Piotr Rowiński nie ukrywa, że na jego myślenie o biznesie silnie wpłynęły wzorce niemieckie. Porządek i uczciwość to podstawowe wartości jakimi się kieruje, a Auto Galeria to efekt dokładnie przemyślanego planu. Jej cele właściciel ujął w misji firmy: „.Pragniemy każdego klienta traktować tak, aby czuł, że jest najważniejszy na świecie. Nawet w najprostszych rzeczach dążyć do doskonałości. Robiąc rzeczy wielkie, nigdy nie zapominać o tych najmniejszych. Pamiętać, że szczęścia można doświadczyć tylko wtedy, gdy dajemy je innym”.

Pogodny, uśmiechnięty, zawsze w ruchu. Rocznik 1972. W Koszalinie zamieszkał z rodziną 15 lat temu – z wyboru. Szybko się zadomowił.

Kiedy rozmawiamy z Piotrem Rowińskim o tym, co spowodowało, że życie zawodowe związał z biznesem, a na dokładkę z biznesem samochodowym, zwraca uwagę na miejsce, w którym dorastał. Uczył się w technikum samochodowym w Słubicach. Jak wielu korzystał z przywileju mieszkańców strefy przygranicznej: mogli oni bez ograniczeń przekraczać granicę z Niemcami. Kontrast między warunkami życia po dwóch stronach Odry był ogromny. Tam półki pełne kolorowych towarów, u nas szarzyzna i puste sklepy.

To wtedy – wspomina – po raz pierwszy odezwał się z nim gen przedsiębiorczości. Zaczął handlować towarami kupowanymi w Niemczech. Rynek był nienasycony. W Polsce wciąż atrakcją były na przykład dezodoranty, pasta do zębów w miękkiej tubce czy zwykła cola. Zastrzega, śmiejąc się: – Nigdy niczego w szkole z tego powodu nie zawaliłem. Zawsze byłem jednym z najlepszych uczniów w klasie.

Niemniej miał już swoje pieniądze i kiedy ukończył szkołę kupił na spółkę z kolegą pierwszy samochód – używanego forda escorta. – To był rok 1993. Posiadanie samochodu nadal było synonimem luksusu, a my, młodzi ludzie, mogliśmy sobie na niego pozwolić – mówi Piotr Rowiński. – Na samochód pracowało się wtedy latami.

Wir interesów wciągał go coraz bardziej. Nic dziwnego, że szybko zrezygnował ze studiów i ostatecznie nie został inżynierem sanitarnym i ochrony środowiska. Jego decyzja była kompletnie niezrozumiała dla rodziców, zaburzała odwieczny, wydawałoby się, porządek: matura – studia – praca. Z perspektywy czasu mówi o tym tak: – Rozumiałem pretensję rodziców, ale wiedziałem, że to jest czas, który muszę wykorzystać inaczej. Nadrobiłem później, już mieszkając w Koszalinie, tę edukacyjną zaległość z dużą nawiązką.

Handlem zajmował się także po założeniu rodziny. Żona, pani Jolanta, prowadziła stoisko obuwnicze na bazarze, a on trudnił się handlem samochodami sprowadzanymi głównie z Niemiec. Jak podkreśla, z szacunkiem przyglądał się niemieckiemu porządkowi, systematyczności, przejrzystości w interesach. – Imponowało mi to. Wtedy już na dobre ukształtowało się we mnie przekonanie, w jaki sposób chcę prowadzić interesy.

 

 

DSC_1411

 

Pociąg do Nowego Jorku

Prowadząc swój niewielki biznes, znalazł się, jak mówi, w „pociągu do Nowego Jorku”, w pociągu do kapitalizmu i normalnego świata. Wszystko co było wcześniej niemożliwe, stawało się w Polsce możliwe.

Pierwszą działalność gospodarczą założył w 1993 roku. Handel używanymi samochodami kwitł. Pan Piotr i jego wspólnik sprowadzali auta po wypadkach i kolizjach, naprawiali je, a potem sprzedawali. Wpadli w tygodniowy rytm: czwartek – giełda w Poznaniu, sobota – Lubin, niedziela – znowu Poznań.

