w ciągu pięciu lat stworzyli najlepszą akademię koszykówki w regionie, a ich wychowankowie już zasilają czołowe kluby europy. – Sky is the limit – mówią o swoich planach i ambicjach założyciele MKK Basket Koszalin.

Od września tego roku dwoje nastoletnich koszykarzy z Koszalina rozpocznie treningi i naukę w czołowych europejskich klubach koszykarskich. 13-letni Filip Siewruk zasili szeregi słynnej Barcelony, a jego rówieśniczka Joanna Kobylińska zacznie treningi w również hiszpańskiej – Snatt’s Femeni Sant Adria. Co jeszcze ich łączy? Oboje są wychowankami Akademii Koszykówki MKK Basket Koszalin, w której sportowe wychowanie odbierali praktycznie od początku jej istnienia.
DZIECI NIE MIAŁY GDZIE TRENOWAĆ
– Bartek Siewruk przyszedł do mnie pięć lat temu i zaproponował: „zacznijmy trenować dzieciaki” – wspomina Adam Bochra, manager Basketu. – Bartek był już wtedy trenerem i żył koszykówką, a ja jako były zawodnik, między innymi AZS-u Koszalin, wciąż nią żyłem. Do tego miałem dwójkę dzieciaków, które nie miały gdzie trenować, więc wiedziałem, że jest w Koszalinie nisza w ofercie zajęć sportowych dla przyszłych koszykarzy.

– Widzieliśmy, że przez tę lukę w szkoleniu dzieciaków tracimy wiele potencjalnych talentów – dodaje Bartłomiej Siewruk. – Uznaliśmy, że jeśli zaczniemy z nimi pracę odpowiednio wcześnie i będziemy systematycznie rozwijać, to otworzymy im drogę do ewentualnej kariery. Głównym założeniem było kompleksowe szkolenie już od najmłodszych lat, wzorem najlepszych światowych klubów. Bowiem zawodnicy 15- czy 16-letni powinni umieć praktycznie wszystko, a później już tylko doskonalić te umiejętności, rozwijać się fizycznie, taktycznie oraz zdobywać doświadczenie. Teorię zamienić w praktykę było założycielom Basketu o tyle łatwiej, że obaj w przeszłości byli koszykarzami. wychowankami słynnego Jerzego Olejniczaka oraz równie cenionego Józefa Janiela. Zawodnikami AZS Koszalin, wcześniej odnoszącymi sukcesy w koszykówce młodzieżowej. wiedzieli zatem czego młodym zawodnikom potrzeba, a czego w ich szkoleniu brakuje. – Po latach gry i pracy w koszykówce, także po współpracy z trenerem Andrejem Urlepem dostrzegłem, że jednym z największych błędów szkolenia koszykarskiego narybku w Polsce jest traktowanie tych młodych ludzi przedmiotowo. Brak szczegółowego wyjaśnienia co i po co trenują. I to między innymi chcieliśmy zmienić, bo nie można wykrawać graczy według tego samego wzoru, tylko trzeba wykorzystać ich indywidualne predyspozycje i inteligencję – podkreśla Bartłomiej Siewruk.

mkk_6

ŻEBY LEPIEJ GRAĆ, TRZEBA NAJPIERW ZROZUMIEĆ
Dlatego w MKK Basket Koszalin wiele treningów koszykarskich jest poprzedzonych analizami wideo. w ich trakcie młodzi koszykarze oglądają konkretne zagrania w  wykonaniu zawodowców. Trenerzy pokazują im nie tylko jak je wykonać, ale także w jakich sytuacjach mogą zostać wykorzystane. Dopiero wówczas przychodzi czas na praktyczną naukę, która polega na dążeniu do osiągnięcia poziomu wykonania oglądanych wcześniej profesjonalistów. – Nie możemy naszym podopiecznym kazać czegoś bezmyślnie powtarzać, tylko dlatego, że jesteśmy trenerami i „wiemy lepiej”, co dla nich dobre. To nie przyniesie efektów. Dopiero dzięki pełnemu zrozumieniu mogą osiągnąć perfekcję w danym elemencie – tłumaczą nasi rozmówcy. Szkolenie młodzieży traktują jednak dużo szerzej, niż tylko wpajanie określonych nawyków, naukę manewrów, naukę rzutów czy trening kozłowania. – Chcemy, żeby ludzie kojarzyli naszą pracę nie tylko z koszykówką, ale z wszechstronnym rozwojem podopiecznych – mówią, wyliczając szereg dodatkowych zajęć, w których uczestniczą adepci Basketu. A są to m.in.: pływanie, aerobik, treningi motoryczne, a od września dojdą jeszcze zajęcia z języka angielskiego. – To zwiększy ich atuty nie tylko w życiu codziennym, ale i na boisku, bo w koszykówce angielski jest wszechobecny i wiele terminów funkcjonuje wyłącznie w tym języku – wskazuje Adam Bochra. Anglojęzyczne jest zresztą motto Akademii, które brzmi: „we practice today for better life tomorrow” (Dziś trenujemy, by jutro lepiej żyć). Założyciele Basketu wyjaśniają to tak: – Naszą ideą jest nauczyć podopiecznych całościowego podejścia. Połączyć pracę na wysokim poziomie nad koszykówką z rozkochaniem ich w szeroko pojętej kulturze fizycznej i wytworzeniem odpowiednich sportowych i życiowych nawyków.

