjemnie jest wymieniać się z innymi zespołami doświadczeniem. Potem założyłam zespół taneczny i wreszcie , za namową aktora BTD Krzysztofa Ziembińskiego – Mini Studio Poezji i Piosenki. Pozwoliło mi łączyć to, o czym od dawna marzyłam: dźwięk, tekst, aktorstwo, taniec, ruch…

 

– Nazwa „Mini” jest dziś myląca.

– Rzeczywiście. Zastanawiałam się nawet, czy jej nie zmienić, ale moi podopieczni wybili mi to z głowy. Studio przygotowane było od początku dla małych dzieci, stąd jego nazwa. Z czasem dzieci rosły, zmieniała się więc jego specyfika, repertuar, sposób pracy z młodzieżą.

 

– Po całym dniu wypełnionym muzyką wraca Pani do domu i…

– Po godzinach przesłuchań, prób, odtwarzania na tablecie kolejnych utworów dla młodzieży, śpiewu – mojego też, bo przecież śpiewam razem z uczniami – wybieram zwykle ciszę. Nie przeszkadza mi, że mąż słucha po cichu swojej ulubionej muzyki. Ot, sączy się przyjemnie gdzieś po cichutku…