– Obserwowałem zderzenie dwóch światów: z jednej nasze kombinatorstwo i wieczny chaos, a z drugiej niemieckie poukładanie, ład, solidność. Wtedy jeszcze nie wyobrażałem sobie, że u nas w Polsce może być kiedyś tak samo jak u nich – wspomina. – U nas wciąż się zmieniało prawo, niczego nie można było być pewnym. Byliśmy na łasce i niełasce celników i pograniczników. Bywało, że staliśmy po kilkadziesiąt godzin na granicy. Po siedmiu latach tej mordęgi byłem już zmęczony.

 

Koszalin, rok 2000

Przyszedł czas na zmiany. Trochę przyspieszył je los. Dziecko państwa Rowińskich okazało się alergikiem. Lekarze zalecali zmianę klimatu. Stąd pomysł na Koszalin. – Wtedy czułem się wykończony prowadzeniem działalności gospodarczej. Brakiem jasnych przepisów, tym że mogły się one zmienić z dnia na dzień – mówi. – Podjęcie stabilnej pracy w garniturze wydawało mi się wygraną na loterii.

Starał się o pracę w salonie samochodowym firmy Dudojć, dealera Śkody, Volkswagena i Audi. Był idealnym kandydatem: otwarty, kontaktowy, z przygotowaniem zawodowym i doświadczeniem handlowym. Zakotwiczył tam na cztery lata, szybko awansując. – Sprzedawałem volkswageny. Jeździłem na szkolenia. Uzyskałem certyfikat autoryzowanego sprzedawcy VW, który pozwalał mi podjąć pracę w dowolnym salonie marki. Wszystko szło znakomicie. Jestem dotąd ogromnie wdzięczny państwu Joannie i Tadeuszowi Dudojciom, od których bardzo dużo się nauczyłem – mówi. – Zetknąłem się u nich z dobrą, przypominająca Niemcy, organizacją pacy. Poznałem prawidłowy obieg dokumentacji w firmie. Zrozumiałem również, jak ważny dla powodzenia w biznesie jest dobry plan. To wszystko bardzo mi się później przydało.

Nie byłby sobą, czyli człowiekiem którego rozpiera energia, gdyby nie robił czegoś ponad etat. Nadal handlował autami, choć oczywiście w dużo mniejszej skali niż wtedy, kiedy mieszkał w Słubicach. Ale z czasem ta dodatkowa działalność rozkręciła się na tyle, że łączenie dwóch zajęć było nie do pogodzenia.

 

DSC_1853

 

Koszalin, rok 2004

Nie chciał już sprzedawać samochodów w taki sposób, jak wcześniej, czyli na bazarach, giełdach, pod chmurką. Wynajął pomieszczenia przy ulicy Gnieźnieńskiej po salonie samochodowym, który splajtował. Postanowił, że poprowadzi własny salon samochodowy, z tym, że nie określonej marki, ale samochodów używanych.

I znów pomocna okazała się obserwacja rzeczywistości za Odrą. Pan Piotr wspomina: – Nie wymyśliłem prochu. Wystarczyło wdrożyć to, co robiło na mnie wrażenie w Niemczech. Był to czas, kiedy do Polski w jednym tylko roku w tak zwanym imporcie indywidualnym sprowadzono milion samochodów. Wszyscy wróżyli mi klęskę, bo proszę, jaka konkurencja! Ale to ja miałem rację. Dostrzegłem niszę rynkową i ją wykorzystałem.