mkk_5

ELITE CAMP TO NIE ZWYKŁY OBÓZ SPORTOWY
Temu służą, między innymi organizowane co roku przez Akademię tzw. elite Camp, z których ostatni dopiero co zakończył się w Białym Borze. Założyciele Basketu zaznaczają, że to coś więcej niż zwykły obóz sportowy – ma to być miejsce, do którego młodzi zawodnicy będą przybywać w celu poszerzenia swojej wiedzy w ogóle. Na ostatnim Campie zjawiło się ok. 90 dzieciaków w wieku 8-15 lat z całej Polski. w ciągu dwóch tygodni miały okazję ćwiczyć pod okiem różnych trenerów, także zagranicznych. – Praca z  kadrą, z którą nie stykają się na co dzień pozwala młodym zawodnikom nauczyć się zupełnie nowych rzeczy, a ich „codziennym” trenerom uzyskać świeże spojrzenie na własnych podopiecznych – podkreśla Bartłomiej Siewruk. Zajęcia prowadzą także byli i obecni zawodnicy, którzy przekazują swoim następcom wiele praktycznych porad opartych na doświadczeniu wyniesionym z zawodowych boisk. w Białym Borze z młodymi graczami pracował na przykład Matthew Rosiński, były gracz m.in. Kotwicy Kołobrzeg. Oprócz tych czysto koszykarskich, uczestnicy elite Camp przez dwa tygodnie brali udział w treningach lekkoatletycznych, mieli zajęcia ze specjalistą od przygotowania motorycznego, uczyli się zasad właściwego żywienia oraz uczestniczyli w tzw. life sessions. – w ich trakcie byli trenerzy czy zawodnicy opowiadają o swojej karierze, o tym co im się przydarzyło i jak radzili sobie w poszczególnych sytuacjach – przybliża sprawę Bartłomiej Siewruk.

mkk_12

„SKY (NBA) IS THE LIMIT”
Zdaniem naszych rozmówców tylko kompleksowe podejście pozwala uświadomić młodym ludziom, czy koszykówka to jest rzeczywiście to, czego pragną, a trenerom wyselekcjonować tych, którzy faktycznie mają potencjał by grać na wysokim poziomie. – Oczywiście nie zamierzamy nikomu ograniczać możliwości trenowania w Akademii. Po prostu docelowo planujemy dzielić wyższe roczniki także według potencjału – zaznaczają. Obecnie w Baskecie trenuje ponad setka dzieciaków, z którymi pracuje dziesięcioro trenerów o różnych specjalizacjach. Przebieg szkolenia jest skrupulatnie rejestrowany na fotografiach i nagraniach video. – Gdyby zebrać materiały z tych pięciu lat to powstałby naprawdę długi film, na którym doskonale byłoby widać, jak bardzo rozwinęły się nasze dzieciaki. Kiedy już trafią do NBA i wNBA to o każdym będziemy mogli zrobić fajny materiał na temat ich początków – śmieje się Adam Bochra, ale po chwili dodaje z powagą, że „sky is the limit” (granicą jest niebo): – A dlaczego mamy to traktować jako nieosiągalne marzenie? Czy nasi podopieczni są gorsi? Nie. Każdy gdzieś zaczynał, więc dlaczego nie mieliby kiedyś znaleźć się w NBA? – pyta.

mkk_7

IGOR MILICIĆ ZAUFAŁ BASKETOWI
Pierwsze kroki w tym kierunku już zostały wykonane – 13-letni: Joanna Kobylińska i Filip Siewruk trafili do czołowych europejskich szkół koszykarskich. Czy wykorzystają tę szansę, zależy już tylko od nich. Na podobną, zdaniem Bartłomieja Siewruka, zasługuje kolejny, były już wychowanek Basketu – Igor Milicić Junior. Syn wieloletniego zawodnika, a ostatnio trenera AZS Koszalin (obecnie w Anwilu włocławek). – To w tym momencie jest, moim zdaniem, największy prospect (obiecujący zawodnik, talent – red.) w Polsce wśród jedynek – uważa Bartłomiej Siewruk, który trenował go przez pięć ostatnich lat. Najlepszy podający w historii Polskiej Ligi Koszykówki, Igor Milicić, powierzył jego opiece także dwóch pozostałych synów – wszyscy regularnie ćwiczyli w Baskecie, nim cała rodzina po latach wyjechała z Koszalina.

