Ciemna noc, na tarczy zegara godzina druga. Normalnie o tej porze Koszalin śpi, jednak nie tym razem. Na ulicach miasta trwa bieg – piąta edycja imprezy Nocna Ściema, w której w tym roku wzięło udział blisko ośmiuset zawodników.

 

Pobiliśmy swój rekord! – cieszy się Michał Bieliński, organizator biegu. – Impreza już na dobre zagościła w kalendarzu biegaczy z całej Polski, przyjechały do nas kluby między innymi ze Szczecina, Poznania, Warszawy. odbywa się zawsze w noc zmiany czasu na zimowy. Zawodnicy chętnie zaglądają do Koszalina, bo jest to po pierwsze jedyny w naszym kraju bieg rozgrywany w nocy, a po drugie – zmiana czasu z letniego na zimowy pozwala zawodnikom uzyskać wyjątkowe wyniki. – Padają tu zarówno rekordy życiowe, jak i świata – śmieje się pan Michał. – Wszystko to z taką małą gwiazdeczką, jak w umowach. Wyniki są tak „dobre”, bo w trakcie biegu cofamy o godzinę wskazówki zegarów.

Startujący w biegu Nocna Ściema pokonują dystans półmaratonu, czyli 21 km, bądź maratonu – 42 km. – Trasa jest trudna – przyznaje Sylwester Szymański, uczestnik zawodów i zdobywca trzeciego miejsca w półmaratonie. – Jest wiele podbiegów, zbiegów i pofałdowań terenu. Do tego oczywiście wiele nierówności na trasie – dodaje. Takie warunki wymagają od biegaczy odpowiedniego przygotowania i uwagi. – Wystarczy złe postawienie stopy i można nabawić się poważnej kontuzji – wyjaśnia Sylwester Szymański. -Właśnie leczę taką, stawu kolanowego, i stąd ta trzecia lokata. Musiałem oszczędzać się – dodaje z uśmiechem.

Na pewno nie oszczędzał się zwycięzca półmaratonu, 23-letni koszalinianin Mateusz Witkowski, który pobił swoją „życiówkę” i przekroczył metę z czasem 1 h 11 min 45 sekund. – Biegło się bardzo dobrze – mówi z trudem, jeszcze łapiąc oddech. – Trasa jak zawsze ciekawa, pogoda dopisała i to mój ostatni start w tym sezonie, więc dałem z siebie wszystko.

Do Koszalina przyjeżdżają nie tylko zawodnicy, którzy już startowali w Nocnej Ściemie, ale również ci, których przyciągnęła renoma imprezy. – Słyszałam od znajomych wiele dobrego o samej organizacji i atmosferze, jaka panuje podczas biegu – mówi Beata Pokrzywińska-osior z warmińskich Wydmin. – Muszę przyznać im rację. Zaczynając od startu po metę wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Na trasie są wolontariusze, którzy nie tylko podają wodę i batonika energetycznego, ale dopingują i dodają otuchy – dodaje biegaczka.

Niezwykła atmosfera Nocnej Ściemy wywarła na pani Beacie tak wielkie wrażenie, że zawodniczka zapowiedziała swój udział w kolejnej edycji: – Muszę pobić mój dzisiejszy wynik, czyli 1h 27 minut – stwierdza z uśmiechem.

Wśród zawodników pojawili się również weterani biegania, jednym z nich jest 57-letni Bogusław Barański z Trzebiatowa. – Jestem w Koszalinie drugi raz i nie mogę wyjść z podziwu dla wysokiego poziomu zawodów – mówi startujący. – Trasa bardzo ciekawa, dobrze oznakowana, a zawodnicy z roku na rok szybsi. Jak twierdzi pan Bogusław, wiek nie jest jego sprzymierzeńcem, jednak trasa Nocnej Ściemy to dla niego bułka z masłem.–- Niedawno wróciłem z Mistrzostw Świata w Walii, gdzie w swojej kategorii wiekowej zająłem 10. miejsce w stylu anglosaskim. Co to takiego? To jeden ze stylów biegu górskiego. Anglosaski polega na bieganiu sinusoidalnym, czyli raz pod górę, raz z góry. – Wyglądam niepozornie, a jednak dałem radę! – śmieje się Bogusław Barański.

Organizatorzy ledwie podsumowali piątą edycję Nocnej Ściemy, a już myślą o kolejnej. – Marzy nam się okrągły tysiąc uczestników na starcie – zdradza Michał Bieliński. – Ale bez względu na to, ilu by zawodników było, my nadal będziemy „ściemniać”.