Do Polski rzeczywiście płynęła wtedy szeroka rzeka samochodów. Ale jednocześnie nabierało na sile inne zjawisko. Otóż Polacy, którzy kupili nowe auta u polskich dealerów w latach 90. zaczęli je wymieniać. Pojawił się nowy segment rynku. Owszem, auta używane, ale z wiarygodnym przebiegiem na liczniku, ze znaną historią serwisowania, napraw i ubezpieczenia. Wobec sprowadzanych nie wiadomo skąd, nie wiadomo przez kogo, ze sfałszowanymi często licznikami, te samochody okazały się bardzo konkurencyjne. – Oczywiście byliśmy na wyższej półce cenowej, więc nie dla każdego dostępnej. Ale coraz więcej osób było gotowych zapłacić więcej za pewny, sprawdzony towar, który ma dwa kluczyki, książkę serwisową, był użytkowany przez jednego użytkownika i w stu procentach prawidłowo serwisowany – wyjaśnia pan Piotr. – Wcześniej wielu się „nacięło” na samochodach sprowadzanych z Niemiec, często powypadkowych albo składakach.

 

Na prostej

Auto Galeria zaczęła sobie dobrze radzić na rynku. Grono klientów się systematycznie poszerzało. Właściciel zaś znalazł czas na to, o co wcześniej pretensje mieli rodzice: – Prowadziłem firmę i studiowałem, nie wyłącznie dla nich. Miałem własną ambicję pod tym względem. Potrzebowałem nowej wiedzy o biznesie. Ukończyłem jedną uczelnię, potem drugą. Ze studiów wyniosłem przeświadczenie, że dobra firma musi mieć porządny biznesplan. Stworzyłem go. Inna ważna rzecz: firma musi mieć misję. Napisałem ją. Wisi u nas na ścianie w centralnym miejscu. Odzwierciedla to, co chcę robić. Mam nadzieję, że będzie kultywowana przez kolejne pokolenia Rowińskich. Kiedy startowałem z biznesem w 1993 roku, chciałem mieć porządną pieczątkę i wizytówki, bo nikt z podobnych do mnie nowicjuszy ich wtedy nie miał. Potem chciałem mieć salon sprzedaży, chociaż na dobrą sprawę i bez niego bym się obszedł, stawiając na placu przyczepę kempingową i w niej prowadząc transakcje. Ale ja chciałem inaczej. Podobna sprawa ze sformułowaniem misji dla firmy. W ten sposób znowu wyznaczyłem sobie cel i mam nadzieje, że w niedługim czasie Auto Galeria stanie się w Koszalinie rzeczywistym „motoryzacyjnym miejscem spotkań”.

 

„Stosowane przez nas praktyki oparte są na uczciwości i jawności. Chcielibyśmy, by stały się one w handlu samochodami powszechne. Zależy nam bowiem na dobrym wizerunku nie tylko Auto Galerii, ale całej branży.”

 

Ludzie DSC_1876

Piotr Rowiński z pracownika stał się pracodawcą, a więc szefem – człowiekiem od wyznaczania zadań i rozliczania. On sam podkreśla, że o swojej roli nigdy nie myśli w kategoriach dominacji. Woli się widzieć jako jeden ze współpracowników. W naszej rozmowie po raz pierwszy pojawia się słowo „pokora”. – Mam jej ogromnie dużo wobec ludzi, z którymi pracuję. Bardzo ich cenię i szanuję. To oni tak naprawdę są firmą, bo bez nich byłby to tylko szyld i budynek.

Odchodząc z etatu, otwierając ponownie własny biznes, pan Piotr zaryzykował. Ale zaryzykowała również pani Anna Tomaszewska, która przyszła do powstającej dopiero Auto Galerii z salonu dealerskiego Forda. Obecnie pełni funkcję dyrektora w firmie. – „Samochodziara” z krwi i kości. Ma ogromną wiedzę. Mogłaby dyskutować o motoryzacji z taksówkarzami, którzy jak wiadomo, wiedzą wszystko – śmieje się pan Piotr. – We dwójkę tworzyliśmy tę firmę. Po nocach myliśmy, sprzątaliśmy, przygotowywaliśmy samochody do sprzedaży. Ale ile mieliśmy wtedy energii, euforii, zapału! To jeszcze nie był ten etap, że miałbym spisany plan. On istniał gdzieś w mojej głowie, ale wiele się jeszcze działo na zasadzie całkowitej spontaniczności.