mkk_4
LAURY NIE SĄ NAJWAŻNIEJSZE
Igor Milicić Junior i „hiszpańska” dwójka byli liderami rocznika 2002, najstarszego w Akademii, który już zdobył wiele laurów na arenie polskiej i międzynarodowej. Po medale i puchary regularnie sięgają także młodsze zespoły Basketu. Jednak to nie te nagrody są zdaniem założycieli Akademii najważniejsze. – Można wygrać mistrzostwo Koszalina, województwa, ale to zupełnie nic nie znaczy. Liczy się to, że budujemy świadomość tych młodych ludzi i rozwijamy ich umiejętności. To jest najważniejsze i to daje nam największa satysfakcję – podkreśla Adam Bochra, a Bartłomiej Siewruk wylicza: – Nasz wychowanek będzie trzecim Polakiem w historii, który zagra w FC Barcelona – to jest sukces. Dwóch naszych podopiecznych jest w wyższej rocznikiem kadrze Polski – to jest sukces. Byliśmy dwukrotnie na Litwie, gdzie pokazaliśmy dzieciakom jak wygląda koszykówka na najwyższym poziomie – to jest sukces. Nasi podopieczni mierzyli się z zespołami z najsilniejszych koszykarsko krajów europy – to jest sukces. Rozwijamy ich jako ludzi – to jest sukces. w tej beczce miodu musi się jednak pojawić i łyżka dziegciu. To co najbardziej boli naszych rozmówców, to zupełny brak zainteresowania i wsparcia ze strony władz miejskich. w tym temacie rozgoryczenie przebija z  każdego słowa Bartłomieja Siewruka: – Codziennie zadaję sobie pytanie i nie rozumiem, jak można nie widzieć dobra, które płynie z tego, co robimy. Jak można nie widzieć, ile udało nam się osiągnąć w tak krótkim czasie i tego, jak promujemy Koszalin. – Nie chodzi już nawet o to, by nam pomagano, ale by nie przeszkadzano – dodaje Adam Bochra. – Tymczasem cały czas musimy martwić się o jutro. Choć mamy tysiące pomysłów, które moglibyśmy wdrożyć niemal natychmiast, jest to niemożliwe, bo nikt nie chce nas słuchać. A szkoda, bo przy wsparciu miasta moglibyśmy osiągnąć naprawdę wielkie rzeczy.

 

STAĆ SIĘ EUROPEJSKIM OŚRODKIEM SZKOLENIA
Obaj nie zamierzają jednak użalać się nad sobą, a zamiast tego wytyczają sobie kolejne ambitne cele. Podstawowym jest wyszukiwanie i selekcjonowanie utalentowanych dzieci. – Obecnie mamy chłopca w najmłodszej grupie, który jest talentem czystej wody. Od razu widać, że może osiągnąć nieprzeciętne rzeczy, ale trafiliśmy na niego trochę przypadkiem. Przyprowadzili go do nas rodzice, a my chcielibyśmy zbudować system, który pozwoli nam samym wynajdować podobne dzieciaki. Bo sądzimy, że prawdziwych talentów jest więcej. Bez odpowiedniego systemu jednak wiele z nich nie tylko nie wejdzie na najwyższy poziom, ale być może nawet nigdy nie dowie się, co mogłoby osiągnąć – uświadamia Adam Bochra. w najbliższym czasie w Akademii ma także zostać utworzony zespół młodzieżowy, żeby najstarsi podopieczni mogli kontynuować szkolenie w Koszalinie i grać w rozgrywkach centralnych. – Coraz więcej skautów dużych europejskich klubów zgłasza się do nas, więc chcemy stworzyć naszym wychowankom możliwość, jak najszerszego pokazania własnego potencjału – tłumaczy Bartłomiej Siewruk, dla którego nadrzędnym marzeniem jest uczynienie z Basketu silnej europejskiej akademii, która będzie przyciągać młodzież nie tylko z całej Polski, ale także z innych krajów. – Chcemy stworzyć markę, której wychowankowie będą się liczyć i będą mieli szansę kontynuować rozwój w najlepszych zespołach nie tylko kraju, ale i europy – snuje wizję. Obaj założyciele Basketu pracują zawodowo i zwracają uwagę, że ideą powstania Akademii nie był zarobek. Nie sądzą zresztą, by kiedykolwiek mogli się utrzymywać ze szkolenia młodych koszykarzy. – Żyć się za to nie da, ale zdecydowanie można żyć tym – kończą z przekonaniem.

 

IGOR MILICIĆ, ZNAKOMITY KOSZYKARZ, OBECNIE TRENER ANWILU WŁOCŁAWEK:
Po przeanalizowaniu możliwości szkolenia młodych zawodników w Koszalinie, uznałem, że najlepszą opcją dla moich synów będzie nauka w Baskecie. To jedyna szkółka nie tylko w regionie, ale i w kraju, która zapewnia warunki odpowiednie do rozwoju tak młodych zawodników. Do tego Bartek Siewruk sam cały czas się uczy i rozwija – podpatruje, jak to się robi w najlepszych zagranicznych akademiach, zaprasza do współpracy tamtejszych trenerów i przenosi te wzorce do Polski. Jestem bardzo zadowolony z poziomu, jaki w Baskecie osiągnęli moi synowie. Najstarszy, Igor, już miał zaproszenia z Cibony Zagrzeb czy hiszpańskiej Murcii, ale ze względów rodzinnych zdecydowaliśmy się, by jeszcze przez pewien czas rozwijał się w kraju.