Drugi raz słowo „pokora” pojawia się, kiedy rozmowa schodzi na temat klientów. – Od samego początku najważniejszy jest dla nas klient. Po drodze popełniliśmy mnóstwo błędów. Mógłbym długo przepraszać wszystkich, którzy poczuli się źle obsłużeni, mieli o coś pretensję. Z każdej takiej sytuacji wyciągamy wnioski, czegoś się uczymy. Pracownikom powtarzam zawsze, a niektórzy są ze mną od pierwszego dnia: „obsługujcie klientów tak, jakbyście sami chcieli być obsłużeni”. To jest początek i koniec drogi do sukcesu. My nie szukamy nowych rozwiązań, nowego sposobu wymiany klocków hamulcowych czy nowego sposobu wymiany oleju. Ale jak wymieniamy olej, to wymieniajmy go dołem a nie górą, nie odsysajmy go, tylko spuszczajmy. Stosujmy najlepsze filtry, dając klientowi prawo wyboru. A jeśli nie wie, o czym mówimy, wyjaśnijmy mu wszystko dokładnie, żeby rozumiał co mu proponujemy, jakie są alternatywy i ich konsekwencje.

 

DSC_1814

 

Koszalin, rok 2010

Nisza rynkowa, którą zagospodarowała Auto Galeria, zapewniła stały wzrost obrotów. Poprzednia, wynajmowana siedziba okazała się za ciasna. Pojawiła się myśl, by zbudować własną. Czas nie sprzyjał decyzjom inwestycyjnym. Osłabienie gospodarcze było silnie odczuwalne, narastało poczucie niepewności.

Przed państwem Jolantą i Piotrem Rowińskimi stanęło poważne pytanie. Byli przygotowani do budowy domu, mieli nawet pozwolenie na budowę. Tymczasem firma również wymagała rozbudowy. Co wybrać? Wygrała druga opcja. Pan Piotr podsumowuje: – My zawsze na coś oszczędzaliśmy, czegoś sobie odmawialiśmy. Tak stało się i tym razem. Kwestia priorytetów.

Budować własny salon, ale gdzie? Zaczęło się poszukiwanie potencjalnej lokalizacji. W tym czasie Urząd Miejski wystawił na przetarg działkę przy ulicy Gnieźnieńskiej 32. Idealna. Dobrze wyeksponowana z dwóch stron, z bezpiecznym wjazdem.

Powstał bardzo ładny, charakterystyczny obiekt. Działa od kilku miesięcy. Na razie składa się z salonu ekspozycyjnego z biurami, dużego placu, pomieszczeń serwisowych i super nowoczesnej myjni samochodowej. W nieodległym czasie pojawi się jeszcze stacja diagnostyczna, a być może również blacharnia i lakiernia.

– To że tutaj jest ładnie, bo słyszymy takie pochwały, nie oznacza, że to kosztowało jakieś koszmarne pieniądze. To wszystko są przemyślane decyzje. Od pewnego momentu prowadziliśmy budowę systemem gospodarczym. To było poważne wyzwanie. Ale jeśli chodzi o jakość, miejsca na kompromisy nie było. Spotkaliśmy się z odruchem pomocy ludzi, którzy mieli własne doświadczenia z takim budowaniem. Korzystaliśmy z ich doświadczeń, żeby nie powtórzyć ich błędów. Nie będę tutaj wymieniał tych nazwisk, ale ci ludzie wiedzą, o kim mówię i chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo jestem im wdzięczny.

 

Szyta na miarę, czyli jaka?

W myśleniu o standardach obsługi obowiązujących w Auto Galerii, na pierwszym planie jest indywidualne podejście do potrzeb klienta. Handlowiec ma być jego partnerem i doradcą. A każdy zadowolony klient to potencjalny ambasador firmy. I tu pojawiają się obok niemieckich, wzorce amerykańskie: – Tam klient wydaje ciężko zarobionego dolara, u nas ciężko zarobioną złotówkę, a naszym obowiązkiem jest spowodować, by zawsze miał poczucie, że wydał swoje pieniądze najlepiej jak mógł – przekonuje Piotr Rowiński.

Szef Auto Galerii objaśnia, co rozumie pod określeniem „firma szyta na miarę”: – Można tu odwołać się do przykładu z zupełnie innej branży. Idąc do sklepu odzieżowego, wybieramy coś do ubrania i jeśli się nam spodoba, kupujemy to. Ale może być tak, że nie ma rozmiaru, fason nie ten, nie podoba nam się kolor. Co nam wówczas pozostaje? Idziemy do krawca, który zdejmuje z nas miarę, szyje, robi przymiarki, a w końcu oddaje nam do rąk rzecz idealnie dopasowaną. Ja w ten sposób myślę o Auto Galerii. To za co płaci nam klient, musi idealnie spełniać jego wymagania. Auto Galeria przygotowana jest do tego, by stać się swoistym motoryzacyjnym pogotowiem ratunkowym, zdolnym pomóc w każdej sytuacji, ale i miejscem, o którym koszalinianin pomyśli jako o pierwszym, kiedy pojawi się jakiś motoryzacyjny kłopot.

 

„Wiemy, że są więksi – my damy z siebie więcej. Warto się o tym przekonać.”

Co to jest sukces?

– Czy Auto Galeria osiągnęła sukces? – zastanawia się głośno Piotr Rowiński. – Trzeba by najpierw ustalić jego miarę. Ja wciąż nie mam odwagi myśleć, że odnieśliśmy sukces. Wolę myśleć, że jesteśmy w jakimś procesie, cały czas dążymy do wyznaczonego celu. Uważam, że to jest dobry motor do działania. Ambicja w połączeniu z pokorą. Bo przecież gdyby uznać, że jest idealnie, to jaki sens miałyby nasze dalsze starania?

Auto Galeria ma swoją atmosferę. W jej wnętrzu – oprócz samochodów – można podziwiać m.in. ręcznie malowane na surowych deskach olejne obrazy z motywami aut retro, artystyczne zdjęcia modeli zabytkowych i nowoczesnych oraz gabloty z wykonanymi w różnych skalach miniaturami aut pochodzących z różnych epok. Zawsze też wewnątrz prezentowanych jest kilka samochodów – w jakiś sposób charakterystycznych: luksusowych, z wyjątkowym wyposażeniem albo rzadkich marek.

– Wiem, że klientom Auto Galeria się podoba. Słyszymy dużo pochwał – kwituje Piotr Rowiński. – To nas oczywiście bardzo cieszy. Ale najbardziej cieszymy się, kiedy widzimy powracających klientów, bo to znaczy, że jesteśmy im potrzebni i że się na nas nie zawiedli.

 

 

Auto Galeria specjalizuje się w handlu samochodami pochodzącymi z polskiego rynku, odkupionymi od pierwotnych właścicieli, którzy nabyli je u autoryzowanych dealerów. Każde auto jest gruntownie sprawdzane pod względem jego przeszłości i stanu technicznego.
Auto Galeria to również kompleksowe centrum serwisowe oraz myjnia DeLuxe. Klient powierzający jej swoje auto ma pewność, że diagnostyka, serwis podzespołów oraz ewentualne naprawy zostaną wykonane na najwyższym możliwym technicznie poziomie, przy użyciu części najwyższej jakości i z maksymalną starannością – po cenach konkurencyjnych wobec autoryzowanych stacji obsługi poszczególnych marek samochodowych.
W super nowoczesnej myjni do mycia aut stosowana jest tzw. różowa piana, której unikatowy skład chemiczny gwarantuje najwyższą skuteczność usuwania nawet najbardziej opornych zanieczyszczeń i plam.
Auto Galeria współpracuje z wieloma instytucjami finansowymi i firmami leasingowymi, dzięki którym klienci mogą wygodnie sfinansować zakup nowego środka transportu dla siebie lub swojej firmy. Firma przyjmuje również samochody w rozliczeniu.